EWM GP 23/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 4 czerwca 2008

Czas wielkiej próby

Śpiących w mieszkaniu Hanny Łukowskiej-Karniej między piątą a szóstą obudziło głośne pukanie. Po chwili Morawiecki usłyszał głos Edwarda Glibowskiego, kolegi z Instytutu Matematyki: „Komuniści wypowiedzieli nam wojnę! Musisz powiadomić Kornela. Jeśli jeszcze nie został aresztowany – nie może pojawiać się pod swoim adresem”.

Ponure nowiny

Glibowski dowiedział się o stanie wojennym, zanim ogłosił to pierwszy program Polskiego Radia. Miał zwyczaj wstawać bardzo wcześnie i wyprowadzać psa na krótki spacer. Już wychodząc z bramy zobaczył uzbrojone formacje ZOMO, najwyraźniej wspierające akcję wdzierania się do mieszkań. Natychmiast wrócił i włączył radio. Trafił na jakąś polskojęzyczną stację, chyba „Dla tych co na morzu”. Mówili o stanie wojennym. Okazało się, że nie działają telefony. Chwilę później Glibowski szybkim krokiem podążał w stronę miejsc zamieszkania znajomych zagrożonych uwięzieniem.

Pierwsze pytanie brzmiało: czy mieszkanie Hanny Łukowskiej-Karniej przy ul. Kamiennej jest bezpieczne? Jako pracownik Biblioteki Politechniki Wrocławskiej od lat zajmowała się też udostępnianiem księgozbioru wydawnictw drugiego obiegu. Książki trafiały do szerokiego grona ludzi darzonych zaufaniem. Biblioteka była też doskonałym miejscem na punkt kontaktowy, bo ciągle ktoś do niej wchodzi lub wychodzi, zwykle dźwigając jakieś torby czy papiery. Ciągle więc niepostrzeżenie „przepływały” tam paczki z wydrukiem i materiały poligraficzne. Hannę Łukowską-Karniej można było uznać za osobę nieznajdującą się „na celowniku” Służby Bezpieczeństwa, a jej mieszkanie – za względnie bezpieczne.

Godzinę po Glibowskim do drzwi zapukała żona Morawieckiego. Przyszła z wiadomością o nocnym najściu bezpieki, która wtargnęła z nakazem internowania i przeszukała mieszkanie. Pani Jadwidze towarzyszył Zbigniew Lazarowicz – ojciec Romualda, jednego z głównych twórców „Biuletynu Dolnośląskiego”. Pan Zbigniew konspirował jeszcze w czasach stalinowskich, kiedy to komunistyczni siepacze wykonali wyrok śmierci na jego ojcu – majorze WiN. Pierwszego dnia stanu wojennego Zbigniew Lazarowicz znów wziął udział w organizowaniu podziemia. Wkrótce do mieszkania Hanny Łukowskiej-Karniej zaczęły przybywać kolejne osoby gotowe do organizowania oporu przed atakiem komunistów, dążących do odbudowy swego jedynowładztwa. Zebrało się prawie czterdziestu ludzi, wśród nich: Marian i Zbigniew Oziewiczowie, ksiądz Dziełak, Kazimierz Suszyński, Helena i Romuald Lazarowiczowie, Kazimierz Suszyński, Rafał Dutkiewicz, Marek i Zbigniew Gieruniowie. Niemal wszyscy przynosili informacje o aresztowaniach. Ze sporządzanej listy wynikało, że w samym Wrocławiu uwięziono setki ludzi. Nie było wiadomo, czy wśród nich znajduje się Władysław Frasyniuk. Tej nocy miał wracać z Gdańska. Napływały też wiadomości o protestach. Na wieść o stanie wojennym zjechały do zajezdni tramwaje i autobusy. „Solidarność” MPK postanowiła jednak powrócić do pracy. Spodziewano się, że w poniedziałek zacznie się strajk generalny. Komunikacja musiała działać, by umożliwić wszystkim dojazd do zakładów. Niewiele można się było dowiedzieć z zagranicznych rozgłośni – wyjątkowo skutecznie je zagłuszano, a i nie dysponowały one aktualnymi doniesieniami.

Pierwsze wojenne decyzje

Już w godzinach rannych było jasne, że akcja MO i SB zerwała łączność między większością ogniw „Solidarności”, co uniemożliwi ukazywanie się jej gazetek na dotychczasowych zasadach. Zgromadzeni na Kamiennej wiedzieli też, że tylko oni są w stanie zorganizować powielanie prasy związkowej w nowych warunkach. Tadeusz Świerczewski stwierdził, że może uruchomić konspiracyjną drukarnię w ciągu najbliższych godzin. Równocześnie co najmniej jeszcze jedną ruszyć mogli ludzie z „Biuletynu Dolnośląskiego”, a w najbliższych dniach realne było stworzenie zespołów poligraficznych skupionych w kilku mieszkaniach na terenie Wrocławia. Drukowana potajemnie gazetka miała być kontynuacją dolnośląskiego pisma „Solidarności” „Z dnia na dzień”.

Informacje napływające do zebranych nie dawały pełnego obrazu sytuacji. Jej analiza prowadziła do wniosku, że w konfrontacji rozpoczętej przez władze pojawić się mogą także wojska sowieckie. Kornel Morawiecki zwrócił się więc do Hanny Łukowskiej-Karniej, by udała się do swojego miejsca pracy i przywiozła maszynę do pisania z rosyjską czcionką. Po godzinie wróciła, niosąc maszynę zawiniętą w zimowy płaszcz. Przywiozła też informacje o strajkach przygotowywanych przez studentów Politechniki, Uniwersytetu i Akademii Rolniczej. Niektórzy byli już na swoich uczelniach, drukowali ulotki, malowali plakaty, barykadowali drzwi i okna. Tłum gromadził się przed siedzibą „Solidarności” na ul. Mazowieckiej. Ta wiadomość jakiś czas później została uzupełniona o relacje zebrane przez kolejną osobę. Siedzibę Zarządu Regionu ZOMO opanowało już w nocy, ale wczesnym rankiem niespodziewanie udało się kilku działaczom „Solidarności” dostać do środka. Podobno zdołali nawet wynieść jakiś sprzęt drukarski, a potem zaczęli nadawać przez megafony protest przeciw stanowi wojennemu. Wtedy ZOMO dokonało obłąkańczego ataku. Siedziba „Solidarności” została doszczętnie zdemolowana. Każdego, kto nawinął się pod pałkę, tłuczono z wyjątkową zaciekłością. Dalekopisy i inny sprzęt biurowy wyrzucano przez zamknięte okna. Całkowicie roztrzaskano szwedzkie urządzenia poligraficzne. Część zomowców wyłamała drzwi znajdującej się tuż obok siedziby tzw. związków branżowych. Atakujący nie wzięli pod uwagę, że są one jednym z filarów PZPR, i w bitewnym amoku siali tam takie samo spustoszenie jak u sąsiadów.

Pierwsza wojenna gazeta „Solidarności”

Tymczasem na Kamiennej było przygotowywane pierwsze wydanie wolnej prasy czasu stanu wojennego. Redaktorem naczelnym został Romuald Lazarowicz. Na Krzykach i Zaciszu drukarze szykowali powielacze. Wiedzieli, że po dostarczeniu matryc powielać będą bez przerwy aż do rana. Matryce na maszynach pisały Helena Lazarowicz i Joanna Moszczak. Oddzielnym zagadnieniem było zorganizowanie odbioru tysięcy gazetek i dostarczenie ich wczesnym rankiem przynajmniej do wszystkich większych zakładów pracy. Udało się nawiązać kontakt z kolejnymi przyjaciółmi. Byli wśród nich krótkofalowcy, próbujący stworzyć system łączności radiowej.

Pierwsza ruszyła drukarnia na Krzykach, do której Lazarowicz dowiózł powielacz. Wiesław Moszczak spędził nad nim całą noc. 14 grudnia „Z dnia na dzień” pojawiło się w wielu punktach Wrocławia. Zawierało wezwanie do strajku generalnego, apel do milicjantów, najważniejsze informacje, które udało się potwierdzić. Była też wiadomość o nowej lokalizacji władz dolnośląskiej „Solidarności” – Regionalny Komitet Strajkowy swoje miejsce miał znaleźć na terenie połączonych zakładów Dolmel i Pafawag.

Późnym wieczorem 13 grudnia Hanna Łukowska-Karniej stwierdziła, że bezpieczniejszym miejscem ukrywania się Morawieckiego będzie mieszkanie któregoś z sąsiadów. Schodząc z dziesiątego piętra na czwarte, poszukiwany przez SB inicjator zebrania na Kamiennej natknął się na grupę funkcjonariuszy ZOMO. Zapewne ich zadaniem było patrolowanie okolicy, a że mróz był siarczysty – weszli do bloku, by się ogrzać. Leniwie rozstąpili się przed mężczyzną schodzącym po schodach.

Następnego dnia w mieście wybuchły strajki, do których tłumienia przystąpiły czołgi i ZOMO. W pierwszych miesiącach stanu wojennego „Z dnia na dzień” ukazywało się co dwa dni. Nakład sięgał kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy, w 1989 r. ukazał się 516. numer tego pisma. Kornel Morawiecki stał się najintensywniej poszukiwanym człowiekiem w Polsce. W 1984 r. na polecenie gen. Kiszczaka utworzono specjalny zespół, prowadzący permanentną obserwację kilkudziesięciu miejsc, w których mógłby pojawić się człowiek, będący już wtedy przewodniczącym „Solidarności Walczącej”. Prześladowcy będą mieli swój wielki dzień 9 listopada 1987 r., kiedy po prawie siedmiu latach aresztują Morawieckiego w jednym z konspiracyjnych mieszkań przy ul. Zielińskiego we Wrocławiu.

Artur Adamski



HANNA ŁUKOWSKA-KARNIEJ

Urodziła się w 1941 r. na Syberii – krótko po wywiezieniu tam jej rodziców. Po wojnie trafiła na Dolny Śląsk, w 1965 r. ukończyła historię na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracowała na Katedrze Ekonomiki, w Instytucie Ekonomii Organizacji, a następnie w Bibliotece Politechniki Wrocławskiej. W latach 70. prowadziła bibliotekę książek drugiego obiegu, kolportowała wydawnictwa bezdebitowe. Po wprowadzeniu stanu wojennego odegrała dużą rolę w tworzeniu podziemnej poligrafii dolnośląskiej „Solidarności”. W czerwcu 1982 r. zaangażowała się w budowę struktur „Solidarności Walczącej” – organizacji otwarcie głoszącej zamiar obalenia komunizmu i odzyskanie przez Polskę pełnej niepodległości. Była członkiem Rady „Solidarności Walczącej”, główną łączniczką Kornela Morawieckiego, organizatorką wielu struktur konspiracyjnych. Zaczęła się ukrywać, gdy na początku 1984 r. SB wpadła na trop jej działalności. W dolnośląskiej prasie codziennej zamieszczono listy gończe i ostrzeżenia przed udzielaniem jej pomocy. Aresztowana w czerwcu 1984 r., wyszła na wolność po dwóch miesiącach na mocy amnestii, która przerwała też toczący się już przeciw niej proces sądowy. Wielokrotnie nękana zatrzymaniami i rewizjami, od 1986 r. znów była zmuszona się ukrywać. W listopadzie 1987 r. została aresztowana m.in. wraz z ukrywającym się Kornelem Morawieckim, po czym była więziona do kwietnia 1988 r. Latem 1988 r. prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie przyznał Hannie Łukowskiej-Karniej Złoty Krzyż Zasługi. W latach 90. uczyła historii w jednej z wrocławskich szkół. W czasie obchodów 25. rocznicy utworzenia „Solidarności Walczącej” jej działalność została wyróżniona przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.