L00069 Bogdan Światowiec

Z Encyklopedia Solidarności

==Relacja Bogdana Światowca==

Bogdan Światowiec, członek KS. w KWK Jastrzębie w VIII 1988 odpowiedzialny za zabezpieczenie kopalni

Jastrzębie-Zdrój, 12 II 2008

Trudno powiedzieć i trudno oddać atmosferę tamtych dni, po prostu trzeba było tam być. Niemniej mogę powiedzieć, przede wszystkim, upał, gorąco, coś dojrzewa coś wisi w powietrzu. Dużo rozmów na dole, ludziom się nie podoba, jakie czasy były każdy wie, wszystkiego brakowało ludzie mieli dosyć i zaczęła atmosfera się zagęszczać, zaczęło coś dojrzewać. I pewnego dnia był to czwartek osiemnastego, nagle pękło, dwóch chłopaków wyskoczyło na schody, zaczęli zwoływać ludzi, rozmawiać, prosić żeby się nie rozchodzili opowiadać jaka jest sytuacja w kraju, że pora abyśmy się dołączyli do tego i ten strajk on po prostu wybuchł. Ci dwaj to Andrzej Kamiński i Janusz Warsiewicz. To byli ludzie, którzy byli zaczynem swoistym zarzewiem tego strajku. Zaczął się strajk powstał chaos, jedni wychodzili inni wchodzili, większość jednak została (ok.3 tys.) to wszystko działo się na drugiej zmianie. Wybraliśmy delegatów oddziałowych z nich ukształtował się KS. Pierwszym przewodniczącym, zresztą na krótko, został Henryk Skrzeszowski, myślę że go to wszystko w pewnym momencie przerosło, także ostateczny skład wyglądał następująco:

Wiesław Oziembłowski (przewodniczący), Adam Stepecki (ochrona i zabezpieczenie kopalni),Andrzej Kamiński (informacja i łączność na zewnątrz), Bogdan Światowiec (szef wart), Bogdan Cudzich i Henryk Bacheń (bezpieczeństwo, swoista policja strajkowa) członkowie: Ryszard Krysiński, Krzysztof Rostkowski, Janusz Warsiewicz, Józef Werner (doszedł później) rzecznikiem został Jan Zorembik. Wspomnieć należy o zasługach w początkach strajku Mirosława Łuszczyńskiego, ale to go więcej znał A. Kamiński. Nie pamiętam czy w składzie był Leszek Sobeczek ale możliwe. Jedna z pierwszych rzeczy jaką trzeba było zrobić, to powiadomienie dyrektora o strajku, no i tak się stało że przypadło to mi w udziale. Poszedłem ja i dwóch kolegów, i tu musze się pochwalić, że wtedy zostałem 3 min. dyrektorem, bo on, a wtedy dyr. był Świderski, zdenerwował się i powiedział …jak tak, to proszę numer znaczka i nazwisko, podniósł słuchawkę i zadzwonił, potem powiedział, że w tej chwili rozmawiał z Urzędem Górniczym …i proszę zająć moje miejsce zostaje pan dyrektorem !? Trochę zabawne to było no w każdym bądź razie powiadomiłem Go o strajku. Jeśli chodzi o nas tj. o KS to trzeba przyznać, że nie mieliśmy specjalnego doświadczenia i zdobywaliśmy je w sposób błyskawiczny w trakcje strajku. Na początku do pomieszczenia KS przychodził kto chciał i każdy miał swoje zdanie, musieliśmy wkrótce z tak wybujałej demokracji zrezygnować aby uniknąć chaosu i wzięliśmy całą odpowiedzialność za strajk na siebie. No i strajk się stabilizuje, jest łączność z „górką” do MKS-u wysyłamy delegata Franciszka Grenia. W KS rozdzielamy funkcje, robimy pieczątkę,wydajemy przepustki słowem organizujemy funkcjonowanie kopalni w warunkach strajkowych. Strajk miał mieć formę okupacyjną ale nie restrykcyjną, dlatego musieliśmy działać elastycznie w tej sytuacji (stąd te przepustki). Trzeba było zabezpieczyć dół kopalni a wiec tu też kontrola i zezwolenia na zjazdy te oczywiście niezbędne. Są postulaty te, które wysunęła załoga i te nazwijmy polityczne jak żądanie przywrócenia „ S’…cały czas temu towarzyszyły apele, zebrania z załogą ludzie mówili co ich boli, cały czas były konsultacje.

Postulaty zostały dostarczone szanownej dyrekcji, i zaczęły się negocjacje, z tamtej strony głównym negocjatorem był dyr. Messner. Ja jako uczestnik strajku z 1980 mogę powiedzieć że strajk w 88 był o wiele cięższy,to był naprawdę ciężki i wyniszczający strajk. My spodziewaliśmy się najgorszego i zresztą szybko zaczęło się to potwierdzać. Nastąpiły te działania nękające, kopalnia została otoczona przez milicję, z okien dyrekcji cały czas nas filmowano i nagrywano, była inwigilacja z helikoptera z tego co pamiętam to „Jastrzębie” było najczęściej obserwowane z tego helikoptera. Nagrywano każde nasze wystąpienie każdą „ masówkę ‘. No więc po co to robili ?…każdy zdawał sobie sprawę, że to będą haki na nas na przyszłość. Ponadto pojawiły się inne problemy byli „cywile” którzy przychodzili SB – cy. Było takie zdarzenie,że przyprowadzono do nas SB – eka (miał przy sobie notes) no i on ze strachu po prostu zlał się w spodnie. Najgorsi byli tacy co przychodzili i siali propagandę szczuli ludzi na zasadzie …po co tu stoicie, co wy robicie, wiecie co z wami zrobią. Oczywiście nasze dane personalne poszły w eter (podawano też na WE.), tak,że każdy z nas zdawał sobie sprawę z ryzyka. No i te działania SB-ckie odnosiły swój skutek, taka była prawda, wiem bo obchodziłem na patrolach kopalnię i zbieraliśmy lampy, hełmy, ludzie panikowali nie wytrzymywali tej presji psychicznej i uciekali po prostu. Wspomnieć też należy, że były działania nękające, wymierzone w członków KS. np. świecono po oknach mieszkania przew. Wieśka Oziembłowskiego, tak że żona ze strachu uciekła z dziećmi. Mnie osobiście spotkało coś takiego: że musisz wyjść bo teść umarł, no nie wychodzę, czekam na żonę, gdy przyszła to zdziwiona zaprzeczyła tej bujdzie. Za wszelką cenę starano się nas rozbić, wyciągnąć z kopalni, wyłapać, szczekaczka z okien „szanownej dyrekcji’ wrzeszczała - poddajcie się itp. Jak rozpoczęły się rozmowy to nam za każdym razem podkreślano, że strajk jest nielegalny, że co wy robicie, że tak panowie nie jest, że będziecie za to ponosić konsekwencje. Cały czas ta presja była, były też najazdy ZOMO.

No ale potrafiliśmy pokonać ten strach, nabieraliśmy doświadczenia jak to się mówi w ogniu walki. Poczyniliśmy kroki do obrony, bramę zabarykadowaliśmy „ czołgiem „ (spychacz na podwoziu czołgu) poprzewracaliśmy przyczepy, zawężaliśmy teren ewentualnej walki. Każdy uzbroił się w sztyle, wymyślne maczugi, kule na łańcuchach, taki Stanisław Rutkowski (nie żyje) pseudonim „ cukier ‘ uzbrojony był w taki młot 10 kg. Barbara się to nazywa po górniczemu, cały czas chodził z tym młotem na plecach i cieszył oko swoją postawą, wzmacniał morale. My wykazaliśmy się tez niejakim sprytem, bo wiedząc że jesteśmy z tego helikoptera obserwowani, wpadliśmy na pomysł, że zrobimy taką mistyfikację, że niby teren jest zaminowany. Porozciągaliśmy kable strzelnicze, były banie, zapalarki, skrzynki (na środku między bramą a cechownią była taka wydawka wody mineralnej) od mineralnej były tak ułożone, że pozorowały materiał wybuchowy.

Rozciągnęliśmy węże hydrantowe (woda pod ciśnieniem, niezła broń) i postanowiliśmy, że tak łatwo nas nie wezmą. Zrobiliśmy tez w nocy symulowaną walkę. Poustawialiśmy ludzi w różnych punktach, na sygnał, że idą, ludzie się przegrupowywali, atakowali z różnych miejsc, z zaskoczenia (takie małe manewry). Podsłuchaliśmy rozmowy milicjantów, którzy nas otaczali …że na tą kopalnię to za ch… nie wejdą. Trzeba powiedzieć, że wielu w tym ja, pamiętało pacyfikację z 81 i dlatego chcieliśmy być przygotowani, a i też jakby już przyszło to odegrać się.No oni (MO, ZOMO, ORMO, ten cały aktyw partyjny) zaczęli się poważnie zastanawiać, bo że ludzie byli uzbrojeni to jedna sprawa ale, że zorganizowani to już tego zaczęli się bać. A uważam, że było to szalonym sukcesem w momencie kiedy tak jak mówię, kupa ludzi uciekało bo po prostu nie radzili sobie psychicznie ze sobą,były różne formy ich żony naciskały propaganda robiła swoje, cały czas byliśmy pod presją.

Komitet Strajkowy, no my staraliśmy podnosić morale (robiliśmy wszystko aby ten strajk utrzymać) poprzez tzw. masówki, wspólne śpiewanie, śpiewaliśmy min. Hymn Polski (niezapomniane wrażenie jak ręce w górze z V i te pieśni rozchodziły się daleko poza zasięg kopalni, ludzie wtedy wiedzieli, że trwamy i jesteśmy mocni). Zwróciliśmy się do księży, był u nas ks. Wiktor Zajusz, była spowiedź, to nas trzymało. Mieliśmy gości, wśród nich byli ludzie 1980 / 81 (internowani), pamiętam rolników z kieleckiego, którzy specjalnie zabili świnię i przywieźli nam przetwory, też złożyli się nam na papierosy, byli też rolnicy z białostockiego i Suchowoli.Pamiętam też Michała Lutego, Anitę Gargas, która prawie stała się uczestnikiem tego strajku, była Teresa Brodzka, Lech Osiak, była dziennikarka Ładu (nie przypominam nazwiska), dużo nam pomógł Bazyli Tyszkiewicz i Grzegorz Mioduszewski (wszystkich tych ludzi przeważnie sprowadzał z „ górki „ A. Kamiński).

Oni byli dla nas taką przeciwwagą tej reżimowej propagandy. Mieliśmy też dziennikarzy z telewizji zachodnich, robili zdjęcia rozmawiali z ludźmi. Najwięcej oczywiście pomagały nam rodziny, i ludzie z pobliskiego osiedla „Przyjaźń”, jeśli chodzi o wyżywienie, bo trzeba też pamiętać, że wielu strajkujących mieszkało w hotelach i oni nie mieli skąd wziąć więc po prostu dzieliliśmy się wszystkim. Ale była też taka sytuacja, że milicja zablokowała dostęp naszym rodzinom, bliskim i znajomym, więc oni próbowali dostać się do nas inną drogą, tam też ich zablokowano, powstał z tego niezły rwetes i milicja odpuściła. Jeśli jeszcze chodzi o te sprawy organizacyjne to pieczątkę mieliśmy, pojawiły się opaski biało-czerwone, które uszyła nam żona i teściowa A. Kamińskiego (one były bardzo ważne chociażby dla identyfikacji w nocy, jak obchodziliśmy warty, bez takiej opaski i pieczątki na niej z KS. mogło by być źle), pojawiły się plakietki identyfikacyjne (KS) przepustki, (dzisiaj to takie bardzo osobiste pamiątki są). Pamiętam dobrze taki moment, gdy padały kopalnie, jak je pacyfikowano …z Boryni dotarł do nas brat przew. Oziembłowskiego, Witek i opowiadał nam co tam się wydarzyło, ale nie było to jakieś szczególnie dołujące (potrafił opowiedzieć to w taki sposób, trochę nawet humorystycznie, miał taki dar) dlatego, że tam pomimo iż została ich garstka to wyszli z tego z honorem. Szczególnym wydarzeniem było przybycie do nas ludzi z spacyfikowanego Morcinka, oni zostali z nami do końca,by później przejść na Manifest i tam wzmocnić strajk.To byli prawdziwi fajterzy mocni goście. No i była masa tych niepokojących sygnałów, niemniej strajk trwał, był to i to będę zawsze powtarzał bardzo ciężki strajk bez porównania z tym w 1980. To potworne zmęczenie, my KS. byliśmy cały czas na obrotach, ja usiadłem raz przed cechownią, było takie słońce, że aż w nogi parzyło, 15 min, wtedy się zdrzemnąłem i trzy następne noce nie spałem, tyle mi wystarczyło. Po prostu nie szło, ciągle się coś działo, ciągle trzeba było gdzieś być.

Pamiętam jak kiedyś było to pod wieczór najechali ZOMO, MO, ustawili się w szyk bojowy te swoje kordony, szum łomot w tarcze i przygotowywali się do pacyfikacji, no a my wtedy tak jak trenowaliśmy z krzykiem na barykady (ja czułem może to co wszyscy, ogromną determinacje, jak najechali byłem akurat w pomieszczeniu KS. wziąłem ten swój sztyl i pobiegłem na barykadę) i zaczęła się taka gra psychologiczna i oni wtedy zastopowali, widzieli, że my aż rwiemy się do walki i pękli. I to był nas taki mały sukces, wtedy coś nas ważnego połączyło, wiedzieliśmy, że możemy na sobie polegać.No i Ci ludzie, którzy nie uciekli co byli przy nas, był trzymany porządek, czystość na łaźniach (to było ważne, wszyscy się dogrywali) dzięki takim ludziom ten strajk istniał, bo my byliśmy tylko ich przedstawicielami i mieliśmy ten zaszczyt, że nam zaufali.

No i dochodzimy do tego momentu gdy zostały tylko dwie kopalnie Manifest i my, i pomału każdy zdawał sobie sprawę, że kiedyś trzeba będzie jednak ten strajk zakończyć. Dwa czynniki jakby na to wpłynęły …naciski z „ górki „ (to opowiadał przew. Oziembłowski, że tam dość stanowczo dawano mu do zrozumienia żeby strajk kończyć, że wystarczy Manifest bo trwają jakieś rozmowy), że niby my mamy wytrzymać jeszcze do właśnie się rozpoczynającej Konferencji Helsinskiej. Druga sprawa to te kłopoty organizacyjne ciągle ubywało ludzi (miedzy czasie toczyły się negocjacje z dyrekcją) no i w sobotę 27 dogadaliśmy te postulaty wewnątrz zakładowe, a w niedzielę 28 oficjalnie ogłosiliśmy koniec strajku. Czy mogliśmy jeszcze strajkować – mogliśmy ! (byliśmy najmocniejszą kopalnią tych strajków 1988 roku, gdyby do nas weszli, było by krwawo i to nie ma o czym mówić) ale czy był jakiś sens przedłużać ten strajk ? Było już wiadomo, że trwają jakieś zakulisowe gierki, dogadywanie się z komuną (a jak Wałęsa potraktował strajkujących na Manifeście) no a druga sprawa, za dwa trzy dni zostało by nas 50 – ciu (a jakby Wałęsa nas potraktował gdyby w ogóle do nas przybył, przecież u nas nie było, ani Lisa ani nikogo z tych ważnych) no i co ? finał byłby taki, że by nas pozwalniano i dopiero to byłby sukces. A tak to jeszcze coś ugraliśmy dla ludzi (postulaty wewnątrz zakładowe) no i mieliśmy tylko trzech zwolnionych, zresztą symbolicznie bo za niedługo ich przywrócono, przew., Oziembłowskiego, Stepeckiego i Skrzeszowskiego,wywalczyliśmy powrót wziętych do wojska, a ci co dostali bilety był reklamowani. No ale wróćmy do tej niedzieli 28 gdy kończymy strajk …wychodzimy pochodem z krzyżem na czele i idziemy do kościoła na Przyjaźni (proboszczem wtedy był nie żyjący już ks.. Kasza), wokół nas, autokary, tłumy ludzi (niesamowita chwila). Odbywa się msza, przemówienie ma Oziembłowski. No i jeszcze msza nie dobiegła końca gdy, Oziembłowski, Stepecki, Kamiński i ja, jedziemy do Kościoła „ na górkę „ (chodziło by być tam jak najszybciej, by się nami nie zainteresowali).

Tam były przeprowadzone rozmowy, takie standardowe sprawy,i rozpoczęło się wręcz z marszu, organizowanie Solidarności.Dzięki uprzejmości ks. prałata Czerneckiego spotykaliśmy się „ na górce „ myślę,że pewnym ewenementem było to, że pomimo braku osobowości prawnej, zaczęliśmy działać jak normalny związek tz,. płaciliśmy statutowe, zbieraliśmy składki, zbieraliśmy informacje na temat łamania praw pracowniczych. Mieliśmy własną gazetę „Wolność „, której red. naczelnym był A. Kaminski. Tak, że z chwilą rejestracji sentymentalnej panny „ S ‘ my byliśmy gotowi.

Spisał Andrzej Kamiński