EWM GP 32/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 6 sierpnia 2008

Zanim przyszedł Sierpień

Strajki, które latem 1980 przetoczyły się przez całą Polskę, wciąż są kojarzone prawie wyłącznie z sierpniowymi wydarzeniami na Wybrzeżu i w Stoczni Gdańskiej. A przecież wcześniej, bo w lipcu, w całym kraju strajkowało – według danych władz, zapewne nieco zaniżonych – 81 tys. pracowników w 177 zakładach pracy. To one przygotowały grunt pod Sierpień. Nawet znając specyficzne realia społeczno-polityczne PRL z końca lat 70., trudno sobie wyobrazić, by ni stąd, ni zowąd mogły pojawić się tak śmiałe postulaty polityczne, jak te, które spisano w sali BHP.

Znowu podwyżka cen

Robotnicy w PRL zawsze reagowali nerwowo na wszelkie podwyżki oraz na niekorzystne regulacje dotyczące pracy i płac. Od tego był tylko krok do tragedii, takich jak w Poznaniu (1956) i na Wybrzeżu (1970) czy do ścieżek zdrowia w Radomiu (1976).

Zarządzanie socjalistyczną gospodarką PRL było kwadraturą koła. Utopijne teorie szkoły marksistowskiej miały się nijak do zjawisk kierujących światem ekonomii. W efekcie kolejne ekipy rządzące PRL borykały się z niemal cyklicznymi kryzysami gospodarczymi. Jeden z nich zaczął narastać od połowy lat 70. Z roku na rok wydłużała się lista towarów, do których dostęp stawał się coraz trudniejszy. Na ziemiach, gdzie w XIX w. rodził się przemysł cukrowy, wprowadzono kartki na cukier. Niedostępne stawały się środki czystości i artykuły gospodarstwa domowego. Załamywało się budownictwo mieszkaniowe.

Wszystkie bolączki życia codziennego znalazły odbicie w postulatach strajkowych w lipcu 1980. Nagminnie powtarzano żądania poprawy zaopatrzenia w sklepach, większej liczby przedszkoli, przychodni, łóżek w szpitalach, lepszego dostępu do mieszkań itd. Nie były to już tylko postulaty ściśle pracownicze. Strajkujący występowali w imieniu społeczności swoich miast i miasteczek. Było to jakby preludium do tego, co stało się w ciągu następnych 15 miesięcy legalnej działalności NSZZ „Solidarność”.

Widziane z gabinetu ministra

1 lipca 1980 r., ratując kulejącą gospodarkę, władze czuły się zmuszone przeprowadzić rzecz najbardziej ryzykowną dla ekip rządzących w PRL – podwyżkę cen niektórych towarów i weryfikację norm produkcyjnych. W języku oficjalnym nazywało się to: „wprowadzeniem nowego systemu naliczania wynagrodzeń przez niektóre zakłady przemysłowe” oraz „rozszerzeniem zakresu sprzedaży artykułów mięsnych po cenach komercyjnych”. Reakcją były natychmiastowe strajki, ale inne niż w 1970 czy 1976, bo w 1980 r. robotnicy nie wyszli na ulice.

Dziś, gdy znamy już coraz więcej dokumentów władz i aparatu bezpieczeństwa, nie możemy mówić o zaskoczeniu czy niewiedzy władz. Od pierwszych dni lipca ówczesne MSW informowało na bieżąco najwyższe kierownictwo partyjno-państwowe o rozwoju sytuacji w kraju. Raporty trafiały do członków Biura Politycznego KC PZPR, sekretarzy KC oraz do prezydium rządu. Opisywano w nich szczegółowo zaistniałe „przerwy w pracy” i nastroje niezadowolenia. Wiedziano zatem o rozpoczętym 1 lipca 1980 r. rano strajku w WSK „PZL-Mielec” i o kolejnych w innych regionach kraju.

Codzienne informacje do KC przesyłały także komitety wojewódzkie PZPR. Niekiedy bywały to meldunki alarmistyczne, jak wysłany 8 lipca 1980 r. z Lublina, który donosił o rozpoczętym tego dnia strajku w WSK „PZL-Świdnik” i opatrzony był tytułem „Informacja bardzo pilna” oraz dopiskiem: „Prosimy o bezzwłoczne przekazanie”. Można odnieść wrażenie, że władze szczebla wojewódzkiego oraz resort bezpieczeństwa, mające bezpośredni ogląd rzeczywistości, były bardziej przejęte tym, co dzieje się w kraju, niż najwyższe kierownictwo.

Gdy w Świdniku 11 lipca podpisano pierwsze tego lata pisemne porozumienie władz ze strajkującymi, minister spraw wewnętrznych przestrzegł rządzących: „Istnieje obawa, że porozumienie zawarte przez dyrekcję WSK w Świdniku wpłynie negatywnie – po rozprzestrzenieniu się wiadomości na ten temat – na załogi innych zakładów pracy”. I miał rację. Strajk w Świdniku uruchomił falę protestów pracowniczych na Lubelszczyźnie, która w ciągu następnych dwóch tygodni objęła około 155 zakładów pracy.

Dopiero gdy 18 lipca strajki w Lublinie praktycznie sparaliżowały miasto, sytuacja stała się tematem obrad Biura Politycznego KC. Reakcję władz można by określić jako stonowaną. Nie potępiły w jednoznaczny sposób zaistniałych strajków. Powołano nawet komisję rządową, na której czele postawiono ówczesnego wicepremiera Mieczysława Jagielskiego. Już następnego dnia pojawiła się w Lublinie, choć strajki powoli wygasały. Ale pomysł działania przydał się w sierpniu. To ostatecznie Jagielski dokończył negocjacje w Stoczni i podpisał z Lechem Wałęsą historyczne porozumienia społeczne.

Przełamany strach

Można się domyślać, jak czuł się Edward Gierek, gdy 17 lipca odwiedzał z „gospodarską wizytą” Chełm – w przeddzień obchodów 36. rocznicy ogłoszenia Manifestu PKWN – i musiał omijać strajkujący Lublin. Protesty w regionie, gdzie w 1944 r. ogłoszono i zapoczątkowano Polskę Ludową, były jak policzek wymierzony „ludowej” władzy przez klasę robotniczą. Sytuacja była do tego stopnia niepewna, że 22 lipca 1980 r. po raz pierwszy od powstania PRL niemal nie obchodzono tego święta w Lublinie. Władza zaczęła się czuć coraz bardziej obco.

Kluczowym elementem sukcesu polskich pracowników było konsekwentne stosowanie strajku okupacyjnego, bez wychodzenia na ulicę, mimo masowej skali protestu. Po raz pierwszy przetestowano to właśnie w Lublinie. Na początku sierpnia 1980 r. do przywódcy strajku lubelskich kolejarzy, Czesława Niezgody, będą przyjeżdżać przedstawiciele KOR, by wypytywać o szczegóły organizacji strajku, negocjowania itd.

W Lublinie zabrakło tylko jednego elementu – koordynacji. Nie doszło do powstania MKS, tak jak to stało się na Wybrzeżu. Pracownicy lubelscy nie mieli takich doświadczeń, jak ich koledzy na Wybrzeżu z komitetów strajkowych w grudniu 1970 r. Ale też i sytuacja w kraju była inna w połowie lipca niż w połowie sierpnia. Przełamany został zbiorowy strach, ciążący po Grudniu i Radomiu. Po tygodniu strajku stoczniowcy w Gdańsku mieli za sobą poparcie setek tysięcy pracowników na Wybrzeżu i w innych regionach kraju. Rodziła się solidarność.

Marcin Dąbrowski
historyk, pracownik IPN w Lublinie,
pełnomocnik Encyklopedii Solidarności w Regionie Środkowo-Wschodnim



LUBELSKI LIPIEC 1980

W dniach 8-24 lipca 1980 r. fala strajków i protestów pracowniczych objęły ponad 150 zakładów pracy na Lubelszczyźnie. Bezpośrednią ich przyczyną była podwyżka cen w bufetach i stołówkach zakładowych, od 1 lipca wprowadzana sukcesywnie w poszczególnych przedsiębiorstwach, ale powody wybuchu powszechnego niezadowolenia załóg pracowniczych tkwiły przede wszystkim w narastających codziennych uciążliwościach pogłębiającego się kryzysu gospodarczego drugiej połowy lat 70.

Na Lubelszczyźnie falę strajków rozpoczęła 8 lipca WSK „PZL-Świdnik” – 11 lipca podpisano pierwsze tego lata pisemne porozumienie strajkujących pracowników z władzami. 16 lipca w Lokomotywowni Pozaklasowej PKP Lublin rozpoczyna się pierwszy w historii PRL strajk kolejarzy, który w następnych dniach obejmuje cały Węzeł PKP Lublin (strajk zakończony 19 lipca).

W dniach 18–19 lipca strajki w Lublinie przybierają charakter powszechny. Uczestniczy w nich prawie 80 zakładów pracy, w tym PKP MPK oraz PTHW (zaopatrzenie sklepów). Miasto zostaje sparaliżowane.

Władze zmuszone zostają do przerwania milczenia na temat strajków. 18 lipca w lokalnej prasie Lublina (w prasie centralnej trwa nadal blokada informacyjna na ten temat), ukazuje się „Apel do mieszkańców Lublina”, podpisany przez I sekretarza KW PZPR i przewodniczącego WRN. Tego dnia wydarzeniom w Lublinie poświęcone zostaje posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR w Warszawie. Powołano komisję rządową, której zadaniem było rozpatrzenie postulatów zgłoszonych przez strajkujące zakłady Lublina. W następnych dniach następuje stopniowe wygaszenie fali strajkowej (ostateczne 24 lipca).

Nowym elementem wniesionym do praktyki protestów pracowniczych w PRL przez lipcowe strajki na Lubelszczyźnie był ich pokojowy charakter, mimo masowości społecznego buntu. Strajkujący nie wyszli poza bramy swych fabryk, obszarem wiecowania, formułowania postulatów, a wreszcie rozmów (negocjacji) z władzami na temat możliwości spełnienia żądań stały się wyłącznie zakłady pracy.

Choć dominowały żądania o charakterze pracowniczym, socjalnym i ekonomicznym, pojawiły się też postulaty wprowadzenia wolnych sobót czy zrównania wysokości zasiłków rodzinnych dla robotników z zasiłkami rodzinnymi dla milicji i wojska. Istotą tych strajków było przełamanie bariery strachu przed represjami władz oraz doświadczenie siły drzemiącej w solidarnym działaniu załóg wielu zakładów pracy. Osiągnięte drogą negocjacji udane zakończenie protestów stało się inspiracją do rozpoczęcia lepiej przygotowanych oraz dalej idących w zakresie postulatów strajków na Wybrzeżu.



Uzupełnienie

W 31. numerze „Gazety Polskiej” ukazał się tekst w ramach Encyklopedii Solidarności, przedstawiający moją osobę. Z powodu niezbyt zręcznego cytatu zabrakło w nim nazwiska Pana Franciszka Rusaka, który w roku 1980 był dyrektorem Buskiego Domu Kultury i dzięki któremu te kilka spotkań Młodzieżowego Studia Folksongu mogło się odbyć.

Przy okazji tą drogą dziękuję wszystkim, którzy w drugiej połowie lat siedemdziesiątych oraz w czasach „Solidarności” i stanu wojennego pomagali mojej rodzinie i mnie osobiście przeżyć te trudne czasy.

Kazimierz Koruba, Kielce