L00081 Piotr Gryzy

Z Encyklopedia Solidarności

==Relacja Piotra Gryzy==

Moją działalność w NZS-ie rozpocząłem w 1987 roku. Zanim jednak dotrzemy do tej daty, chciałbym opowiedzieć o moim życiu studenckim. Studiowałem na Politechnice Warszawskiej na wydziale mechaniczno-technologicznym (obecnie jest to Wydział Inżynierii Produkcji). Byłem przewodniczącym samorządu studenckiego na moim wydziale, wytypowano mnie też na przedstawiciela wydziału do Rady Delegatów Studenckich. Udzielałem się również w zarządzie samorządu Politechniki Warszawskiej. Działałem w tych samorządach, gdyż dawało mi to możliwość samodzielnego kreowania celów i swobodne dążenie do ich osiągnięcia, a jednocześnie umożliwiało realizację postulatów ludzi związanych z uczelnią. Dla mnie samorządy studenckie były namiastką wolnej Polski. Za ich pomocą wykreowała się niezależna elita dbająca o interesy studentów, które często stały w opozycji do polityki państwa. Władza komunistyczna postanowiła zdelegalizować nasze organizacje.

NZS na Politechnice Warszawskiej działał pod postacią niesformalizowanego ruchu wolnościowego. Zajmowaliśmy się m.in. kolportażem. Było kilka kanałów kolportażowych: jeden związany z „Tygodnikiem Mazowsze”, drugi to „Wiadomości Codzienne”. Brałem czynny udział w kolportażu literatury podziemnej. Pobierałem materiały i rozdawałem je kolegom, którzy następnie rozprowadzali je po Politechnice. Wszystko odbywało się na zasadzie koleżeńskiej, Nie mieliśmy zorganizowanej siatki kolportażowej. Jeśli ktoś był zaufanym kolegą można było mu dać bibułę. Obok działalności kolportażowej podejmowałem próby tworzenia środowiska politechnicznego. Zajmowałem się organizacją spotkań z okazji świąt Bożego Narodzenia oraz Wielkiej Nocy. Te spotkania miały na celu integrację środowiska wolnościowego. Ważnym miejscem spotkań było Muzeum Archidiecezjalne. Tam odbywało się przynajmniej jedno duże spotkanie. Z tego co pamiętam to uczestnikami tamtejszych spotkań byli Sławomir Zawadzki oraz Robert Bitner. Jednym z ważnych gości był profesor Władysław Findeisen. Dla nas stanowił ikonę niezależności, był to wielki działacz wolnościowy. Decyzją ówczesnych władz komunistycznych został usunięty z uczelni. Takie spotkania odbywały się też w kościele św. Zbawiciela.

Bardzo ważnym wydarzeniem dla nas wszystkich była pielgrzymka Ojca Świętego do Polski. Brałem udział w organizacji służby porządkowej, byłem zastępcą szefa. Tam też brało udział kilka osób, które w późniejszym czasie tworzyły NZS, m.in. Robert Bitner, Paweł Łatacz, Tomasz Laudy. Organizacja wspólnego wyjścia Politechniki na mszę Ojca Świętego odbywającą się na placu Defilad była ustalane z zarządem „Solidarności” naszej uczelni. Trzeba było ustalić, kto będzie niósł transparent Politechniki, oraz szereg innych rzeczy natury organizacyjnej. Zajmowałem się kolportażem zaproszeń na te msze. Wymarsz był spod gmachu głównego Politechniki. Przyszło bardzo dużo ludzi i ruszyliśmy wspólnie na plac Defilad.

W 1985-1986 roku brałem udział w organizacji kółek samokształcenia na naszej uczelni. Moją inicjatywą było oprowadzanie studentów pierwszego roku po cmentarzu na Powązkach. Uważałem, że oprowadzanie po cmentarzu to znakomity kontakt z historią. Na Powązkach pochowanych jest szereg wybitnych postaci związanych z polityką. Takie wycieczki dawały szanse mówienia o wolnej Polsce, o okresie międzywojennym. Można było rozmawiać o polityce, wolności, potrzebie zmian. W ramach kółka samokształcenia w kościele Rodziny Rodzin na Łazienkowskiej zorganizowałem dwa duże sympozja poświęcone nauczaniu prymasa Wyszyńskiego. Tematyka tych spotkań była stricte wolnościowa. Były to dwudniowe spotkania z serią wykładów i spotkaniami seminaryjnymi. Aby to zorganizować, uruchomiłem szereg kontaktów zapoczątkowanych jeszcze w czasach mojej działalności samorządowej. Jeździłem do Krakowa i Poznania i zachęcałem do udziału w sympozjum. Pamiętam, że przy okazji jednego z tych spotkań w tym samym kościele odbyła się krajówka NZS-u. Z racji tego, iż na sympozjum przyjechało sporo ludzi z innych miast, to spotkanie było przykrywką dla zjazdu NZS-u.

We wrześniu 1987 roku powstał podziemny Konwent Uczelniany w skład którego wchodzili: Robert Bitner, Piotr Gryza, Krzysztof Kowalczyk, Robert Luśnia, Robert Maletka, Wojciech Matyjasiak, Jacek Winiarski, Sławomir Zawadzki. Spotkanie odbywało się w pokoju Sławka, a hasłem do wejścia było pytanie „czy zastałem Kowalszczaka?” Szczególnie smutny dla mnie był fakt, że Robert Luśnia okazał się tajnym współpracownikiem. Początkowo był bardzo aktywny w odbudowie NZS-u na Politechnice, ale po jakimś czasie się wycofał z działalności. Później dowiedzieliśmy się, że wśród naszych kolegów z Politechniki było kilkoro TW. Widziałem nawet czasie dokładne notatki z naszych rozmów oraz charakterystyki każdego z nas...

Wróćmy jednak do Konwentu Uczelnianego NZS PW. Jego zadaniem było jak najszybsze rozbudowanie działalności NZS-u na Politechnice. Na Konwencie byli przedstawiciele wydziałów. Mieli za zadanie budować strukturę NZS-u za swoich wydziałach. Takie przedsięwzięcie miało dużą szanse powodzenia, gdyż każdy włączał do akcji swoich znajomych, ci zaś swoich i tak się rozszerzały struktury. W zakres działań podziemnych wchodziło rozdawanie ulotek, kolportaż bibuły i zbieranie dobrowolnych składek na zakup materiałów kolportażowych. Równolegle wydawałem pismo „Bratnia Pomoc”. Miałem z tym spore problemy techniczne. Najpierw pisałem teksty na komputerze, następnie sam sklejałem egzemplarze na takich dużych makietach. Musiałem jeszcze znaleźć drukarnię, która by mi to wydrukowała w większej ilości. Ponieważ było to nielegalne, więc osoba która chciała mi pomóc w wydrukowaniu, ryzykowała utratą pracy. Z tego co pamiętam to jeden z numerów wydrukowałem w kościele Rodziny Rodzin, ale nie pamiętam, gdzie udało mi się wydrukować resztę. W sumie wyszło siedem numerów. Pierwsze trzy były wydawane jako organ Konwentu Uczelnianego NZS, dwa następne były w ramach kilku pism NZS-u wydawanych na Politechnice, natomiast ostatnie dwa numery były już to pisma akademickie. Z perspektywy czasu jestem w stanie ocenić, że wydawanie pisma o charakterze wolnościowym było bardzo mocnym orężem w walce z ustrojem. Komuna chciała kontrolować myśli i słowa, a my drukując niezależne teksty wolnościowe skutecznie się jej przeciwstawialiśmy. Redagowałem też taką bibułę jednodniową, która była poświęcona strajkowi na Politechnice Warszawskiej w 1968 roku. Był to zorganizowany strajk okupacyjny. Pamiętam, że naklejałem na tę broszurkę wycięte litery układające się w duży napis STRAJK. Była to najbardziej kolportowana bibuła na całą Polskę.

Konwent Uczelniany działał również w ramach warszawskich struktur ogólnokrajowych. Reprezentując Politechnikę uczestniczyłem w czterech krajówkach. Pierwsza była w Warszawie. Na drugiej zorganizowanej w 1987 roku we Wrocławiu spotkałem Tomka Ziemińskiego (ps. Mikołaj) oraz Andrzeja Sosnowskiego z Gdańska, który był ważną postacią. Kolejna krajówka była znów w Warszawie, gdzieś na Ursynowie. Następny zjazd w roku 1988 odbył się u nas w akademiku Politechniki. Wraz z Robertem Luśnią i Tomaszem Świderkiem zajmowaliśmy się organizacją tego spotkania. Przygotowaliśmy sale do obrad, pokój z wypożyczoną drukarką i komputerem, na którym Tomek Świderek przygotowywał dokumenty. Poprosiłem Krzysztofa Kowalczyka, aby udostępnił swój pokój do składowania bibuły. Wszystko było tak zorganizowane, że w razie nalotu milicji było ograniczone ryzyko wpadki, gdyż każdy pokój był w innej części budynku i na innym piętrze. Oprócz tego były przygotowane pokoje, gdzie w razie wpadki będą mogli ukryć się uczestnicy zjazdu. Przygotowaliśmy też system ostrzegania na wypadek, gdyby SB weszło do akademika. Mieliśmy okazje sprawdzić działanie wszystkich zabezpieczeń, gdyż bezpieka zrobiła nalot na akademik. Na szczęście wszystko zadziałało i zdążyliśmy ukryć uczestników krajówki. Trzeci zjazd odbył się w Gdańsku. Uczestniczyli w nim delegaci komisji uczelnianych. Politechnikę reprezentowałem wraz z Cezarym Karbowskim. Zjazd odbywał się w kościele św. Brygidy. Zjechało około stu ludzi z całej Polski. Dyskusje były prowadzone głównie na temat dokumentów programowych. Jedną z decyzji zjazdu było ujawnienie krajówki.

Na przełomie marca i kwietnia na PW powstaje środowisko skupione przy Unii NZS. Na UW zostaje powołany jawny komitet organizacyjny. Środowisko to tworzą: Piotr Czerwiec, Cezary Karbowski i Marcin Maszewski. Przyjmowali wszystko, co narzucał im pod względem ideowym Uniwersytet. Nie zgadzałem się z taką postawą, gdyż byłem w opozycji do UW. Powstał konflikt, ponieważ uniwersytet nie zgadzał się żebym wszedł do krajówki, ja nie zgadzałem się na to, by wszedł Czarek Karbowski. Doszliśmy do kompromisu i do krajówki wszedł Robert Bitner.

Wróćmy jeszcze na moment do sytuacji „wewnątrzpolitechnicznej”. We wszystkich krajówkach uczestniczyłem bez prawa głosu, gdyż przeciwstawiał się temu UW. Przyczyną było to, że po drugim zjeździe uniwersytet powołał do życia strukturę o nazwie Unia NZS, która była odrębnym ośrodkiem, związanym z „Tygodnikiem Mazowsze”. Do Unii NZS weszły wszystkie uczelnie warszawskie. Spór między mną a Unią miał charakter ideowy. Mieliśmy inne zapatrywania na kwestie wolności, ochrony życia, stosunku do kościoła. Doszedłem do wniosku, że powinienem działać w ramach NZS-u, a równolegle założyć organizacje ideową, która w życiu publicznym prezentowałaby wartości chrześcijańskie. Taką organizacją było Akademickie Stowarzyszenie Katolickie Soli Deo. Do naszego konfliktu wchodziła jeszcze kwestia sposobu walki o niepodległość. Byłem zdecydowanym przeciwnikiem malowania haseł na murach uczelni. NZS jako organizacja młodych ludzi powinna mieć charakter bardziej wychowawczy.

Na PW były organizowane wiece. Początkowo organizował je samorząd uczelniany, a później zajmował się tym NZS. Ogromny wiec odbył się, gdy został zwolniony rektor Zindajło w październiku 1985 roku. Przemawiali na nim Włodek Dobrowolski, Wojtek Matyjasiak i ja. W roku 1988 były dwa wiece NZS-u. Pamiętam jeden z nich, który odbył się w auli głównej. Mieliśmy problem, kto będzie przemawiał, i zgłosił się Robert Luśnia, który powiedział, że nie boi się mówić. Był TW, więc nie dziwię się, że się nie bał. Po trzecim zjeździe we wrześniu 1988 roku odbył się wiec, na którym został przedstawiony komitet organizacyjny NZS-u. Władze zostały oficjalnie ujawnione i otwarto listę członków NZS. Przemawiał Robert Bitner jako członek komisji krajowej. Miałem przyjemność przemawiać na tym wiecu jako przedstawiciel Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego Soli Deo. Ostatnim akordem mojej działalności w NZS-ie było przemówienie na wiecu 11 listopada 1988 roku. Potem zajmowałem się działalnością w ramach Soli Deo, która obecnie jest jedną z najlepiej działających organizacji.