EWM GP 4/2009

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 28 stycznia 2009

Radiowiec

W latach 1980–1981 Jan Krusiński był szeregowym członkiem „Solidarności”. Uczestniczył w strajkach sierpniowych i w późniejszych działaniach związku. W pierwszych dniach stanu wojennego był wśród osób próbujących stawiać opór czołgom Jaruzelskiego. Kiedy ze spacyfikowanego zakładu ZOMO wywlekło przywódców związku, natychmiast doszedł do jednego wniosku: „byłem z Solidarnością wtedy, kiedy oznaczało to perspektywę jakichś korzyści i nadzieję na przyszłość. Tym bardziej nie mogę opuścić Solidarności teraz, kiedy próbują ją rzucić na kolana”.

Wojna, więc trzeba walczyć

Już w pierwszych dniach wojny polsko-jaruzelskiej Krusiński zaczął szukać kontaktu z osobami organizującymi walkę przeciw reżimowi. Okazało się, że wystarczyło zapukać do sąsiadki, by niemal natychmiast włączyć się w kolportaż, a krótko potem w druk. Bezpieka działała jednak w tych czasach na pełnych obrotach i nie przebierała w metodach. Represje dotykały także ostrożnych. Był sobotni, marcowy ranek. Po całonocnym druku Jan niósł torbę „Solidarności Dolnośląskiej” do jednego z mieszkań na Nowym Dworze. Na wszelki wypadek najpierw ukrył bagaż w jakimś zakamarku. Pukając do drzwi nie miał przy sobie niczego, co by go obciążało. I dobrze się stało, bo ledwie zaczął pukać, drzwi błyskawicznie się otwarły. Chwyciło go kilkoro rąk. Krusiński był mężczyzną postawnym, ale, jak sam wspominał, z łoskotem przeleciał przez mieszkanie. Przyciśnięty do podłogi poczuł na karku lufę pistoletu, na wykręcane ręce zakładano kajdanki. W czasie przesłuchań nie przyznał się do niczego i oczywiście nikogo nie wydał. Upierał się, że pojawienie się w tym miejscu było zupełnie przypadkowe. W związku z brakiem dowodów winy nie stanął przed sądem, lecz został internowany. Więzienia pełne były opozycjonistów. Z tymi, których poznał w zakładzie karnym w Nysie, związał się na wiele lat.

Komuniści aż do 1989 r. nie dawali mu spokoju. Krótko po wyjściu z internowania został karnie powołany do wojska. Trafił do specjalnej jednostki w Rawiczu, złożonej z takich jak on – ludzi „Solidarności”. Kiedy po kolejnych miesiącach twardego oporu, szykan, pobytach w koszarowych aresztach powrócił do Wrocławia – okazało się, że został usunięty z pracy. Od tej pory SB, czasem nawet co kilka dni, zatrzymywała Krusińskiego na 48 godzin. Zwykle tajniacy atakowali w piątek. Ponieważ odmawiał jakichkolwiek zeznań, najczęściej nawet go nie przesłuchiwali. Tym sposobem w latach osiemdziesiątych oderwali go od rodziny w 58 weekendów, które od piątku do niedzielnego wieczoru spędzał w jednej z najohydniejszych cel wrocławskiej bezpieki.

Najważniejszy radiowiec podziemia

Pomimo nękania przez komunę już od 1982 r. Jan Krusiński działał w „Solidarności Walczącej”, w której – po jakimś czasie – został współorganizatorem i szefem Radia SW. Pozbawiony pracy, zaczął utrzymywać rodzinę otwierając w swoim mieszkaniu punkt naprawy telewizorów. Jego warsztat od początku był dobrą przykrywką dla podziemnej stacji radiowej. Konspiracyjna radiofonia stała się bowiem główną specjalnością, a nawet pasją Krusińskiego. We Wrocławiu audycje pojawiały się w eterze niemal codziennie. Powoli Jan tworzył strukturę podziemnych radiowców. Nawiązał współpracę z Krzysztofem Witczakiem, wkrótce w siatce zaczęły też działać kolejne osoby. Merytorycznie pomógł im m.in. dyrektor Teatru Współczesnego Kazimierz Braun.

Krążące po mieście samochody radiopelengacji były bezsilne. Audycje pojawiały się niespodziewanie, zwykle wchodząc w pasmo III Programu Polskiego Radia. Kończyły się, zanim służby milicyjne i wojskowe odnajdywały rejon nadawania. Co jakiś czas nad miastem krążyły helikoptery wyposażone w tropiącą radiowców aparaturę. Któregoś dnia na kilku najwyższych budynkach Wrocławia pojawiły się wielkie obrotowe anteny, które zaczynały się kręcić, gdy pojawiało się w eterze Radio SW. Niewiele to dało, gdyż Krusiński dysponował już całą siecią radiostacji. Bywało, że poszukiwany przez pelengatory sygnał emitowany był równocześnie z siedmiu nadajników, a prawie nigdy z mniej niż czterech. W dodatku jedna z radiostacji nadawała z ósmego piętra bloku, na którego dachu znajdował się jeden z pelengatorów. Według reguły, że pod latarnią najciemniej, to źródło emisji było wręcz nie do namierzenia.

Po aresztowaniu małżeństwa Romaszewskich, emitującego audycje Radia Solidarność w Warszawie, Jan Krusiński z Krzysztofem Witczakiem przyjechali do stolicy, „bo przecież radio Romaszewskich nie może zamilknąć wraz z ich aresztowaniem”. Jeden z warszawskich konspiratorów przed emisją zaczął sobie żartować z przygotowywanego do nadawania sprzętu wrocławian. Składał się on bowiem m.in. z dużych składanych anten i ciężkich akumulatorów. Padło kąśliwe stwierdzenie: „my tu znamy sprzęt, który mieści się w kieszeni”. Krusiński odpowiedział pytaniem: „A czy nadawane nim audycje słychać gdzieś poza tą kieszenią?”. Typowa dla wielu konspiratorów zadziorność po chwili musiała ustąpić zdumieniu. W czasie nadawania co chwilę dzwonił telefon. Okazało się, że gospodarz wrocławskich radiowców umówił się z kolegami z różnych odległych części miasta, by telefonowali, jak tylko usłyszą audycję w swoich radioodbiornikach. W krótkich, zaszyfrowanych komunikatach informowali, że radio słychać tak dobrze i tak daleko jak nigdy dotąd.

Krusiński nadawał swoje audycje w wielu miastach, a także w rejonach wiejskich. Którejś nocy zgubił buty, kiedy w ciemnościach wspinał się na Gubałówkę, by nadać audycję dla Zakopanego i okolic. Innym razem życie uratowała mu solidnie zamontowana rynna, której się złapał, spadając z dachu wysokiego domu w Opolu. Kilka razy zdarzyło się, że usłyszał zza drzwi czyjś okrzyk: „Ludzie! Solidarność nadaje!”. Na koniec audycji emitowanej w Ursusie z wielu okien rozległy się głośne brawa.

Emeryci nadają

W połowie lat osiemdziesiątych wrocławskie Radio Solidarności Walczącej składało się z kilku sekcji, wydzielonych przez Krusińskiego według kryterium zawodu i stylu życia ludzi dysponujących sprzętem. Chodziło o to, że do siatki Jana należeli np. studenci, emeryci, osoby bez pracy i czynne zawodowo. Każda z tych grup miała czas o innej porze, miała też w pewnym stopniu podobny plan dnia. Tak więc np. około południa, o godzinie ustalonej co do sekundy, włączały się w eter radiostacje emerytów, a wieczorem, z innych punktów – na przykład studentów. Tak zorganizowana struktura nadała pół tysiąca kilkuminutowych audycji i pomimo zaangażowania przez reżim ogromnych środków nigdy nie miała żadnej wpadki. Była to zasługa Krusińskiego, który bardzo starannie dobierał współpracowników. Jego pomysłem było też to, co nazywał „przypisaniem do radia”. Obawiał się, że osoby przygodnie udzielające gościny radiowcom nie będą dochowywać tajemnicy. Zorganizował więc wszystko tak, żeby ludzie mieli sprzęt we własnych mieszkaniach i w trosce o własne bezpieczeństwo trzymali język za zębami.

III RP nie ceni takich bohaterów

W Trzeciej Rzeczypospolitej Krusiński pragnął utworzyć rozgłośnię kontynuującą działalność dawnego Radia SW. Zaangażował w ten projekt lwią część swojego czasu i energii. Niestety – na koncesję i drogę bez kłód rzucanych pod nogi mogli wtedy liczyć np. funkcjonariusze komunistycznego reżimu, ale nie działacze „Solidarności Walczącej”. Po latach zabiegów projekt Krusińskiego ostatecznie upadł. O roli, jaką odegrał w walce o wolną Polskę, przez całe dekady wiedzieli tylko druhowie z jego organizacji. Pierwsze słowa podzięki ze strony władz państwowych padły dopiero w roku 2007, kiedy prezydent Lech Kaczyński odznaczył Jana Krusińskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Artur Adamski
w latach 80. działacz „Solidarności Walczącej”,
obecnie nauczyciel i pełnomocnik Encyklopedii Solidarności na region dolnośląski



JAN KRUSIŃSKI

Urodził się w 1953 w Łodzi. Przez parę lat studiował na Politechnice Łódzkiej i Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. W latach 1971–1972 pracował jako kierowca w PKS, od 1972 mieszkał we Wrocławiu, gdzie do 1975 był galwanizerem w zakładach Pilmet, a od 1975 elektrotechnikiem w fabryce Dolam. W 1980 brał udział w strajkach sierpniowych i wstąpił do NSZZ „Solidarność”. Krótko po wprowadzeniu stanu wojennego został kolporterem, a następnie drukarzem w strukturze związanej z Regionalnym Komitetem Strajkowym. W marcu 1982 internowany w ZK w Nysie. Po uwolnieniu latem 1982 został członkiem „Solidarności Walczącej”. Jesienią 1982 powołany do jednostki wojskowej, będącej rodzajem więzienia dla podejrzanych o działalność w podziemiu. Po zwolnieniu z pracy w 1983 otworzył zakład naprawy telewizorów, w którym konstruował nadajniki dla Radia Solidarność Walcząca. Stworzył siatkę radiowców, wraz z którą wyemitował ok. 500 krótkich audycji. Zmarł tragicznie we Wrocławiu 24 XI 2008.