EWM GP 19/2009

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 13 maja 2009

Człowiek drukarnia

Pomimo aresztowań jego kolejnych współpracowników esbecja nie namierzyła drukarni przez sześć lat. Angażując całą rodzinę – żonę, teściową i trójkę dzieci – wydawał ponad 18 tytułów podziemnej prasy. Bohdan Błażewicz – najaktywniejszy drukarz podziemnego Wrocławia – pochodził z Wileńszczyzny. W czasie wojny Sowieci aresztowali jego ojca, parę lat później żołnierze niemieccy spalili rodzinny dom. W 1964 r., po ślubie z Katarzyną, szkolną koleżanką, przeniósł się do Wrocławia. W ich domu nastroje antysowieckie obecne były od zawsze.

Druku uczył się od specjalistów z Politechniki Wrocławskiej: Tadeusza Huskowskiego, Jana Waszkiewicza i Stanisława Jabłonki. Pierwsze gazetki drukował jeszcze przed stanem wojennym. Do „S” przystąpił we wrześniu 1980 r. w zakładach Megabud we Wrocławiu.

Z początkiem 1982 r. kolporterzy związani z dolnośląską opozycją, m.in. ze środowiskiem Kornela Morawieckiego, zaczęli dostarczać do Błażewicza egzemplarze pisma „Z dnia na dzień”. Od lutego 1982 r. w druku pomagał mu zwolniony z internowania Piotr Plenkiewicz, członek KZ Politechniki Wrocławskiej.

Oficyna im. Grzegorza Przemyka

Początkowo drukowali na najprostszym dostępnym sprzęcie – matrycach białkowych i spirytusowych. Nocami spotykali się w domu Błażewicza, w starej willi przy ul. Jaworowej. Na jakościowo słabych pierwszych wydrukach często odbijały się niekompletne wyrazy. Dzieci Bohdana: Dorota i Paweł ręcznie dopisywały brakujące literki, a czteroletni Piotr składał kartki.

Dziesiątki ramek wykonanych według instrukcji Stanisława Jabłonki robili na frezarkach pracownicy Zakładu Aparatury Naukowej i Dydaktycznej PWr. Z braku płótna do ramki w użyciu była nawet apaszka teściowej. W skrytce pod progiem w przedpokoju do dziś leżą dawno już zapomniane, owinięte w stare gazety przybory drukarskie. Farbę drukarską robili z łatwo dostępnych składników, jak pasta do butów, sadza, spirytus, farba olejna, terpentyna. Podobno farbę miał pod paznokciami cały czas, wżarła się tam na stałe.

Problemów z papierem nie było mimo niedostatków stanu wojennego. Krzysztof Sosna, pracownik Politechniki, jeszcze przed stanem wojennym w czterech wrocławskich dziuplach zgromadził ok. 8 ton papieru. W 1982 r. rozpoczął współpracę z Błażewiczem i regularnie dostarczał ryzy do drukarni na Jaworowej. Kiedy zapasy zaczęły się kurczyć, Sosna z Markiem Muszyńskim z RKS-u Dolny Śląsk objeżdżali dolnośląskie wsie. Wykupywali z GS-ów resztki papieru. W technice sitodruku Błażewicz nie miał sobie równych, jego druki, jak na podziemne warunki, osiągały wysoką jakość.

Liczba drukowanych gazet i ulotek szybko przerosła pojemność schowka pod podłogą. Od tego czasu mieszkanie Błażewiczów było bez przerwy zasłane bibułą, paczkami czekającymi na kurierów, kartkami do złożenia i książkami suszącymi się na grzejniku. Gdyby nie zaangażowanie całej rodziny, nie osiągnięto by takich wyników. Żona, dzieci i teściowa od początku stali się pełnoetatowymi pracownikami Oficyny Wydawniczej im. Grzegorza Przemyka (tak po zabójstwie maturzysty zaczęto podpisywać druki wydawane na Jaworowej). Przez sześć lat nikt nie zakłócił spokoju drukarni.

Do domu Błażewiczów często przyjeżdżał Krzysztof Sosna z żoną i córkami. Spędzali na Jaworowej długie godziny, składając książki i gazety. Bohdan dla nikogo nie stosował taryfy ulgowej. By zrealizować zamówienie na czas, wciągał najbliższych do pracy nawet w Wigilię. Gdy już kończyli późnym wieczorem, świąteczną kolację zastępowały śledzie z puszki i chleb.

„O wolną i niepodległą Rzeczpospolitą Solidarną”

Aleksander Lebiedziński, sąsiad Błażewiczów, z drukarnią związany był od samego początku. Współpracownik Kornela Morawieckiego i członek „SW”, dostarczał do druku wydawnictwa organizacji. Do niego właśnie zwrócił się Bohdan, prosząc o przyjęcie do „SW”. Zaprzysiężono go w 1983 r., o czym poinformował tylko żonę, najbliżsi koledzy dowiedzieli się o tym dopiero na jego pogrzebie.

Poprzez Lebiedzińskiego Bohdan nawiązał kontakt z Józefem Tallatem, członkiem WiN-u, skazanym na karę śmierci przez stalinowski sąd, redaktorem pisma rządu londyńskiego „Zamek”. W swoim domu miał podwójną piwnicę, do której wchodziło się przez szafę, więc zorganizował tam drugą drukarnię.

Nie wiadomo, czy drukarnia wpadła na skutek donosu i czy w otoczeniu Błażewiczów byli agenci. Brak na to jakichkolwiek dokumentów. „Braliśmy pod uwagę możliwość inwigilacji, naszym śladem można było dotrzeć do Kornela, ale nie dawaliśmy się zwariować. Drukarnia wpadłaby prędzej czy później przez niefrasobliwość Bogusia” – wspomina z uśmiechem Aleksander Lebiedziński, dziś pracownik wrocławskiej przepompowni. I za chwilę dodaje: „Boguś chodził na wszystkie zadymy, nie bardzo przejmował się zasadami konspiracji”. Rozmawiamy w szumie pomp, Sosna i Lebiedziński przerzucają się wspomnieniami: „Był pobożny, w domu obowiązywała godzina różańca, cała rodzina modliła się na klęczkach. Wpadałem po bibułę, a tam wszyscy się modlą, więc dołączałem do nich. Od 13 grudnia 1981 r. w piątki jadł tylko posolony chleb i popijał wodą z kranu. Apetyt to on miał dobry, więc w te dni z głodu robił się nie do wytrzymania”. Ale z natury był pogodny i niezwykle towarzyski. Uwielbiał biesiady w gronie przyjaciół przy dobrze przedestylowanym (podwójnie!) bimbrze.

Od 1983 r. Błażewicz regularnie uczestniczył w stanowej pielgrzymce mężczyzn do Matki Bożej Piekarskiej. Nie byłby sobą, gdyby nie nawiązał tam nowych, owocnych kontaktów. Dotarł do mieszkającego w Bytomiu Piotra Woźniaka i uzyskał zgodę na wznowienie druku jego książki „Zapluty karzeł reakcji”, która miała wiele wydań zarówno zagranicą, jak i w drugim obiegu. Edycja wrocławska miała jednak chyba największy nakład, kilka tysięcy egzemplarzy, a z dodrukami prawdopodobnie przekroczyła 10 tys.

W pierwszych dniach kwietnia 1987 r. do domu przy Jaworowej zastukali milicjanci. Katarzyna Błażewicz przetrzymywała ich w pokoju aż do powrotu męża, nie zgadzając się na rewizję. Córka Dorota po cichu wynosiła bibułę, ale przy tak zapchanym mieszkaniu było to prawie niemożliwe. Kiedy Bohdan wrócił do domu, zdążyła go jeszcze ostrzec, żeby zostawił u sąsiadów materiały, które miał przy sobie. Po wielogodzinnej rewizji późną nocą Katarzyna i Bohdan zostali przewiezieni do siedziby SB na placu Muzealnym, a po 3 godzinach przesłuchania na komendę milicji na Jaworowej, niedaleko ich domu. Bohdana wypuszczono wcześniej, ale gdy zorientował się, że żony jeszcze nie ma, zabrał dzieci i wrócił na komendę. Zaczął się awanturować. Groził, że jak nie zwolnią jego żony ściągnie zagraniczne ekipy telewizyjne. Traf chciał, że tego dnia we Wrocławiu odbywała się jakaś międzynarodowa impreza i zachodnich dziennikarzy było pod dostatkiem. Poskutkowało.

Pozostał wolnym strzelcem

Po uwolnieniu Błażewiczów zrewidowano im dom jeszcze trzykrotnie, ale nie niosło to za sobą żadnych konsekwencji. Z czasem uruchomiono nowe drukarnie i Oficyna Wydawnicza im. Grzegorza Przemyka przeniosła się w inne rejony miasta. „Mąż był motorem całej akcji i przez wszystkie lata ciągnął nas ze sobą, a my byliśmy mu potrzebni. Nigdy nie zabraniałam mu tego, co robił, mimo że narażał nas wszystkich. Dom był zawsze pełen ludzi przynoszących i odbierających bibułę. Wielokrotnie nie znałam nawet ich imion” – wspomina Katarzyna Błażewicz.

Bohdan do końca pozostał wolnym strzelcem i swoją niezależność cenił ponad wszystko. Nigdy nie zaakceptował porozumień między władzą i „Solidarnością”. Po 1989 r. zawiesił działalność. Zmarł 17 maja 2008 r.

Weronika Silczak,
pracownik Stowarzyszenia Pokolenie i Encyklopedii Solidarności



BOHDAN BŁAŻEWICZ

Ur. 14 IV 1942 w Wilnie, zm. 17 V 2008 w Olsztynie. Absolwent Technikum Mechanicznego dla Pracujących w Zespole Szkół Zawodowych nr 2 we Wrocławiu (1971). Od 1964 zatrudniony m.in. w Państwowej Fabryce Wagonów Pafawag, zakładach Instal i Megabud we Wrocławiu. Od IX 1980 członek „S”, kolporter prasy związkowej i wydawnictw drugiego obiegu. Jesienią 1980 ukończył kurs poligraficzny zorganizowany przez NSZZ „Solidarność”. W 1981 delegowany do pracy w Czechosłowacji. 14–18 XII 1981 uczestnik strajku na terenie zakładów Megabud we Wrocławiu. Od 14 XII 1981 współorganizator podziemnej struktury poligraficznej RKS NSZZ „S” Dolny Śląsk. W I 1982 przeprowadził akcję zawieszenia flagi „S” na kominie Pafawagu. Organizator punktów poligraficznych, szkolił zespoły drukarskie, a także przebywającego wówczas w Polsce Jegora Mangaziejewa, późniejszego działacza rosyjskiego Memoriału, 1981–1987 prowadził drukarnię we własnym domu. Powielał m.in. pisma „Z dnia na dzień”, „Solidarność Walcząca”, „Prawda”, „Odrodzenie”, „Region”, „Tygodnik Wojenny”, „Bądźmy Solidarni”, „Biuletyn Dolnośląski”, „Wiadomości Bieżące”, „Jednością Silni”, „Iskierka”, „Obecność”, „Riposta”, „CDN”, „Przegląd Myśli Niezależnej”, „Biuletyn Informacyjny Solidarności Walczącej”, „Zamek”, plakaty, znaczki, książki m.in. „Na skrzyżowaniu Europy i Azji”, „Zapluty karzeł reakcji”. Od 1983 członek „Solidarności Walczącej”. W tym samym roku współzałożyciel i drukarz pisma młodzieży szkolnej „Wyrostek”. W 1984 zwolniony z pracy. 7 IV 1987 po rewizji mieszkania zatrzymany, przewieziony do siedziby SB i KM MO we Wrocławiu, po przesłuchaniu zwolniony. 1987–1990 po zwolnieniu z pracy formalnie zatrudniony przez parafię św. Augustyna we Wrocławiu. Od 1990 zatrudniony w zakładach Budromex, Pogotowiu Technicznym Zakładu Gospodarki Komunalnej i Wrocławskich Zakładach Wodociągowych. Od 2000 na rencie.