EWM GP 42/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 15 października 2008

Cztery lata za kostkę masła

Rola Ewy Juszko-Pałubskiej na sali sądowej, gdzie jako jedyna z grona piotrkowskiej palestry broniła działaczy „S” z Tomaszowa Maz., następnie z Bełchatowa, na koniec z Koluszek, odbiegała od standardów miejscowej adwokatury. SB próbowała argumentacji na rzecz zaniechania obrony tych działaczy i niepodnoszenia w sądzie politycznych wątków. Usłyszała odpowiedź: „Bronię tych ludzi, by nie wstydzić się swych dzieci, a czynię to bezpłatnie; bandytów i łobuzów broniąc za pieniądze, a prawdziwych synów ojczyzny – za darmo”. Na takie dictum płk Alojzy Perliceusz i płk Marian Kalinowski, funkcjonariusze Wydziału III i V WUSW w Piotrkowie, obiecali na pożegnanie, że ma „sześć lat w kieszeni”.

Niedoszły szpieg w kostiumie TW

Prócz pogróżek i obelg składali jednak równocześnie propozycje współpracy z organami bezpieczeństwa. Liczyli, że kolejne perswazje przyniosą im zaplanowane zobowiązanie. Jako pośrednik w jego zdobyciu służył funkcjonariusz Kazimierz Ostrowicz, udający dawnego kolegę z harcerstwa, zatroskanego ryzykiem, na jakie się Ewa naraża.

Równolegle niektórzy działacze podziemnej „S” (skądinąd ludzie prawi i mądrzy), kiedy Ewa zwierzyła im się z szantażu, proponowali, by ich obrończyni podpisała zobowiązanie SB, a oni sami będą jej dostarczać fałszywych informacji, spreparowanych dla przeciwnika. Jednak Ewa stanowczo odmówiła. Mocną motywację czerpała tak ze ślubowania adwokackiego, jak z tradycji rodzinnej: roli ojca i matki w AK, poniewierki, jaką za to zapłacili. Naciski nie ustawały, młoda pani mecenas uniosła się honorem i prześmiewczo proponowała, „by panowie z SB płacili za porady prawne w zespole, gdzie jak każdy obywatel mogą przyjść, jeśli tego im trzeba”. Wówczas jeden z pułkowników otwarcie powiedział, że ciężko za to zapłaci.

Kombinacja operacyjna

Kilkanaście miesięcy SB nakłaniała kolejnych klientów Ewy, tych z „S” i pospolitych przestępców, by zaświadczyli, że przyjmuje od nich honoraria, wcale nie broni za darmo, wyłudza rozmaite kwoty za obietnicę „załatwienia sprawy” z sędzią czy prokuratorem, że przyjmuje prezenty, nieewidencjonując tego w zespole adwokackim jako dochodu. Kartotekę jej klientów z ostatnich lat udostępnił bezpiece kierownik zespołu adwokackiego Tadeusz Masztalerz, dobrze wiedząc, że są to dane poufne, być może znając cel, jakiemu te dane osobowe posłużą.

Wytrwale usiłowano nakłonić ponad setkę skazanych, podsądnych i ich rodziny do fałszywego świadectwa. Wreszcie się powiodło. Dwoje świadków złożyło takie zeznanie, a prokurator wojewódzki w Łodzi, Witold Ekiert, zażądał w I instancji sześciu lat więzienia. Sfingowane zarzuty i dowody (z zeznań świadków) tyczyły zdarzeń sprzed dwóch lat, kiedy to oskarżona miała przyjąć... 1 kg cukru, kostkę masła i butelkę winiaku. Wszystkie te dobra były wówczas na kartki. By sprawie nadać grozy, nie miało to być wynagrodzenie, ale łapówka za obietnicę „załatwienia sprawy” w cztery oczy z oskarżycielem czy sędzią. Tym samym ubecy rzucali cień na sąd czy prokuraturę, ale to nie przeszkadzało autorom „kombinacji operacyjnej”, którą sami rok wcześniej wycenili na sześć lat. Kara przewidziana w ich planie oznaczała poniewierkę więzienną, rozłąkę z dziećmi i mężem, zniszczenie zdrowia i – pozbycie się raz na zawsze niewygodnego obrońcy z szeregów adwokatury. Sąd I instancji skazał Ewę na pięć lat, II instancji uniewinnił z jednego zarzutu i obniżył wymiar kary do czterech lat bezwzględnego pozbawienia wolności, grzywny i utraty praw publicznych. Via areszt łódzkiego WUSW przy Lutomierskiej i szpital więzienny przy Kraszewskiego Ewę powieziono do Zakładu Karnego w Krzywańcu, by rodzina miała dalej. Piotrkowska bezpieka dopięła celu: wykreowała kryminalistkę. Mimo tego nadal nie była zadowolona z zachowania byłej adwokat, która nie odmawiała w aresztach rady i pomocy, np. dyktując współwięźniarkom podania.

Rozprawa z adwokaturą

Jak na sprawę kryminalną, rzecz powoduje żywe zainteresowanie Departamentu III MSW, który rezerwuje sobie pieczę również nad adwokaturą. Dzieje się to w czasie, kiedy mimo presji władz Naczelna Rada Adwokacka nie pozbywa się nieakceptowanego solidarnościowego prezesa, mec. Marii Budzanowskiej, a znany powszechnie obrońca Maciej Bednarkiewicz zostaje aresztowany. Środowisku adwokackiemu zostaje wysłany sygnał, że „wolny zawód” nie pozostanie bezkarny.

W tej aurze część środowiska daje wiarę kryminalnej karcie swej niedawnej koleżanki. Inni wycofują się z obrony (do końca bronili w obu instancjach mec. mec. Eugeniusz Sindlewski i Michał Kuydowicz). Nieliczni docierają do więziennego szpitala, a mec. Czesław Jaworski samorzutnie broni Ewy w II instancji (wraz z wyżej wymienionymi) i jeździ do niej z Warszawy do więzienia w Krzywańcu.

W Piotrkowie natomiast bezpieka rozpowszechnia kserokopie prywatnych listów Ewy do męża, wykradzione przy rewizji. Podrzuca jej o tym wiadomość do celi więziennej. Może liczy, że Pałubscy opuszczą Piotrków na dobre.

Kościół i Wolna Europa

Opiekę nad Ewą i jej bliskimi od pierwszej chwili sprawuje jezuita ks. Stefan Miecznikowski, zawiadomiony o jej sytuacji przez ludzi z tomaszowskiej „Solidarności”; nagłaśnia sprawę Wolna Europa, napomykają o niej podziemne pisma. Komitet Helsiński wpisuje ją na listę więźniów sumienia.

Ks. Miecznikowski nie zapomina stale wymieniać uwolnienia Ewy Juszko-Pałubskiej w intencjach mszalnych aż do dnia jej powrotu z więzienia. Ośrodek duszpasterski jezuitów, znany z niezłomnej pomocy setkom rodzin od pierwszego dnia stanu wojennego, obejmuje opieką dzieci skazanej (mające wówczas 5 i 11 lat) i jej męża, inżyniera, którego wyrzucono z pracy. Ojciec Stefan (tak powszechnie nazywano ks. Miecznikowskiego) próbuje wielokrotnie dotrzeć do skazanej kobiety, odwiedza jej rodzinę w Piotrkowie.

Amnestia dla więźniów politycznych (1986) wisi w powietrzu, ale status kryminalistki może uczynić powrót do domu nierealnym. Jedynym wyjściem jest wzięcie pozorowanego rozwodu z winy męża, dzięki czemu Ewa jako matka samotnie wychowująca dzieci może wcześniej wyjść na wolność (5 VIII 1986). Happy endem tego wątku jest ślub kościelny i pielgrzymka do Watykanu. Po powrocie witają ją ludzie na mszach za Ojczyznę w kościołach oo. jezuitów w Łodzi i w Piotrkowie Trybunalskim.

Nowe czasy

Grunt pali się bezpiece pod nogami, nie ma czasu oskarżyć swojej ofiary o mistyfikację rozwodową. Nadchodzi nowy czas. Płk Alojzy Perliceusz staje na czele Wydziału Ochrony Konstytucyjnego Porządku Państwa WUSW, a Ewa zakłada Komitet Obywatelski, którego kandydaci wygrywają w wyborach z Piotrkowskiego. Ewa dyrektoruje Biuru Poselsko-Senatorskiemu parlamentarzystów „Solidarności” w Piotrkowie jako pracownik Senatu RP. W Warszawie za radą Zofii Romaszewskiej postanawia walczyć o powrót do zawodu. Przygodnie spotkany „kolega” Kazimierz Ostrowicz, zatroskany, jak „koleżanka” sobie radzi, żywi jakieś wyrzuty sumienia; pisze oświadczenie o matactwach i reżyserii bezpieki w całej sprawie. Pisze z oporami – boi się, że nie przejdzie weryfikacji w zawodzie, ale nie mniej boi się zemsty swoich. Prokurator generalny decyduje się złożyć wniosek do prezydenta o ułaskawienie. Ewa zostaje ułaskawiona (uniewinnienia nie doczekała do dziś), ale trudności w powrocie do zawodu nie znikają. Częstochowska Okręgowa Rada Adwokacka nie zgadza się, by Ewa otworzyła kancelarię w Piotrkowie. Żąda nawet ponownego zdania egzaminu adwokackiego. Po pewnym czasie przeszkody te zostają pokonane. Ewa otwiera kancelarię w swoim mieszkaniu, w sąsiedztwie rodziców gen. Roweckiego, vis à vis bernardynów. Choruje jednak, źle się jej wiedzie. Umiera jej mąż. Próbuje rzeczy trudnej: powrócić do zawodu adwokata, do którego – podobnie jak do zawodu chirurga – rzadko się wraca. W miarę czasu pomaga kolegom z dawnej opozycji i angażuje się społecznie w Stowarzyszenia „Ślad”, by zapisać czas, o jakim ludzie dotąd pamiętają. Czas, który nie jest niczym innym niż historią.

Józef Śreniowski
w latach 70. i 80. działacz opozycji demokratycznej,
obecnie pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN w Łodzi



EWA JUSZKO-PAŁUBSKA

Ur. 9 IV 1948 w Szczecinie. Absolwentka Wydziału Prawa UŁ (1970). W marcu 1968 uczestniczka wiecu studenckiego przed Biblioteką UŁ i Politechniką Łódzką, strajku okupacyjnego na Wydziale Prawa UŁ współautorka petycji do władz UŁ. 1970–1971 aplikacja sędziowska w Sądzie Wojewódzkim w Łodzi, 1977–1985 adwokat Zespołu Adwokackiego w Piotrkowie Tryb. 15 XII 1981 – V 1984 świadczy bezpłatną pomoc prawną działaczom podziemnej NSZZ „S”, obrońca w procesach politycznych, m.in. 28 V 1982 przed Sądem Wojewódzkim w Piotrkowie Tryb. doprowadza do zwolnienia z aresztu Marii Biesiadowskiej, Stanisława Kurnika, Ryszarda Wendrychowicza, a następnie zasądzenia wyroków w zawieszeniu. Od 1982 poddana inwigilacji SB, 1 VIII 1984 – XI 1984 aresztowana w siedzibie Prokuratury Wojewódzkiej w Łodzi, zatrzymana w KW MO w Łodzi, następnie do IV 1985 w AŚ w Łodzi. Skazana wyrokiem Sądu Rejonowego w Piotrkowie Tryb. na podstawie spreparowanych przez SB dowodów w procesie karnym na 5 lat pozbawienia wolności, po apelacji w Sądzie Wojewódzkim na 4 lata. IV 1985 – 05 VIII 1986 osadzona w ZK w Krzywańcu k. Zielonej Góry, zwolniona warunkowo. 1986–1987 bezrobotna, pod opieką Episkopatu, 1985–1992 bez prawa wykonywania zawodu, wymieniona w dokumentach Komitetu Helsińskiego jako represjonowana za udzielanie pomocy prawnej represjonowanym, umieszczona na liście więźniów politycznych wydanej przez „Praworządność” w 1985. 1986–1989 aktywna działaczka Duszpasterstwa Ludzi Pracy przy kościele oo. jezuitów w Łodzi, współorganizator mszy za ojczyznę w kościele oo. jezuitów w Piotrkowie Tryb. 1988–1989 mediator z ramienia komitetów strajkowych w negocjacjach z dyrekcjami przedsiębiorstw w Piotrkowie Tryb. i Radomsku. 1989–1991 przewodnicząca Komitetu Obywatelskiego, dyrektor Biura Poselsko-Senatorskiego w Piotrkowie Tryb. Od 1992 indywidualna kancelaria adwokacka w Piotrkowie Trybunalskim. Członek Stowarzyszenia „Ślad” – Pracowni Dokumentacji Multimedialnej (2008).