EWM GP 47/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 19 listopada 2008

Żołnierz niedokończonej rewolucji

Zbigniew Walczyk był jednym z tych działaczy „Solidarności”, którzy mieli jasną wizję funkcjonowania Związku – walkę z systemem. W tych dwóch słowach zawiera się program, idea i hasło ludzi, którzy zataczając koło historii wprost nawiązywali do peowiackich i akowskich tradycji walki o niepodległość, którzy par excellence dążyli do obalenia w Polsce komunizmu. Nazwano ich ekstremą. Byli elementem niepasującym do politycznej układanki, zwischenrufem, który zakłócał salonowo-kawiarnianą atmosferę Magdalenki i Okrągłego Stołu.

Walczyk uśmiecha się, słysząc słowo „ekstremista”. Uśmiecha się, ale nie zaprzecza. „To była rewolucja – mówi zdecydowanym głosem – wielki zryw narodowy, który został zaprzepaszczony. Zabrakło mu przywódców”. Nie wszyscy pojmowali w ten sposób „Solidarność”, nawet nie większość. Ale też nie wszyscy są powołani, aby zmieniać historię. „To była wielka siła – kontynuuje – ale trzeba jej było nadać bieg, pchnąć ją na właściwe tory. Tacy jak ja mieli odwagę to czynić i za to nazwano nas ekstremą”.

Niedoszły partyzant

W pierwszej „Solidarności” Zbigniew Walczyk nie zdążył zaistnieć. Zresztą nie bardzo miał na to ochotę. W wieku 20 lat pociągały go inne kwestie niż walka o wolne soboty. Wstąpił do KPN-u. I choć jednocześnie został członkiem „Solidarności”, raziła go zachowawczość, by nie powiedzieć oportunizm niektórych starszych działaczy. „Marzyła nam się partyzantka” – półżartem zwierza się po latach.

Kariera Walczyka w KPN nie była zbyt długa. Przyszedł stan wojenny. 13 grudnia w Hucie im. Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim wybuchł strajk w obronie internowanych związkowców. Walczyk, pracownik Wydziału Resorowni, uczestniczył w nim do samego końca. Zapamiętał helikopter krążący nad hutą i przejmujący mróz w czasie pełnienia warty w Straży Robotniczej. Wychodząc z huty po skończonym strajku, widział szpaler ZOMO, gotowy do użycia siły w obronie „władzy ludowej”. Wówczas po raz pierwszy zobaczył z bliska okrutną twarz systemu, z którym chciał walczyć.

Zimą 1981/1982 młody idealista zakłada z Leszkiem Olszewskim, Ryszardem Żółcińskim, Ryszardem Sobalą, Jarosławem Salitą i Krzysztofem Partyką konspiracyjny Komitet Ocalenia Związku. „Był świetnym organizatorem” – wspomina Walczyka z tamtych lat Jarosław Salita. Niestety, młodym działaczom zabrakło doświadczenia i przezorności. Wpadka, proces, wyrok i cała szóstka trafiła do Zakładu Karnego w Hrubieszowie. Walczyk skazany na 3,5 roku wyszedł po 15 miesiącach. Zrujnowany fizycznie, ale pełen energii. Miał wówczas 23 lata.

W konspiracji

Po opuszczeniu więzienia niemal natychmiast angażuje się w konspirację. Druk ulotek, kolportaż „bibuły”, malowanie napisów na murach – życie Zbyszka Walczyka szło innymi torami niż większości jego rówieśników. Człowiek idei – określenie lapidarne, ale chyba najlepiej oddające jego charakter.

W 1984 r. przystępuje do istniejącej już grupy podziemnej i wkrótce wspólnie zaczynają wydawać „Redutę”. Tam też poznaje swą przyszłą żonę Annę. Kiedy wraca do tamtych czasów, zawsze mówi „my”, nigdy „ja”. „Wszyscy wzajemnie się uzupełnialiśmy” – wspomina okres podziemia. Nie szczędzi jednocześnie gorzkich słów pod adresem tych, którzy w najcięższych chwilach nie zdali egzaminu z zaangażowania w Sprawę. Z przekąsem cytuje działacza „Solidarności”, który odmówił redagowania podziemnego biuletynu, gdyż czuł się „powołany do wyższych celów”.

Walczyk zawsze dzielił siły na zamiary, nigdy odwrotnie. A pomysłów na działanie nie brakowało. W 1985 r. aranżuje akcję bojkotu wyborów do Sejmu. Z dumą mówi o tym, jak z grupą działaczy podziemia rozesłali do mieszkańców Ostrowca ok. 800 listów z wezwaniem do tego bojkotu. Znaczki oczywiście kupili z własnych środków.

Z sentymentem wspomina Msze Święte za Ojczyznę i patriotycznych księży z tamtego okresu – Wacława Mazura, Mariana Misiaka i innych. Nie bali się, a przezwyciężenie strachu, jak mówi Walczyk, było drogą do zwycięstwa nad komunistami. W czasie jednego z pobytów w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu Danuta Wilczyńska nagrała na kasetę magnetofonową pieśń „Ojczyzno ma” i po kilku dniach odśpiewano ją w Ostrowcu. Były krzyże kwietne, patriotyczne kazania, ręce podnoszone na znak victorii. Walczyk wiedział, że ołtarz jest ostatnim niezdobytym bastionem. „Boga usunąć ze świata – było ich celem, hasłem i dążeniem” – cytuje słowa katolickiej pisarki obrazujące zamierzenia komunistów. „Tymi mszami chcieliśmy im pokazać – dodaje – że nie damy usunąć religii z naszego życia, że ten naród tylko przed Bogiem nauczony jest klękać”.

Hutnicza „Solidarność”

W 1986 r. dochodzi do rozpadu grupy „Reduty” i powstania Tymczasowej Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Huty Ostrowiec („agent moskiewski Nowotko nie jest godzien być patronem huty” – napisano w ulotce). Na czele tej komisji staje 26-letni Zbigniew Walczyk. Zaczyna wydawać pismo „Solidarność”. Staje się nieformalnym przywódcą ostrowieckiego podziemia. Nie uchodzi to uwagi Służby Bezpieczeństwa. Zaczynają się gry kombinacyjne, próby podejścia. Wszystko nadaremnie. Walczyk do samego końca skutecznie wymykał się bezpiece.

Nadchodził okres przełomu. W powietrzu wyczuwało się zmierzch systemu. Zbigniew Walczyk patrzył jednak na otaczającą rzeczywistość nie tylko przez pryzmat polityki. „Komuniści zniszczyli ducha narodu, stworzyli model człowieka sowieckiego” – mówi po latach o tym, co wówczas czuł. Nie ograniczał się jednak do teorii – był i jest człowiekiem czynu. Gdy inni mówili o podwyżce płac, on tworzył akcjonariat pracowniczy, gdy inni mówili o sprawach związkowych, on zakładał Ruch Trzeźwościowy.

Był romantykiem, nie fantastą. Będąc mocno związany z Kościołem, dał hasło do tworzenia w Ostrowcu... PPS. „Trzeba było odciągnąć robotników od komuny” – uzasadnia tamtą decyzję. W mieście, gdzie wciąż żywa była tradycja przedwojennego socjalizmu niepodległościowego, taki eksperyment miał szansę powodzenia. Oddelegowani do partyjnej roboty Zdzisław Zugaj i Ludwik Kropielnicki szybko zorganizowali struktury, podporządkowali sobie Kielce i tylko rachityczność władz centralnych PPS spowodowała, że eksperyment spalił na panewce.

Na bocznym torze

Okrągły Stół Zbigniew Walczyk przyjął z daleko posuniętym sceptycyzmem. Dziś jest nie mniej radykalny niż przed laty. „To była zdrada narodowa” – stwierdza bez ogródek. Bez przekonania współtworzył Komitet Obywatelski, lecz nie wszedł do jego władz. Wybory czerwcowe były jednak zaledwie początkiem jego rozczarowań. Jeszcze w 1989 r. w dość nieprzyjemnych okolicznościach pożegnał się z „Solidarnością”. Niechętnie wraca do tych wydarzeń. „Związek spełnił swoją rolę, więc mogłem odejść” – odpowiada zdawkowo, pytany o powody rezygnacji z funkcji przewodniczącego Komisji Zakładowej Huty. Był więc Związek pociągiem, z którego wysiadł na stacji Niepodległość – puenta sama ciśnie się na usta.

Kolejny zawód sprawił mu Wałęsa. „Zdradził Związek” – pada kategoryczne stwierdzenie. A po dłuższej chwili westchnienie: „I ja dla tego człowieka chłopów na Sarnówku werbowałem”. Potem było jeszcze Porozumienie Centrum, Ruch Odbudowy Polski, wreszcie jakieś niepoważne partyjki, funkcjonujące zupełnie poza mainstreamem. Na realnej scenie politycznej nie było dla niego miejsca. Opowiada, jak rzucił solidarnościowemu dygnitarzowi, że on i jemu podobni swoją polityką doprowadzą do powrotu komunistów. W pewnych środowiskach stał się persona non grata. „Czułem się, jakbym grał w teatrze marionetek” – wspomina.

W 2007 r. Zbigniew Walczyk założył stowarzyszenie byłych działaczy „Solidarności” z Ostrowca Świętokrzyskiego. Ale nie po to, by siedzieć przy piwie i wspominać czasy konspiracji. Wierzy, że wciąż można powrócić na drogę, którą szła niegdyś „Solidarność”. Na odbywającej się niedawno konferencji poświęconej historii Związku w Regionie Świętokrzyskim mówił: „Rewolucja Solidarności, potężny ruch odnowy społecznej, została wpół drogi zatrzymana. Czas dokończyć rewolucję...”.

Paweł Gotowiecki
historyk, pracownik IPN Kielce,
autor powstającej monografii NSZZ „Solidarność” w Ostrowcu Świętokrzyskim



WALCZYK ZBIGNIEW

Ur. 16 VI 1960 w Ostrowcu Świętokrzyskim. W latach 1981-1982 i 1983-1990 pracownik Huty im. Marcelego Nowotki (od 1989 Huty Ostrowiec). W I 1982 współtwórca podziemnej grupy o nazwie Komitet Ocalenia Związku. Aresztowany 5 V 1982, skazany na 3,5 roku więzienia; więziony w ZK w Hrubieszowie, zwolniony w VIII 1983. Organizator działalności podziemnej na terenie Ostrowca, kolporter, wydawca, współinicjator Mszy Świętych za Ojczyznę, redaktor „Reduty” (1985-1987) i „Solidarności” (1986-1988). W latach 1986-1989 przewodniczący Tymczasowej Komisji Zakładowej (w 1989 Komisji Zakładowej) NSZZ „Solidarność” Huty Ostrowiec. W latach 90. działacz PC i ROP W 2006 odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Od 2007 prezes Stowarzyszenia Byłych Działaczy NSZZ „Solidarność” w Ostrowcu Świętokrzyskim.