EWM GP 50/2008

Z Encyklopedia Solidarności

GAZETA POLSKA, 10 grudnia 2008

Strajk w Ostrowcu Świętokrzyskim

„Panie dyrektorze, coś się wydarzy” – zwierzył się Adamowi Śniadowskiemu, dyrektorowi naczelnemu Huty im. M. Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim, szef hutniczej „Solidarności” Wiesław Standzikowski. Był początek grudnia 1981 r. Zostało kilka dni do godziny „G”. Termin jej znała jedynie wąska grupa osób na najwyższych szczeblach władzy, ale ciężka atmosfera i przeczucie, że coś wisi w powietrzu, udzielały się znacznie szerszym kręgom społeczeństwa. Także przyszłym mimowolnym uczestnikom wojny polsko-jaruzelskiej.

Huta im. M. Nowotki zatrudniała w owym czasie około 16 tys. osób, z czego 90 proc. było członkami „Solidarności”. Miała swoich przedstawicieli w Zarządzie Regionu i w Komisji Krajowej, była też prawdopodobnie najsilniejszym ogniwem „Solidarności” w Regionie Świętokrzyskim. Swą siłę i determinację hutnicy pokazali w czasie kryzysu bydgoskiego i podczas uroczystości poświęcenia sztandaru związkowego 3 maja 1981 r. na stadionie KSZO. Internowany 13 grudnia Marek Osmala wspomina: „nie wiedzieliśmy nic, ale czuliśmy, że huta stanie w naszej obronie”.

Nocne aresztowania

W Delegaturze Zarządu Regionu na osiedlu Ogrody od kilku dni obowiązywał „ostry dyżur”. Około północy z 12 na 13 grudnia 1981 r. została odcięta łączność telefoniczna. Ostatnią wiadomością z zewnątrz był teleks z Regionu Mazowsze mówiący o ruchu wojsk w okolicach Warszawy. Niedługo po północy do Delegatury zaczęli przychodzić członkowie rodzin internowanych działaczy. Żona Henryka Nawojskiego mówiła o wyważonych drzwiach i mężu wyprowadzonym w kajdankach. Wśród zatrzymanych znajdował się Wiesław Standzikowski. Jego żona na szczęście zachowała zimną krew i jeszcze nocą ostrzegła kilku związkowców o grożącym im niebezpieczeństwie.

Większość zbudzonych ze snu działaczy „Solidarności” udawała się do huty. Jednym z pierwszych, którzy znaleźli się na terenie Zakładu Hutniczo-Przetwórczego (starego zakładu), był Wiesław Kwiatkowski, przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności” w starym zakładzie. Wraz z Zygmuntem Jakubowskim podjęli pierwsze kroki w celu zorganizowania akcji w obronie zatrzymanych. Udało się uruchomić syreny alarmowe. Była godzina czwarta nad ranem. Nikt nie wiedział, co oznaczają nocne zajścia, nikt też nie wiedział, co przyniesie dzień.

W tym samym czasie akcję informacyjną podjęto również w leżącym na drugim końcu Ostrowca Zakładzie Metalurgicznym (nowym zakładzie). Jako pierwsi dotarli tam mający dyżur w Delegaturze Marceli Czarnecki i zaalarmowany przez niego Jerzy Jabłoński. Bezpośrednio udali się na Wydział Stalowni Elektrycznej, gdzie Jabłoński znał wiele osób spośród załogi. Na godz. 6 zwołano pierwszą masówkę. „Byliśmy zdeterminowani stanąć w obronie zatrzymanych kolegów” – wspomina po latach Jabłoński.

Zwolnić internowanych i znieść stan wojenny!

W starym zakładzie jako pierwsza stanęła Stalownia Martenowska. Kiedy wśród pracowników przybyłych 13 grudnia na pierwszą zmianę rozeszła się wieść o zatrzymaniach działaczy „Solidarności”, część z nich odmówiła pracy. Wśród protestujących byli suwnicowi, od których zależała praca całego wydziału.

O godz. 9 doszło do powstania Komitetu Strajkowego. Rozdzielono funkcje, lecz nie wybrano przewodniczącego. Waldemar Gumuła z Mieczysławem Leszczyńskim zaczęli organizować Straż Robotniczą, wystawiono warty na bramach. Zygmunt Jakubowski zajął się rozdziałem zapasów – kilku bochenków chleba i 90 kg miodu przeznaczonego dla Caritasu. Do huty napływali kolejni działacze, na bramie wywieszono listę internowanych. Pierwszy kryzys nastąpił o godz. 14, na przełomie I i II zmiany. Strajk mógł lada chwila upaść. Andrzej Kozieł wspomina o przepychankach w Komitecie Strajkowym. W krytycznym momencie Stefan Kowalski, przewodniczący Komisji Wydziałowej na Stalowni Martenowskiej, zaczął zawracać udającą się do domów załogę. „Co wy robicie? Jak Wiesiek Standzikowski był, to wszyscy do Wieśka, a jak nie ma, to każdy się odwraca” – z wyrzutem zwrócił się do pracowników swojego wydziału wychodzących przez bramę główną. Cała brygada zawróciła.

Wieczorem 13 grudnia wprost z posiedzenia Komisji Krajowej w Gdańsku dotarł do starego zakładu Andrzej Dudek. Charyzmatyczny i zdecydowany działacz stanął na czele Komitetu Strajkowego, przekształcając go w Komitet Ocalenia Związku. Postanowiono kontynuować protest.

Podobny scenariusz miały wydarzenia 13 grudnia w nowym zakładzie. O godz. 6 odbyły się pierwsze masówki na Stalowni Elektrycznej i Wydziale Obróbki Mechanicznej. Wkrótce potem powołano Komitet Strajkowy, na którego czele stanął wiceprzewodniczący Delegatury Zarządu Regionu Jerzy Jabłoński. Zorganizowano Straż Robotniczą, rozpoczęto wydawanie przepustek. Łączność ze starym zakładem odbywała się przez kurierów – byli nimi m.in. Franciszek Poprawa, Włodzimierz Sajda, Zdzisław Nowak i wiceszef „Solidarności” w Kombinacie Budowlanym Józef Fudala, który przystąpił do strajku razem z hutnikami.

Podczas drugiej masówki na Stalowni Elektrycznej około godz. 12 doszło do kontrakcji ze strony dyrekcji, namawiającej hutników do zaprzestania protestu. Dyrektor Tadeusz Pachniak został przyjęty gwizdami, sekretarza PZPR Romualda Charko w ogóle nie dopuszczono do głosu. Ze strony hutników padły żądania zwolnienia internowanych i zniesienia stanu wojennego. Protest trwał.

Pałka milicyjna i karabin nie zabiją naszej jedności

Rankiem 14 grudnia, podobnie jak w dniu poprzednim, kolejne wydziały przystępowały do strajku. W starym zakładzie Andrzej Kozieł, Mieczysław Kadewski i Kazimierz Rozalicz chodzili po wydziałach z tubą nagłaśniającą. Sporządzano plakaty i ulotki. Jedna z nich mówiła: „Musimy stać w jednym szeregu SILNI, SOLIDARNI, WYTRWALI. W rękach naszych jest los nasz i przyszłych pokoleń. Pałka milicyjna i karabin maszynowy nie mogą zabić naszej jedności. Wiele już niewinnej krwi polało się w naszej Ojczyźnie. Nie pozwolimy odebrać sobie godności ludzkiej, za którą oddali życie robotnicy z Poznania, Gdańska i z innych miast polskich. Władza, która strzela, aresztuje i maltretuje swoich obywateli nie jest naszą władzą”. Drugiego dnia strajkowało ok. jedna trzecia załogi starego zakładu i dwie trzecie załogi nowego.

W godzinach popołudniowych 14 grudnia sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa. Przy bramach wyjściowych obu zakładów huty stały jednostki ZOMO i LWP Dochodziło do utarczek ze Strażą Robotniczą. Kilkakrotnie padły fałszywe informacje o szturmie milicji na bramy. Druga zmiana z 14 grudnia nie została wpuszczona na teren huty, strajkujący czuli się coraz bardziej osamotnieni. Przed wejściem gromadziły się rodziny protestujących hutników, śpiewano pieśni religijne i patriotyczne. Otuchy strajkującym dodawał ks. Jacek Beksiński, wprowadzony wieczorem 14 grudnia na teren starego zakładu. Na dworze panował mróz, bardzo szybko zapadał zmrok. Na wydziałach powoli topniała liczba uczestników strajku. Nad hutą krążył helikopter, zrzucając ulotki wzywające załogę do przerwania protestu. Obawiano się interwencji siłowej – znano już dekret o stanie wojennym. W ludziach mimo determinacji powoli gasła nadzieja.

Straszna chwila

Właściwe rozmowy na temat zakończenia strajku rozpoczęły się 14 grudnia o godz. 16. Prowadzili je Andrzej Dudek i komisarz wojskowy na teren woj. kieleckiego płk dypl. Stanisław Iwański. Ustalono, że z Iwańskim spotkają się dwie pięcioosobowe delegacje z obu zakładów huty, upoważnione do pertraktowania w imieniu załogi. Do spotkania doszło 15 grudnia o godz. 0.15 w świetlicy Stalowni Martenowskiej. Dudek raz jeszcze powtórzył postulaty strajkujących. Pułkownik krótko i twardo odpowiedział, że ich spełnienie nie leży w jego kompetencji. Jeżeli hutnicy nie przerwą strajku, wojsko i milicja użyją siły. Żaden z członków delegacji nie czuł się na siłach wziąć odpowiedzialność za tragedię, która wisiała w powietrzu. 15 grudnia o godz. 0.25 zakończono strajk. Pierwsi wyszli hutnicy ze starego zakładu. Dopiero o godz. 2 kolumna około 1500 uczestników strajku w nowym zakładzie przeszła przez bramę i w milczącym pochodzie ruszyła w kierunku ulicy Bałtowskiej. Zza szyby samochodu wyjście hutników obserwował dyrektor naczelny Adam Śniadowski. „Straszna chwila” – po latach nie ukrywa wzruszenia. Strajk był skończony.

Epilogiem hutniczego protestu były dwa procesy przywódców strajku i 10 wyroków skazujących. Najwyższy otrzymał Jerzy Jabłoński – w wyniku rewizji nadzwyczajnej ministra sprawiedliwości zwiększono mu karę z 3 do 4 lat więzienia. Złamanych karier i ludzkich dramatów nikt nie starał się policzyć. Władza „ludowa” raz jeszcze siłą zdołała obronić swoje przywileje.

Paweł Gotowiecki
historyk,
autor powstającej monografii NSZZ „Solidarność” w Ostrowcu Świętokrzyskim



Strajk w Hucie im. Marcelego Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim zorganizowano w godzinach rannych 13.12.1981 w Zakładzie Hutniczo-Przetwórczym oraz Zakładzie Metalurgicznym w obronie działaczy NSZZ „Solidarność” internowanych po wprowadzeniu stanu wojennego. Na czele stanęły komitety strajkowe, powołane w obu zakładach huty w godzinach przedpołudniowych13 grudnia (wieczorem przekształcone w Komitety Ocalenia Związku). Strajk został zakończony 15 grudnia 1981 r. o godz. 0.25 w wyniku rozmów delegacji protestujących hutników z komisarzem wojskowym na woj. Kieleckie płk. dypl. Stanisławem Iwańskim.