EWM GP 40/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 1 października 2008

Outsider podziemia

Można odnieść wrażenie, że dla niektórych działaczy opozycji i podziemia lat 70. i 80. czas zatrzymał się w 1989 r. Podobnie jak część żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i innych organizacji niepodległościowych nie potrafili wyzwolić się z konspiracyjnego gorsetu. Jednym z tych, których życie do tej pory warunkuje młodzieńcza aktywność, jest Tomasz Michalak. „Nikt nie zna jego adresu ani telefonu, spotykamy się tylko na mieście, w ustronnych miejscach [...] – tak mu zostało” – nieco koloryzując opowiadał jeden z „towarzyszy walki”.

Geniusz od spraw niemożliwych

W efekcie bohater niniejszego szkicu, pomijany przez badaczy, a i sam nieszukający z nimi kontaktu, znalazł się poza głównym nurtem historii. Dowodem na to nieobecność zarówno w słowniku biograficznym „Opozycja w PRL”, jak i rocznicowym wydaniu z okazji jubileuszu 30-lecia Niezależnej Oficyny Wydawniczej „Ludzie Nowej 1977–2007”.

Osobę Michalaka upamiętnił w swych wspomnieniach Adam Grzesiak: „Tomek zresztą był pierwszym wojownikiem, a zarazem człowiekiem niezwykłym – od wszystkiego: od drukowania, kolportażu, fałszowania dokumentów, no i od drażnienia ubeków”. Mirosław Chojecki określał go jako „geniusza od takich spraw niemożliwych”; inni mieli za „złotą rączkę”. Przy wszystkich zaletach należał do osób trudnych: „charakterologicznie, psychologicznie – nie bardzo pasował do wielu innych ludzi. Malkontent” – uznawano.

Po raz pierwszy z „bezdebitową literaturą” zetknął się na początku lat 70. jako student Uniwersytetu Warszawskiego i mieszkaniec akademika. Zadenuncjowany przez jednego z kolegów z sąsiedniego pokoju, znalazł się w orbicie zainteresowań aparatu represji. „SB tym samym zrobiła sobie kolejnego przekonanego do opozycji, bo nie wyobrażałem sobie, iż żyję w kraju, gdzie nie można czytać książek, na jakie ma się ochotę!” – pisał po latach. Przez pewien czas wydawało mu się nawet, że „bezpieka nic nie robi, tylko poluje na facetów czytających prohibity. Taka Służba Biblioteczna”. O tym, jak bardzo się mylił, zdołał się wielokrotnie przekonać w przyszłości.

Do kręgu Komitetu Obrony Robotników i niezależnych wydawnictw trafił jako osoba całkowicie anonimowa po przeczytaniu majowego „Komunikatu” z 1977 r., poświęconego zabójstwu Stanisława Pyjasa. Obdarzony autentyczną smykałką, posiadając umiejętności posługiwania się technikami drukarskimi (wykorzystywał je do wykonywania nadruków na koszulkach) oraz profesjonalnego fotografowania, stał się dla Nowej bezcennym nabytkiem. Zaadaptowana dzięki niemu na potrzeby podziemnych oficyn metoda sitodruku, wymagająca taniego i prościutkiego „warsztatu”, składającego się głównie z drewnianej poręcznej ramki i rakli, dawała nie tylko znakomite rezultaty w postaci kilku tysięcy dobrze czytelnych kopii, ale i niezbyt dotkliwe straty w razie ewentualnej wpadki.

Nie rezygnował ani na chwilę

Michalak, z racji swej ułomności (brak części palców w lewej dłoni) zwany „Bezpalczykiem”, szybko i na dobre wchłonięty przez wydawniczą konspirę, zajął się m.in. wykonywaniem diapozytywów, blach i odczynników. Organy ścigania postanowiły potraktować go jako pospolitego fałszerza. Do aresztu trafił w kwietniu 1979 r. pod zarzutem podrabiania pieniędzy i biletów PKS. Stanowiło to pierwszy przypadek zamknięcia współpracownika drugiego obiegu na dłużej niż kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin. – Przeżyliśmy szok: nasz człowiek siedzi! – mówił Grzegorz Boguta. Wyszedł 17 lipca, do czego przyczyniło się nagłośnienie całej sprawy, także przez KOR-owskie „Komunikaty” i akcje ulotkowe. Miał odpowiadać z wolnej stopy. Zdaniem sądu do wydania wyroku zabrakło jednak wystarczających dowodów winy: „nie można wykluczyć, że podejrzany będąc amatorem fotografem wykonał dla innych, niż mu zarzucono, celów negatywy pieczątek i banknotów, a także posiadał farby drukarskie i odczynniki chemiczne”.

Wbrew niemiłym doświadczeniom zaangażowanie Michalaka nie malało. W okresie karnawału „Solidarności” kierował komórką filmową Regionu Mazowsze. Udało mu się uniknąć internowania i to mimo towarzyszącej mu w SB i MO opinii człowieka gotowego na wszystko, o skłonnościach terrorystycznych. Nadto zaznaczano: „Posługuje się dokumentami fałszowanymi przez siebie – jest podejrzewany o przygotowywanie takich dokumentów dla innych ukrywających się osób z podziemia »Solidarności«”. O zagrożeniu, jakie stanowił, informowały wywieszane w komendach zdjęcia, na których trzymał w ręku pistolet.

Mimo przesłanek nakazujących przynajmniej czasowe zaniechanie działalności nie zamierzał z niej ani na chwilę zrezygnować. Wraz z kilkoma kolegami, m.in. Pawłem Bąkowskim, Andrzejem Górskim i Grzesiakiem, stanął na pierwszej linii walki. Do ich dyspozycji pozostawała podziemna drukarnia Nowej w Falenicy. Na początku 1982 r. powielono w niej kilka rodzajów ulotek, książkę „Problem winy” Karla Jaspersa oraz rozpoczęto produkcję „Tygodnika Mazowsze”, w czym „Bezpalczyk”, wykonując matryce, a także doglądając produkcji, miał swój poczesny udział. Potrafiąc preparować różnego rodzaju papiery czy podrabiać kartki na benzynę, stanął na czele falenickiej „komórki legalizacyjnej”. „Jakość, którą osiągał Tomek, była wyższa niż jakość oryginałów, więc był problem z tymi dokumentami, bo one różniły się od normalnych. [...] Musieliśmy – drukarze znają takie sposoby – przy pomocy ługu i kwasu trochę te matryce »psuć«, żeby to wyglądało na chłamowy druk »Czerwonego«, a nie profesjonalny druk drukarzy podziemia!”. Względne bezpieczeństwo, jak sądził, zapewniała mu zmiana wyglądu zewnętrznego oraz posługiwanie się starannie przerobionym dowodem na nazwisko Maciej Milnikiel. Kierując się przezornością, nosił przy sobie fotografię rzekomej żony i dziecka oraz listy, które... sam do siebie napisał. Szczęście sprzyjało mu krótko.

Pić wódkę z Kiszczakiem – ohyda

Został zatrzymany 31 stycznia 1982 r. Ponieważ znaleziono przy nim egzemplarze „Tygodnika Wojennego” oraz „Problemu winy”, docelowo trafił do Pałacu Mostowskich. Poddany rutynowym indagacjom, sygnował zobowiązanie do współpracy, co potraktował lekko, jako fortel. Wydostawszy się na wolność – przyjął tożsamość Stefana Bielińskiego. Wpadł w listopadzie w mieszkaniu Janusza Taborowicza. Ów znajomy okazał się kontaktem operacyjnym SB. „Zdolny elektronik-amator i, niestety, alkoholik-złodziejaszek”. W opinii tej jest wiele racji: bezpieka szachowała go choćby oskarżeniem o próbę włamania do kościoła, kiedy to pijany próbował wspiąć się nań po piorunochronie.

Zdemaskowany Michalak odmawiał jakiegokolwiek dialogu: „przecież mówiłem, że nie będę odpowiadał na żadne pytania, nie mam ochoty z wami rozmawiać”. Wyrażał to, co myślał: „Stwierdził, że wiecznie nie będzie siedział w więzieniu, a jak wyjdzie to wówczas pokaże. [...] Jesteście jedną bandą złodziei i kogo wy chcecie w konia robić, jeszcze przyjdzie na was koniec” – notował, niekoniecznie ściśle, funkcjonariusz w sporządzanym przez siebie zapisie przesłuchania. Kiedy w lutym przedłużono decyzję o zastosowaniu środka zapobiegawczego, „Bezpalczyk” odwoływał się: „wszystkie te machinacje aparatu przemocy poczytuję tylko za akt polityczny o charakterze zemsty i to wykonanej z niskich pobudek” – pisał z aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej. Zwolniony z powodów proceduralnych i poddany dozorowi MO, po protestach Prokuratury Wojewódzkiej w niespełna miesiąc później miał zostać ponownie aresztowany. Decyzję wydano na próżno. Dał się złapać dopiero w 1988 r., kiedy obejmowała go już amnestia.

Aktywność Michalaka, jak sam o niej opowiada, nie sprowadzała się jedynie do działalności na polu poligrafii. Po stanie wojennym zajmował się gromadzeniem informacji o prześladujących podziemie pracownikach bezpieki, a nawet planował przeprowadzanie odwetowych akcji terrorystycznych, także przy użyciu materiałów wybuchowych. Sam podsumowywał z perspektywy: „Przez lat około jedenaście poklepywałem biedę z nadzieją na lepsze jutro albo z myślą, że może nie uda się przeżyć i SB wykończy mnie rękami »nieznanych sprawców«. [...] Dostałem umiarkowanej nerwicy, poznałem ludzi wspaniałych oraz podłych. Zwiedziłem trochę aresztów i więzienie w Warszawie na ul. Rakowieckiej. Dostałem trochę pał po plecach i przeszedłem bicie i znieważanie w Pałacu Mostowskich”. Wycofał się na wieść o rozmowach dotyczących porozumienia na linii władza – opozycja: „nie mógłbym podawać ręki komuś, kto przez lata był bandytą, a przy stole mógł stać się kompanem. Moi byli koledzy pijali wódkę z Czesławem Kiszczakiem, ohyda” – uzasadniał. Ze względu na radykalne poglądy dotyczące roli bezpieki w kształtowaniu i działalności podziemia znajduje się na marginesie środowiska.

Justyna Błażejowska
historyk związany z Instytutem Pamięci Narodowej,
współpracownik Encyklopedii Solidarności



TOMASZ MICHALAK

Ur. 10 III 1950 r. we wsi Rychwarty, niedaleko Morąga. W wieku kilku lat uległ wypadkowi (wybuch niewypału), tracąc część lewej dłoni oraz wzrok, którego nigdy w pełni nie odzyskał. Przerwaną na drugiej klasie edukację w Gantach kontynuował w Warszawie, w szkole dla dzieci niedowidzących, a następnie ukończył Liceum im. Obrońców Westerplatte w Mrągowie. Studiował na Wydziale Chemii UW. Od 1977 r. współpracował z Nową oraz innymi niezależnymi wydawnictwami. Przygotowywał diapozytywy, blachy i odczynniki, drukował i kolportował. Prowadził dokumentację fotograficzną. W stanie wojennym i później sporządzał także fałszywe dokumenty dla podziemia oraz podejmował działania „kontrwywiadowcze”. Kilkakrotnie aresztowany, w latach 1983–1988 był poszukiwany listem gończym.

W 2001 r. otrzymał odznakę „Zasłużony Działacz Kultury”, a w 2006 r. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Od kilku lat pracuje jako informatyk.