EWM GP 1/2009

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 7 stycznia 2009

Poza matematyką

Na początku istnienia łódzkiego KOR pojawił się nikomu nieznany matematyk i zadeklarował, że gotów jest przewozić wiadomości i bibułę z i do Warszawy, ponieważ tam stale dojeżdża. Wypełniając tę kurierską misję nigdy nie zawiódł ani nie wpadł. Lubił występować z otwartą przyłbicą, telefonując przedstawiał się, ale niczego nie komunikował do słuchawki, tylko umawiał się na spotkanie. Krótko relacjonował sprawę, a jeśli rzecz wymagała tajemnicy, pisał adres czy nazwisko na karteczce. Wkrótce okazało się, że ma też drugą naturę – konspiratora. Ujawniła się ona, gdy trzeba było dyskretnie obsługiwać drukarnię Antoniego Balcerskiego, zwanego panem X. Dzięki zachowaniu zasad konspiracji wiele lat drukarnia pracowała bez wpadki.

Zamienić plotkę w informację

Jesienią 1977 r. w redakcji powstałej w Łodzi latem „Kroniki Łódzkiej” pojawił się wakat. Michalik nie próbował wcześniej wolnego dziennikarstwa, jednak wraz ze studentką pedagogiki Elżbietą Lewińską podjął się odpowiedzialności redakcyjnej za „Kronikę”. Na jej łamach Lewińska opublikowała tekst „Zamienić plotkę w informację”, który wkrótce zainicjował działania Mirosława Michalika odległe od matematyki i dotyczące spraw nieznanych szerszej opinii. Mirek podjął się zdokumentowania i – na ile źródła pozwoliły – zbadania kolejnych zabójstw dokonanych w Komendzie MO w Łodzi na Bałutach. Pomagały mu w tym Zenobia Łukasiewicz oraz Zofia Kowalczyk – poznane wówczas przez niego matki chłopców, którzy nie wrócili żywi z przesłuchania.

Piotr Łukasiewicz został wyciągnięty z mieszkania i wleczony na zewnątrz uderzał głową o schody, dostał wylewu krwi do mózgu. Zmarł na skutek urazów i rażących zaniedbań tych, którzy go zatrzymali. Potem w MO zacierano ślady i z akt znikały dokumenty, by uniemożliwić postawienie przez prokuratora zarzutów osobom odpowiedzialnym za te czyny i zaniechania. We wszystkich niemal przypadkach powtarzały się nazwiska tych samych funkcjonariuszy, a szczególnie często sierż. Zdzisława Pająka, jako prowadzącego „przesłuchania”. Wyniki sekcji zwłok podpisywane były zwykle przez tego samego lekarza anatomopatologa i diagnozowały „śmierć samoistną”. Dowody, ślady i dokumenty interpretowane były przez Prokuraturę Wojewódzką jako niewskazujące na istnienie sprawców czy funkcjonariuszy winnych nieudzielania na czas pomocy lekarskiej.

Materiały na ten temat Michalik i jego pomocnicy zbierali ponad rok. Korzystali z pomocy rodzin zmarłych, które mozolnie dokonywały ręcznych odpisów z akt, uzupełniały sygnatury i wszelkie dodatkowe informacje. Wytrwałości i systematycznej pracy Mirosława Michalika zawdzięczamy, że dane zostały zebrane i mogły stanowić podstawę do formułowania wniosków o tym, co się naprawdę zdarzyło.

W porozumieniu z Zofią i Zbigniewem Romaszewskimi w „Biuletynie Informacyjnym” nr 3/4 1979 Jan Walc zamieścił artykuł pt. „Akt oskarżenia”, w którym opisał praktyki stosowane w bałuckiej komendzie MO. Znalazły się tam także nazwiska funkcjonariuszy mających do czynienia z daną sprawą. Później – środowiska KOR-owskie (wspierane przez kolegów z ROPCiO i KPN) przeprowadziły trzykrotnie „dywanowe” akcje ulotkowe w różnych częściach Łodzi, informując, co się dzieje w bałuckiej komendzie MO. Łączny nakład tych ulotek wyniósł 48 tys. egzemplarzy i spotkał się z szerokim odzewem.

Pierwsze akcje zaplanował i przeprowadził ze współpracownikami Michalik, dzieląc Bałuty na kwartały, by informacja dotarła do wszystkich mieszkańców dzielnicy. Rozpoczął, wraz Wojciechem Jeśmanem, od doręczenia ulotek całej kamienicy, gdzie mieszkał opisywany w nich milicjant Pająk.

Wśród taksówkarzy

W sierpniu 1980 r. Mirosław Michalik, który w czasie wytrwałej pracy nad „Kroniką” i akcją „Pająk” zdążył doktoryzować się w PAN, trafił na wiec taksówkarzy odbywający się pod siedzibą ich zrzeszenia przy ul. Jaracza 45 w Łodzi. Taksówkarze mieli tradycję wspierania strajku tramwajarzy, zrobili to już w 1957 r. i nie zawiedli w sierpniu 1980, gdy MPK zatrzymało ruch, dając miastu hasło do strajku powszechnego.

Michalik obserwując zgromadzenie postanowił zabrać głos, przedstawił się kierowcom i podał im treść 21 postulatów Stoczni. Potem skorzystał z zaoferowanej pomocy, odjechał sztafetą kilku taksówek, ale gdy wysiadł przy zajezdni MPK przy ul. Kraszewskiego, został zatrzymany przez funkcjonariuszy i trafił do aresztu. Po tych przejściach poważnie zapadł na zdrowiu. Dopiero z końcem listopada 1980 r. wybrał się z przyjaciółmi z dawnej opozycji w góry. Dla łódzkich taksówkarzy pozostał anonimowym, odważnym człowiekiem, który ich wsparł – choć nie wiedzieli, za jaką cenę.

Mirosław Michalik wrócił do pracy metodyka nauczania matematyki w Instytucie Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych, do kolegów, którzy dzięki niemu, ale bez niego, założyli swoją „Solidarność”. Wspomagał prasę związkową. Nadszarpnięte zdrowie spowodowało, że w ciągu szesnastu miesięcy „karnawału” pozostawał nieco na uboczu, tym bardziej że od jesieni 1981 r. podjął pracę w Instytucie Matematyki PAN w Warszawie. 13 grudnia przypomnieli sobie o nim łódzcy esbecy, trafił via areszt KW MO przy ul. Lutomierskiej w Łodzi do więzienia w Łęczycy, z początkiem stycznia 1982 r. do Łowicza, a na początku sierpnia do Kwidzyna. Tam 12 sierpnia 1982 r. ze wszystkimi internowanymi przeżył brutalną pacyfikację ośrodka internowania.

Ten bił, a tego bili

W więzieniu łęczyckim 15 grudnia 1981 r. internowani zaczęli śpiewać „Rotę”. Nagle do celi wtargnęli funkcjonariusze służby więziennej, oficer groził pistoletem wyszarpniętym z kabury. Mirek zaimponował kolegom – wysunął się przed nich i rozrywając więzienną koszulę na piersiach powiedział: „Strzelaj pan”. Oficer z atandą cofnął się.

Michalik, wówczas ojciec dwójki małych dzieci, miał w sobie jakiś silny imperatyw, by przełamywać strach. Kiedy trafił do ośrodka dla internowanych w Kwidzynie, koledzy wybrali go na swojego przedstawiciela do rozmów z komendantem ośrodka. Był jednym z poważniej pobitych w znanej i nieosądzonej do dziś akcji pacyfikacyjnej. Od uderzenia w głowę stracił przytomność, trafił do szpitala we Fromborku, potem w Łodzi. Zapadł głęboko na zdrowiu. Gdy choroba ustąpiła, włączył się jako wolontariusz w akcje charytatywne i działania Duszpasterstwa Środowisk Twórczych. Wrócił z czasem do pracy w PAN, jeżdżąc między Łodzią i Warszawą pomagał w kolportażu bibuły przez resztę lat 80.

Wątek łemkowski i huculski

Wiele wniósł w przygotowania i przeprowadzenie „Colloquium Narodów” w ośrodku duszpasterskim oo. jezuitów w Łodzi. Organizatorzy spostrzegli bowiem, że sprawy Łemków i Ukraińców zna od dawna, ma je przemyślane i dobrze w swej ekumenii (jeśli tak można skrótowo rzec) utrwalone. Nikt wcześniej nie wiedział, że zainteresowanie Karpatami i status przewodnika beskidzkiego (SKPB) dr Michalik podbudował wiedzą historyczną, etnograficzną oraz przesłaniem Juliusza Mieroszewskiego i Jerzego Giedroycia, by budować mosty między zniewolonymi przez ZSRS narodami dawnej Rzeczypospolitej. Wkrótce Michalik został współzałożycielem łódzkiego oddziału Stowarzyszenia „Pomost”.

Mirosław Michalik wrócił do swojej pasji – matematyki. Uczył w XV LO im. J. Kasprowicza w Łodzi, później przez jakiś czas w LO im. Stanisława Staszica w Zgierzu. Jego wychowankowie mieli duże osiągnięcia w dalszych studiach. Do dziś cenią swego nauczyciela, z którym założyli międzyszkolną inicjatywę turystyczną, organizowali letnie i zimowe wyprawy w Gorgany i Czarnohorę, trasę „Śladami Mickiewicza” po Nowogródczyźnie, a nawet w góry nad Bajkałem. Miał czas dzielić się pasjami turystycznymi, żeglarskimi i narciarskimi ze swoimi dziećmi. Jest ich czwórka, dwoje urodziło się przed jego uwięzieniem, dwoje później i nie mogą pamiętać czasu PRL.

W 2006 r. dr Mirosław Michalik został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Nadszarpnięte zdrowie nie pozwala mu obecnie na powrót do szkoły. Należy do grona tych, którzy najwięcej zapłacili za zaangażowanie w wyrwanie kraju z tamtego systemu i nie szukają splendorów.

Józef Śreniowski
działacz opozycji demokratycznej, członek KOR,
obecnie pracownik IPN w Łodzi



MIROSŁAW MICHALIK

Absolwent III Liceum im. Tadeusza Kościuszki w Łodzi, studia matematyczne na UŁ podjął w 1968, ale wkrótce przeniósł się na Wydział Matematyki i Mechaniki UW (1969/1970). W czasach studenckich uprawiał turystykę i taternictwo, dyskutując jak całe pokolenie pomarcowe rozmaite kwestie i rozterki. Mimo groźnego wypadku, jakiemu uległ podczas wspinaczki na Granatach, ukończył studia na UW, przedstawiając pracę magisterską dotyczącą lematu Farkasa. Kończąc studia uczestniczył w seminarium prof. Jerzego Łosia w PAN, poświęconemu modelom von Neumana, znajdującym zastosowanie w makroekonomii. 1973/1974 rozpoczął studia doktoranckie pod kierunkiem prof. Łosia. Jako przedmiot doktoratu wybrał rozszerzenie zastosowań matematyki w ekonomii. Pasjonuje się, podobnie jak żona i przyjaciele, tym abstrakcyjnym światem nieograniczonych możliwości i zastosowań.