EWM GP 22/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 28 maja 2008

Przed czasem wielkiej próby

Po wprowadzeniu stanu wojennego silne podziemne struktury „Solidarności” najszybciej zorganizowały się we Wrocławiu. Było to zasługą ludzi bardziej przezornych od większości liderów i doradców związku. Jednak przez pierwszych kilkanaście godzin los formującej się konspiracji nieraz wisiał na włosku.

W sobotę 12 grudnia czas Kornela Morawieckiego był jak zwykle wypełniony po brzegi. Właśnie wydrukowany został kolejny numer „Biuletynu Dolnośląskiego”. Część nakładu rozwoził osobiście. W czasie legalnego działania „Solidarności” duża część wydawnictw drugiego obiegu działała niemal całkowicie jawnie. Krąg współpracowników Morawieckiego pozostawał jednak w ukryciu. Mimo że „Solidarność” stała się potęgą, ludzie powstałego w latach siedemdziesiątych wrocławskiego niezależnego ruchu wydawniczego woleli dmuchać na zimne. Kiedy dowódcy jednostek MO, SB i wojska czynili ostatnie przygotowania do nocnego ataku, naczelny „Biuletynu” krążył swym małym fiatem po mieście. Paczki z wydrukiem zawiózł m.in. do Tadeusza Rogosza i mieszkającego w pobliżu dworca głównego Jerzego Piaseckiego. Przejeżdżając ul. Mazowiecką, wstąpił do Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność”. W tych dniach dolnośląską prasę związkową zaczęły tam drukować nowe maszyny poligraficzne. Były wartym fortunę darem szwedzkich związkowców. We Wrocławiu mówiło się, że są cudem techniki na miarę promu kosmicznego Columbia. W każdym bądź razie tradycyjne powielacze bębnowe w siedzibie dolnośląskiej „Solidarności” przestały być potrzebne. Morawiecki jedno z tych urządzeń z trudem upchnął w swoim maluchu. Tak „na wszelki wypadek”. Pół godziny później powielacz trafił na Zacisze, do domu Tadeusza Świerczewskiego, u którego znajdował się też już zapas farb, matryc i papieru.

Skąd ta ostrożność

Na I Zjeździe Delegatów NSZZ „Solidarność” Morawiecki pracował w komisji Związek Wobec Zagrożeń. Jako jeden z prawdopodobnych scenariuszy najbliższych wydarzeń przewidywał wprowadzenie przez władze stanu wyjątkowego. Jesienią z coraz większą uwagą zaczął się przyglądać ruchom aparatu przemocy. Jednym ze źródeł informacji zza murów koszar był Marek Petrusewicz. Ten legendarny mistrz świata w pływaniu całym sercem zaangażował się w niezależny ruch związkowy, ale nie zrywał kontaktów z dobrymi znajomymi – wysokimi oficerami Ludowego Wojska Polskiego. Dzięki temu przynosił wiadomości o przygotowywanej wielkiej akcji wojskowej. Część przywódców „Solidarności” łudziła się, że są to przygotowania obronne na wypadek interwencji wojsk Układu Warszawskiego. Przecieki Petrusewicza wskazywały jednak na coś innego: w jednostkach do ekstremum doprowadzano dyscyplinę w żołnierskich szeregach, dbano o sprawność czołgów i transporterów opancerzonych, gromadzono zapasy paliwa. W ogóle nie interesowano się jednak np. stanem amunicji artyleryjskiej, a to mogło oznaczać, że przewidywanym przeciwnikiem nie jest jakieś inne wojsko, lecz ludność cywilna. Ten upiorny scenariusz potwierdzały kolejne sygnały. Tym razem o jednostkach koncentrujących się nie w pobliżu granic, lecz w okolicach dużych miast.

W listopadzie 1981 r. na ulicach pojawił się nowy rodzaj patroli. Niezadaszonymi gazikami krążyły czwórki żołnierzy Wojskowej Służby Wewnętrznej. Na głowach żołnierze ci mieli hełmy, a na karabinach bagnety. Funkcjonariusze milicji coraz częściej legitymowali i spisywali licealistów i studentów, rozklejających plakaty „Solidarności” i NZS-u. Na Dolnym Śląsku, w celu łamania komunistycznego monopolu informacji, rozpowszechniana była gazeta plakatowa „Wolne Słowo”, redagowana przez zespół kierowany przez Kornela Morawieckiego. Nocami „nieznani sprawcy” systematycznie afisze te zdzierali. Jeśli umieszczone były za szybami wystawowymi – zamalowywali je olejną farbą. W rządowych mediach wzmagała się antysolidarnościowa propagandowa furia, każdego dnia mnożyły się prowokacje. We Wrocławiu jedną z nich było zatrzymanie przez milicję stojącego na jednej z głównych ulic mikrobusu „Solidarności”. Był on wyposażony w głośniki nadające audycję (m.in. piosenki o Lwowie) oraz służył jako punkt sprzedaży niezależnych wydawnictw. Pojawienie się przy nim milicji spowodowało gromadzenie się wokół tłumu. Funkcjonariusze zmusili jednak obsługę do wyłączenia megafonów i przerwania kolportażu. Po chwili solidarnościowa nyska w asyście pojazdów MO zaczęła się przemieszczać w stronę kompleksu Urzędu Spraw Wewnętrznych, po czym zniknęła za bramą więziennego muru. Wszystko odbywało się na oczach gęstniejącego tłumu, który protestował spokojnie, ale stanowczo. Po godzinie tłum skandujący żądanie uwolnienia zatrzymanych wypełnił kilka ulic wokół wrocławskiej siedziby MO i SB. Przeciw zgromadzonym wytoczono samochody opancerzone i armatki wodne.

Jedną z decyzji, podjętych na podstawie takich sygnałów, było wypłacenie z lokat bankowych wszystkich pieniędzy dolnośląskiej „Solidarności” – ogromnej kwoty osiemdziesięciu milionów złotych. W związku z narastającym napięciem ludzie związani z Kornelem Morawieckim zaczęli gromadzić sprzęt i materiały drukarskie. W kilku wrocławskich domach, o których można było przypuszczać, że nie cieszyły się zainteresowaniem SB, powstawała ukryta, zapasowa baza poligraficzna „Solidarności”.

Palec boży?

Sobota jest dniem, w którym ludzie zwykle kładą się spać później. Morawiecki pozwalał więc sobie na składanie dość późnych wizyt. Paczek z „Biuletynem Dolnośląskim” chciał się pozbyć jak najszybciej. Nadchodzące dni wypełniać miało mnóstwo pilnych spraw, a w najbliższy wtorek stawić się miał przed sądem w związku z oskarżeniem o podważanie sojuszu ze Związkiem Sowieckim. Przed kilkoma tygodniami, dzięki twardemu stanowisku „Solidarności”, został zwolniony z aresztu i miał odpowiadać z wolnej stopy. Kiedy opuszczał mieszkanie swojej córki przy ul. Krynickiej, dochodziła pierwsza. Swym małym pojazdem ruszył w stronę ul. Kamiennej, gdzie w mieszkaniu Hanny Łukowskiej-Karniej czekała na niego Janina Niechajewicz – sędzia z Wałbrzycha, mająca służyć swą wiedzą w przygotowaniach do obrony. Na ul. Bardzkiej zobaczył długą kolumnę wojskowych ciężarówek. Usypiające miasto ściskał coraz większy mróz...

Na Kamiennej prawniczka już spała, ale po przybyciu Morawieckiego natychmiast była gotowa do rozmowy. Konsultacje trwały ponad godzinę. Około drugiej redaktor „Biuletynu Dolnośląskiego” zjechał windą na dół i próbował uruchomić samochód. Bez skutku – temperatura spadła poniżej zera i wysiadł akumulator. Dotarcie do domu przy ul. Kilińskiego pieszo zajęłoby godzinę. Przez głowę Morawieckiego przeleciał jeszcze pomysł, by spróbować samodzielnego odpalenia silnika „na pych”, ale przeważyła myśl odmienna: „jakieś wojsko po mieście jeździ, może lepiej nie nocować w swoim mieszkaniu?”.

Artur Adamski
w latach 80. działacz Solidarności Walczącej,
obecnie nauczyciel i dziennikarz



KORNEL MORAWIECKI

Urodził się 3 maja 1941 r. w Warszawie. W latach 1958–1962 studiował fizykę na Uniwersytecie Wrocławskim, a następnie, po ukończeniu studiów doktoranckich, zaczął pracę na Politechnice Wrocławskiej. W 1968 r. brał udział we wrocławskich protestach marcowych, był autorem tekstów drukowanych w ulotkach rozrzucanych w czasie pochodu pierwszomajowego. Po interwencji w Czechosłowacji malował napisy na murach i rozwieszał klepsydry ku czci Jana Palacha. W grudniu 1970 r. wykonywał i kolportował ulotki popierające robotników Wybrzeża. W drugiej połowie lat 70. działał w Klubie Samoobrony Społecznej Ziemi Dolnośląskiej. W czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny zorganizował grupę witającą ojca świętego transparentem „Wiara i Niepodległość”. W Warszawie zainicjowała ona demonstrację uliczną, w Częstochowie została zaatakowana przez SB. Od 1979 r. był redaktorem i organizatorem druku „Biuletynu Dolnośląskiego”. Na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ „Solidarność” był współtwórcą Posłania do Narodów Europy Wschodniej. Po wprowadzeniu stanu wojennego uruchomił i rozbudował podziemną strukturę poligraficzną dolnośląskiego Regionalnego Komitetu Strajkowego. W czerwcu 1982 r. założył „Solidarność Walczącą” – największą po NSZZ „Solidarność” organizację opozycyjną w Polsce. Ukrywał się do listopada 1987 r., kiedy został aresztowany, a 30 kwietnia 1988 r. przymusowo wydalony z kraju. Powrócił nielegalnie, posługując się cudzym paszportem. Obecnie jest nauczycielem akademickim na Politechnice Wrocławskiej.