EWM GP 14/2009

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 8 kwietnia 2009

Kazali mu kopać grób

Wchwili wprowadzenia stanu wojennego Darek miał 14 lat. Jednak już w grudniu 1981 r. stworzył grupę, z którą malował napisy na murach, rozwieszał transparenty, drukował i rozklejał plakaty popierające „Solidarność”. W czasie demonstracji na ulicach Wrocławia rozrzucali ulotki, wznosili barykady. Szybko zajęli się też kolportażem prasy podziemnej. Od marca 1983 r. rozpowszechniali m.in. część nakładu pisma „Młodzież” oraz „Z dnia na dzień”, drukowanego przez szkolnego kolegę – Waldemara Krasa.

Majowe święto według komuny

1 V 1983 r. demonstracje objęły dużą część Wrocławia. Darek znalazł się w tłumie, który włączył się w trasę oficjalnego pochodu i manifestował przed trybuną honorową. Zaskoczone ZOMO ostrzelało granatami gazowymi m.in. komunistycznych notabli i delegację dowództwa Armii Radzieckiej. Parę godzin później ulice zostały opanowane przez oddziały milicji i wojska. Wracając do domu, Darek stał się świadkiem, jak z okna kamienicy przy ul. Ofiar Oświęcimskich staruszka cisnęła doniczką w grupę zomowców. Rzut okazał się celny – skorupa trafiła dokładnie w hełm jednego z nich. Widok oszołomionego, zataczającego się w chmurze czarnej ziemi i kwiatków milicjanta spowodował, że młodzi świadkowie prychnęli śmiechem. Reakcja była natychmiastowa – część zomowców wpadła do bramy, by dopaść sprawczynię celnego rzutu. Reszta rzuciła się na rozbawionych chłopców.

Moment później okładano ich pałkami i pędzono w stronę placu Dzierżyńskiego. Okazało się, że ZOMO rozbiło tam coś w rodzaju obozu, sformowanego z pojazdów ustawionych w wielki okrąg. Do jego wnętrza sprowadzano zatrzymanych. Na przemian uruchamiano w nim kamery i pałki. Darek dołączony został do kilkudziesięciu innych chłopców. Ledwie zmieścili się w ciężarówce. Zawieziono ich do Milicyjnej Izby Dziecka. Przez 48 godzin biciem wymuszano przyznanie się do winy, co skutkowało usuwaniem ze szkoły i wyrokiem kolegium. Darek do końca zaprzeczał oskarżeniom i jako jedyny uniknął sankcji.

Małe plakaty nadziei

Codziennym zajęciem Darka ciągle było powielanie i rozklejanie na mieście plakatów „Solidarności”. Jak wspomina – najwięcej wieszał ich w okolicach domów więźniów politycznych i działaczy opozycji. W styczniu 1984 r. rozklejał plakaty na rogu ul. Górnickiego. Nagle rzuciło się w jego stronę kilku tajniaków. Zasadzka przygotowana była przez milicję kryminalną, zamierzającą schwytać włamywaczy często rabujących sklep ze sprzętem radiowym. Ekipa nie pogardziła jednak i taką „zdobyczą”. Zatrzymany trafił na komisariat, gdzie bicie było nieodłącznym elementem przesłuchania. Krótko po wydaniu decyzji o aresztowaniu esbecy wsadzili Darka do samochodu. Ze zdziwieniem stwierdził, że wiozą go do domu. Na miejscu okazało się, że mieszkanie okupuje kilku ubeków. Robili wrażenie zadomowionych. Część z nich z nogami na stole drzemała na kanapie, reszta popijała piwo. Ożywiali się, kiedy z krótkofalówki nadchodziły wiadomości o ludziach wchodzących do kamienicy. Jedni chwytali wtedy broń, inni czaili się przy drzwiach. W czasie rewizji znaleziono mnóstwo płytek PCV, służących do odbijania plakatów. Z aresztu Darek wyszedł na mocy amnestii z 22 lipca 1984 r.

Organizator rozruchów

Przez dzielnicę, w której mieszkał, w każdy czwartek przetaczały się kolumny ZOMO. Ich celem był kościół św. Wawrzyńca, w którym odprawiane były msze św. za ojczyznę. Milicja atakowała lub wyłapywała wychodzących ze świątyni. Bywało, że w obawie przed represjami uczestnicy mszy pozostawali w kościele do późnych godzin nocnych. Darek tworzył wtedy strukturę identyfikującą się z Solidarnością Walczącą i postanowił zorganizować demonstracje na drugim końcu dzielnicy, by odciągnąć ZOMO od św. Wawrzyńca. Zamierzając stawiać opór, wraz z kolegami przygotował drogi ucieczki. Na bramach kamienic zamontował wielkie zasuwy, umożliwiające zamknięcie w czasie pościgu. Od tego czasu czwartki pod kościołem św. Wawrzyńca zmieniły swój charakter. Skończyło się bezkarne terroryzowanie okolicy przez ZOMO, zmuszone teraz do uganiania się za manifestantami i obrzucane kamieniami. W okolicach ul. Sienkiewicza stawały barykady, w stronę armatek wodnych i skotów leciały butelki z benzyną, koła pojazdów dziurawiły kolczatki. 27 września 1984 r., w czasie starć na ul. Sępa-Szarzyńskiego, rozegrała się dramatyczna scena, kiedy w pościg za Darkiem rzuciła się nysa z dowodzącymi akcją oficerami MO. Świadkowie próby rozjechania chłopca natychmiast chwycili za kamienie. Roztrzaskiwana nimi nysa wycofywała się w panice. Dopiero wtedy Darek zobaczył głębokie zranienie. Ktoś starał się powstrzymać krwotok, zaciskając na nodze zaimprowizowaną opaskę.

Ponowne aresztowanie

Rankiem 28 września 1984 r. do mieszkania wtargnęło SB. Wkrótce okazało się, że na organizatora demonstracji doniósł jeden z okolicznych konfidentów. Wraz z Darkiem aresztowano jego współpracowników – Dominika Szymańskiego i Bronisława Dorończyka.

Śledztwo okazało się piekłem. Ręce wkładano w szufladę, którą zatrzaskiwano, kopiąc ją nogą. Z chorej nogi zdarto opatrunek, by w ranę uderzać pałką. Bity całą winę brał na siebie, starając się zdjąć odpowiedzialność z kolegów. Po uderzeniach głową o ścianę przez całe miesiące nie mógł się uwolnić od bólu, miał zawroty głowy, chwilami tracił przytomność. Sądu to nie zainteresowało. 11 stycznia 1985 r. został skazany na rok i 10 miesięcy więzienia.

W czasie odbywania wyroku w ZK w Wałbrzychu potajemnie opisał swoją gehennę. List przekazał kapelanowi. Kilka tygodni później współwięźniowie wracający z pracy w jednej z fabryk wrócili rozemocjonowani. „Podziemie o tobie pisze!” – powiedział jeden z nich, podając gazetkę Solidarności Walczącej, w której był wydrukowany list Darka. Wiadomość lotem błyskawicy obiegła zakład karny, a młodego więźnia zaczęto poddawać codziennym przesłuchaniom. Darek ze zdumieniem spostrzegł, że esbecy traktują go z niespotykanym dotąd respektem. Przede wszystkim żądali jednak odpowiedzi, czy to on jest autorem wydrukowanego listu.

Wkrótce został przeniesiony do ZK w Gorzowie. Tam 13 czerwca czterej funkcjonariusze SB kazali mu wsiąść do poloneza. Celem był Wrocław. Miasto powitało go kolumnami ZOMO, podążającymi w stronę solidarnościowego zgromadzenia. Trafił do ZK przy ul. Kleczkowskiej, gdzie znów zaczęły się przesłuchania. Natychmiast też jednak znalazł się pod opieką więziennego lekarza – dr. Niewiadomskiego, członka SW. Od niego też dowiedział się, że oświadczenia w jego sprawie wydał m.in. NZS, interweniowali przedstawiciele Kościoła, do władz napływały listy protestacyjne, a sprawę relacjonuje podziemna prasa. 10 października 1985 r. zapadła decyzja o warunkowym zwolnieniu. Prosto z więzienia trafił do szpitala, w którym spędził dwa miesiące. Stwierdzono m.in. zagrażające życiu uszkodzenie czaszki.

„Podręczniki nie będą ci już potrzebne”

W 1986 r. stan zdrowia Darka ciągle był zły. Pozwolono mu jednak wrócić do szkoły. Posiadając obszerną dokumentację lekarską o skutkach pobicia, złożył na esbeków doniesienie do prokuratury. Wtedy do akcji weszli „nieznani sprawcy”. Wiosennego dnia 1987 r. idącego do szkoły Darka wciągnięto do samochodu. Kiedy pod Trzebnicą zjechał on z głównej drogi, podręczniki zostały wysypane przez okno. „Nie będą ci już potrzebne” – powiedział jeden z oprawców. W lesie wręczono mu łopatę i grożąc bronią kazano kopać dół. Kiedy wykop miał już żądaną głębokość, porywacze stwierdzili, że „to już naprawdę ostatnie ostrzeżenie”, i odjechali. Po tym zdarzeniu, oznaczającym także trzydziestokilometrowy pieszy powrót do domu, stan zdrowia chłopca uległ kolejnemu załamaniu. W maju 1988 r. Darek zdołał jeszcze włączyć się w druk „Informatora Strajkowego”, redagowanego, powielanego i kolportowanego z rówieśnikami – Waldkiem Krasem i Mariuszem Mieszkalskim, w nadziei że przyczyni się on do oczekiwanego od lat antykomunistycznego zrywu. Ze zdrowiem było jednak coraz gorzej. Pogłębiające się dolegliwości nie pozwoliły ukończyć szkoły ani podjąć stałej pracy.

Epilog

W 2006 r. Komisja Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu prowadziła śledztwo w sprawie trwałego uszczerbku zdrowia Dariusza Bogdana. Pokrzywdzonemu pokazano m.in. fotografie ludzi podobnych do porywaczy. Zdjęcia pochodziły jednak chyba z ich pierwszych dowodów osobistych. W roku 1987 ludzie ci byli dużo starsi. Darek nie mógł z całą pewnością stwierdzić, że to jego prześladowcy. 28 lipca 2006 r. śledztwo zostało umorzone.

Artur Adamski
w latach 80. działacz Solidarności Walczącej, obecnie nauczyciel



DARIUSZ BOGDAN

Ur. w 1967 we Wrocławiu. Po wprowadzeniu stanu wojennego stworzył młodzieżową grupę, wspierającą działania „Solidarności”. Drukował ulotki, malował hasła na murach, rozwieszał transparenty. 1 V 1983 zatrzymany przez ZOMO (po dwudniowym uwięzieniu i kilkakrotnym pobiciu uniknął oskarżenia o udział w demonstracji). W styczniu 1984 aresztowany za rozklejanie plakatów „Solidarności”, po brutalnym śledztwie zwolniony na mocy amnestii z 22 VII 1984. Aresztowany 2 XI 1984 za organizowanie demonstracji i czynny udział w rozruchach, torturowany w czasie śledztwa. 15 I 1985 skazany na rok i 10 miesięcy więzienia, w październiku 1985 r. przedterminowo zwolniony. W 1987 porwany przez „nieznanych sprawców”, którzy po wywiezieniu go do lasu kazali mu kopać grób. W maju 1988 był współtwórcą pisma „Informator Strajkowy”. Dużą część nakładu sam dostarczał do wrocławskich zakładów pracy.