EWM GP 45/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 5 listopada 2008

Gdzie jest „Bączek”?

Paweł Bąkowski, choć swoją dysydencką aktywnością zdołał zdobyć poczesne miejsce na kartach historii, w kraju bywa sporadycznie. Wyjechał w 1983 r. i, jak sam mówi, wraca tu myślami, z pewnym rozbawieniem wspominając rozgrywany w okresie stanu wojennego z częścią „towarzyszy walki” konflikt. Ów spór, wynikający z głoszonej przez niego wizji politycznej przydatności podziemia dla ekipy Jaruzelskiego oraz siły i profesjonalizmu SB, sprowadził nań powszechny ostracyzm, dodatkowo pogłębiony przyczepioną mu łatką paranoika. – Przyświrował – komentowali koledzy z konspiracji, zarzucając nawet „lekką manię prześladowczą”. Dopiero wraz z odkrywaniem pełnego bezpieczniackiego modus operandi staje się jasne, że w znacznej mierze to jednak on miał rację.

Wypadki 1968 roku

Na drogę opozycyjnej „kariery” wkroczył w 1968 r. Bąkowski, wówczas student fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, wybrany do Studenckiego Komitetu Delegatów Wydziałowych podczas wiecu w Audytorium Maximum 21 marca, któremu de facto przewodniczył, złożył przegłosowany następnie wniosek o podjęcie na UW strajku okupacyjnego. Uczestniczył w przygotowywaniu dalszych wystąpień. Po latach nie miał wątpliwości, komu tak naprawdę służyły: „Moczar trzymał nas, wykrzykujących różne rzeczy [...] przez dwa tygodnie – byliśmy mu potrzebni do straszenia i ogłupiania Gomułki. A przecież mógł nas zgnieść jak muchę w ciągu godziny”. Tymczasowo aresztowany – kolejne miesiące spędził na Rakowieckiej. Należał do niepokornych pensjonariuszy: „krzyczał przez okno do innych cel. Na zwróconą uwagę, dlaczego krzyczy, nic nie odpowiedział, a gdy zamknąłem drzwi, to zaczął się szyderczo śmiać” – meldował oddziałowy, wnioskując o odpowiednie ukaranie. Zauważano, że w czasie prowadzonego śledztwa „wykazał duże nasilenie złej woli oraz nienawiść do podstaw ustrojowych PRL, zapowiadając kontynuowanie działalności”. Ostatecznie skazany zaledwie na grzywnę, po raz kolejny podpadł w listopadzie. Wraz z kilkoma znajomymi zakłócił wówczas „spokój publiczny hałaśliwym zachowaniem się [...] w godzinach nocnych” oraz jakoby zniszczył transparent z hasłami na cześć V zjazdu PZPR.

Bąkowski, mający za sobą staż w Hufcu Walterowskim Jacka Kuronia, w którym był instruktorem zuchowym, w 1976 r. bez zastanowienia wsparł szeregi powstałego po wydarzeniach czerwcowych Komitetu Obrony Robotników. Angażował się nad wyraz aktywnie, „biorąc udział w zebraniach, opracowywaniu artykułów, biuletynów itp. literatury, pośrednicząc w nawiązywaniu kontaktów, udzielając na te cele swojego mieszkania”. W ramach KOR-u podjął współpracę ze środowiskiem krakowskim. „Dyskretny, przyjacielski i niebywale sprawny w organizowaniu kolportażu niezależnych wydawnictw” – opowiadała o nim Liliana Batko-Sonik. W maju 1977 r. na szczycie góry Gorc koło Ochotnicy zaaranżował spotkanie studentów z Krakowa z korowcami. Po śmierci Stanisława Pyjasa uczestniczył w zebraniu założycielskim SKS-u oraz w tzw. czarnym marszu, idąc z flagą na czele pochodu.

W orbicie zainteresowań SB

Trwająca nieprzerwanie od lat 60. inwigilacja Bąkowskiego wyrobiła w nim nawyki prawdziwego konspiratora: „Jest zorientowany w metodach pracy Służby Bezpieczeństwa” – zauważali funkcjonariusze. Ich zdaniem stosował samokontrolę i posiadał „umiejętność uchodzenia spod obserwacji”. W stanie najwyższego zagrożenia dokonywał rzeczy na pierwszy rzut oka niemożliwych: kiedyś, po krótkiej szarpaninie, udało mu się uciec z rewidowanego i szczelnie obstawionego mieszkania, aczkolwiek bez butów, w skarpetkach.

Rozpracowywanie niepomiernie utrudniały cechy jego charakteru: nieufność i podejrzliwość oraz brak bliższych kontaktów, zarówno z sąsiadami („spodziewa się zagrożenia od tej strony”), jak i pracownikami Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, w którym od 1970 r. był na etacie. Jeśli nawet wpadał w zastawione przez esbeków czy milicjantów sidła, rozmowa z nim okazywała się całkowicie retoryczna: „zachowywał się butnie, deklarując się jako gorliwy wyznawca poglądów reprezentowanych przez »Graczy« [tj. KOR, a następnie KSS KOR]. Ujawnił zaciekłą i bezkrytyczną wrogość do PZPR i jej polityki, do organów MO i SB, do ZSRR i socjalizmu w ogóle”. Działania natury prewencyjnej uznawano za bezcelowe, ponieważ, jak notowano, figurant „nie przywiązuje [...] większej wagi do represji ze strony aparatu ścigania (przeszukania, zatrzymania)”.

Mimo preferowanej ostrożności wśród podejmowanych przez Bąkowskiego inicjatyw znajdowały się także takie o charakterze pół- lub nawet całkowicie jawnym. W latach 1979–1981 w swoim mieszkaniu przy pl. Wilsona (wówczas Komuny Paryskiej) prowadził wraz z żoną „salon kultury niezależnej”, w którego ramach odbyło się wiele spotkań literackich, w tym z Czesławem Miłoszem, a także uroczystość z okazji wydania przez Niezależną Oficynę Wydawniczą setnej pozycji, „Miesięcy” Kazimierza Brandysa. „Zebrało się wówczas ponad dwieście osób, kilka pokoleń” – z rozrzewnieniem wspominał Brandys.

Moment odprężenia nastąpił w okresie tzw. karnawału. Bohatera pochłonęła działalność w IMGiW, gdzie został przewodniczącym solidarnościowej komisji ds. kulturalno-oświatowych. Organizował wieczory autorskie i artystyczne, zapraszając m.in. aktorkę Halinę Mikołajską czy pieśniarza Jacka Kaczmarskiego, a także zainicjował serię wykładów o tajnej historii PRL.

O tym, „jak raz w Kampinosie...”

Wszystko zmieniło się po 13 grudnia. Dzięki temu, że w ostatniej chwili został wykreślony z listy wytypowanych do internowania, zyskał czas na ucieczkę. Owo zaniechanie mogło się wiązać z zainstalowaniem, jak utrzymuje, podsłuchu kablowego, łączącego jego dom z żoliborską Radą Narodową i usytuowaniem w niej specjalnej grupy operacyjnej SB. Ponieważ faktów tych nie udało się przed nim zataić, cały plan bezpieki spalił na panewce; wszczęto zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwawczą, w tym za pomocą listu gończego. Bąkowski, miast zmyślnie się ukryć, odnalazł głęboko zakamuflowaną grupę współpracowników Nowej, skupioną wokół drukarni w Falenicy.

„Od razu wiedziałem, że musi powstać konspiracja, przy czym na to, aby w niej mógł działać ktokolwiek, kogo zna policja, musi on zejść do podziemia” – pisał do żony. Sam narzucił sobie żelazne reguły, jak choćby poruszanie się po mieście tylko w odpowiednio dobranym stroju (na jedno ze spotkań wkroczył jako malarz przemysłowy, zdradzający zamiary renowacji Mostu Poniatowskiego) czy umawianie się ze współpracownikami w... Puszczy Kampinoskiej. Metody te, choć w panujących warunkach w pełni uzasadnione, stały się obiektem powszechnych kpin: „Rysował na planie punkcik, a gdy w końcu odnajdywałem to miejsce, zjawiał się przebrany za jakiegoś dziadka z laską i opowiadał, jak go ganiali poprzedniego dnia helikopterem, a on wpadał do jakiegoś mieszkania, bo już nie miał odwrotu, mówił: Jestem z »Solidarności« i ściga mnie policja. Gospodarz zamykał drzwi na zasuwę i za telefon, więc [...] wyskakiwał przez okno, ale dalej gonili go czołgiem”… Co ciekawe, prawdziwość przynajmniej części z tak streszczanych perypetii znajduje potwierdzenie w materiałach SB.

Pod sprawnym kierownictwem bohatera Niezależna Oficyna Wydawnicza zdołała w pierwszym półroczu stanu wojennego wydrukować, obok ulotek i kilkudziesięciu numerów „Tygodnika Mazowsze” – „Problem winy” Karla Jaspersa, „Z dwóch stron drzwi” Mariana Brandysa, „Raport o stanie wojennym” Marka Nowakowskiego oraz „Krytykę” nr 12. „Śledzili kolportaż, czasami trafiali na nasz trop, jakiś czas nas śledzili, gubiliśmy ich, znowu na nas wpadali” – opowiadał Bąkowski o funkcjonariuszach. – „Byliśmy przydatni policyjnie jako źródło informacji” – dodawał. Kiedy w sierpniu 1982 r. nastąpiło frontalne uderzenie bezpieki, na równy rok zapadł się pod ziemię. Jedynym znakiem życia były przesyłane dzieciom, dla zmylenia SB z różnych miast Polski, kolejne części „Przygód Bączka”, czyli wierszowanej historyjki o swoich peregrynacjach. Pisał choćby o tym, „jak raz w Kampinosie/Spotkał cztery miłe łosie/ [...] I jak później był na wczasach,/ Cały tydzień mieszkał w lasach/ Gdzie zbudował bardzo modny/ Szałas – duży i wygodny,/ A kolacje sobie wszystkie/ Sam gotował – nad ogniskiem”.

Po wielomiesięcznym okresie skutecznego mylenia pościgu, w sierpniu 1983 r., korzystając z ustawy o amnestii, postanowił się ujawnić. Zgłosiwszy się na milicję, nie wnikając w szczegóły prowadzonej przez siebie działalności, zadeklarował jej zaniechanie. Jednocześnie podjął starania o wyjazd do Stanów Zjednoczonych, gdzie od pewnego czasu przebywała jego żona i dzieci. Niedługo później opuścił Polskę, wydaje się, że na zawsze.

Justyna Błażejowska
historyk związany z Instytutem Pamięci Narodowej,
współpracownik „Encyklopedii Solidarności”



PAWEŁ BĄKOWSKI

Ur. 1947, absolwent I LO im. Bolesława Limanowskiego w Warszawie, 1964–1970 student Wydziału Fizyki UW, 1970–1981 pracownik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Uczestnik wydarzeń marcowych. Współpracownik Komitetu Obrony Robotników i KSS „KOR” oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. W 1977 r., przebywając na Zachodzie, brał udział w wystawieniu na weneckim biennale sztuki przygotowanej przez Czesława Bieleckiego „Fasada i tyły”. Prezentował ją potem w dalszych miastach europejskich oraz amerykańskich.

Od 1976 r. udostępniał swoje mieszkanie naróżnego rodzaju opozycyjne spotkania. W l. 1979–1981 prowadził wraz z żoną Elżbietą „salon kultury niezależnej”. W 1980 r. został przewodniczącym solidarnościowej komisji kulturalno-oświatowej w IMGiW. Po wprowadzeniu stanu wojennego stanął na czele Nowej. W 1983 r., korzystając z amnestii, zgłosił się na milicję. W tymże roku wyjechał na stałe do Stanów Zjednoczonych. Zorganizował tam m.in. wystawy „Father Popiełuszko – Martyr for the Truth” oraz „Independent Culture in Poland”.

W 2008 r. odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Obecnie programista i wykładowca informatyki, instruktor w pozaszkolnych programach komputerowych dla dzieci.