L00085 Eugeniusz Kowalski

Z Encyklopedia Solidarności

Tylko w Internecie.

Relacja Eugeniusza Kowalskiego

Moi rodzice swoje korzenie mają na mazowieckiej wsi, w powiecie sierpeckim, ok. 30 km od Płocka. Czesław Korcz, dziadek ze strony mamy, już przed II wojną światową był antykomunistą i działaczem polskiej chłopskiej partii politycznej – Stronnictwa Ludowego. 27-29 listopada 1949 roku był delegatem na Kongresie Zjednoczeniowym ruchu ludowego w Płocku, podczas którego powstało ZSL, partia realizująca politykę PZPR. W czasie Kongresu doszło do interwencji UB, w wyniku której m.in. zostało połamane drzewce sztandaru SL. Po tych wydarzeniach dziadek zaprzestał dalszej działalności w partii chłopskiej. Z kolei dziadek ze strony ojca Adam Kowalski również mieszkał na wsi na Mazowszu; był właścicielem dużego gospodarstwa rolnego i najprawdopodobniej najbogatszym gospodarzem w okolicy. Przez władzę ludową uważany za „kułaka” i prześladowany.

Ojciec mój wychowywany w duchu patriotycznym, podczas II wojny światowej walczył w partyzantce. Po wojnie został skierowany do przymusowej pracy w PAFAWAG-u we Wrocławiu. Pracował krótko, uciekł stamtąd i wyjechał w okolice Lidzbarka Warmińskiego. Urodziłem w Rogóżu. Później wyjechaliśmy do rodziny ojca, a potem do Kętrzyna, gdzie ojciec został skierowany do pracy. Pamiętam wycie syren i ludzi stojących na baczność, gdy w 1953 roku zmarł Stalin. Za przynależność do AK tata skazany został na karę więzienia i do 1956 roku przetrzymywany był w lochach więzienia w Kłajpedzie, mieście leżącym w ZSRR, a obecnie w zachodniej części Litwy. Po wyjściu z więzienia ojciec nie miał pracy, był prześladowany i ścigany. W 1962 roku przenieśliśmy się na wieś w okolice poprzedniego miejsca zamieszkania rodziców, na Mazowsze.

W ZSZ w Płocku miałem ksywę Leon. W marcu 1968 roku pojechaliśmy z kolegami do Warszawy. Podczas manifestacji studenckich na Krakowskim Przedmieściu zostałem pobity, przed funkcjonariuszami MO ratowałem się ucieczką na dachy domów. Po skończeniu szkoły w 1968 roku rozpocząłem pracę przy budowie Petrochemii w Płocku. Dwa lata później zostałem dyscyplinarnie zwolniony z pracy za głośne wypowiadanie swoich negatywnych opinii o komunistach. Musiałem więc zmienić pracę. Wyjechałem do Kętrzyna i tutaj przez kolejne dwa lata pracowałem w Olsztyńskim Przedsiębiorstwie Zaopatrzenia Rolnictwa i Wsi w Wodę ELWOD.

Do 1976 roku byłem zatrudniony na stanowisku elektryka w Miejskim Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym w Giżycku. W tym roku przyjechałem do Dąbrowy Górniczej z żoną i córką i podjąłem pracę w Kombinacie Metalurgicznym Huta Katowice jako elektryk na wydziale E-52 (Sieci Elektryczne). Mieszkanie dostałem dopiero w 1979 roku. Było to tak: mieszkania przydzielały tzw. kolektywy, po długim oczekiwaniu na przydział w końcu poszedłem do szefa komisji. Powiedziałem mu, ze jeżeli teraz nie dostanę mieszkania, to idę ze skargą do sekretarza POP, który miał takie samo nazwisko – Kowalski. Powiedziałem, że to mój wujek, a szef w to uwierzył (był bezpartyjny). Dostałem ten przydział od razu.

W Hucie było coraz trudniej. W sierpniu 1980 roku wspólnie z Marianem Cabajem, Wieśkiem Bugno, Tadkiem Samkiem i Jankiem Runowskim postanowiliśmy na wydziale założyć NSZZ „S”. Przewodniczącym Komitetu Założycielskiego został Jan Runowski, który po wyborach opuścił nas na rzecz przewodnictwa w KZ „S” na E-52. W związku z jego odejściem z Huty Katowice nastąpiły zmiany w KZ, przewodniczącym został M. Cabaj, a po jego rezygnacji obowiązki przejąłem ja. Podczas sierpniowego strajku w 1980 roku odpowiedzialny byłem za utrzymanie ruchu elektrycznego w całej Hucie. Nie mogłem wraz z moimi współpracownikami przerwać pracy, mogliśmy tylko popierać strajk i to robiliśmy. Oczywiście byłem członkiem Wydziałowego Komitetu Strajkowego. Pełniłem funkcję łącznika pomiędzy WKS a Zakładowym KS.

Po podpisaniu Porozumienia Katowickiego było źle. W sklepach wszystkiego brakowało. Nie było towarów na pułkach ani pieniędzy aby cokolwiek kupić. Zarobki były takie, że ledwie można było przeżyć. Talony na żywność dostawali jedynie członkowie PZPR. Jeździliśmy po zakupy – głównie żywnościowe – do Katowic i nocą staliśmy w długich kolejkach. O stanie wojennym dowiedziałem się z TV rankiem 13 grudnia, byłem wtedy w domu. Po tej wiadomości pojechałem do pracy, chociaż planowo miałem nocną zmianę. Gdy przyjechałem do Huty, Zakładowy Komitet Strajkowy już funkcjonował, a ponieważ zakłady zewnętrzne pracujące na terenie Huty przyłączały się do strajku, to KS przekształcił się w Międzyzakładowy KS. Na naszym wydziale E-52 utworzyliśmy Wydziałowy KS. Byłem oczywiście jego członkiem. Po zabezpieczeniu rozdzielni pozostaliśmy na wydziale. Telefony były wyłączone, były trudności z łącznością z innymi wydziałami. Utrzymywaliśmy jednak łączność przez linię wysokiego napięcia, ale tylko do wtorku lub środy 16 grudnia, dokładnie nie pamiętam. Ponieważ przez trzy strajkowe dni mieliśmy telefony, dzwoniłem do wielu zakładów m.in. w Gdańsku i pytałem, jaka jest tam sytuacja. Dowiadywaliśmy się, że ludzie strajkują i że się nie poddają. Potem najprawdopodobniej na polecenie dyrekcji Huty to połączenie zostało zlikwidowane.

Wystąpiła potrzeba przewiezienia kilkunastotysięcznego nakładu wydania strajkowego „Wolnego Związkowca” wydrukowanego na terenie Huty oraz ukrycia go i zabezpieczenia przed zniszczeniem przez SB, uczestniczyłem w tym przedsięwzięciu. Przewieźliśmy cały nakład żukiem do stacji transformatorów, „WZ” został ukryty w rozdzielni. Tak się zdarzyło, że w tym czasie dyżur miał sekretarz POP wydziału E-52 i aby nas nie zdradził, ostrzegliśmy go dosyć stanowczo, że jeśli nas wyda to będzie z nim źle. Oczywiście później cały nakład „WZ” został stamtąd zabrany i rozkolportowany na wydziałach: Walcownie, Wielkie Piece, Aglomerownie oraz Wydział Mechaniczny. ZOMO od czasu do czasu wpadało na halę Wydziału Mechanicznego i robiło zamieszanie, hałasowali uderzając pałami o tarcze, a my śpiewaliśmy Hymn lub Rotę. Wtedy ZOMO się wycofywało. Podczas strajku nie było problemu z brakiem jedzenia. Kolejarze podesłali nam wagon kiełbasy salami, a ze Spółdzielni Rolniczej Promyk w Dąbrowie Górniczej przywieziono nam „wieprzaki”. Ludzie indywidualnie przynosili jedzenie. Z reguły poruszałem się w obrębie Walcowni i Hali Remontowej. Któregoś dnia słyszałem, jak ZOMO pałowało jednego z sekretarzy POP, innego dnia wpadło do Zakładu Automatyki Przemysłowej i wszystko zniszczyli. 23 grudnia po ogłoszeniu zakończenia strajku byłem w budynku dyrekcji. Opuściłem teren Huty boczną bramą. Nikt mnie nie zatrzymał i polami wróciłem do domu. Gdy sąsiadka spotkała mnie na klatce schodowej, zdziwiona zapytała: „to Pan żyje?” Jeszcze w czasie strajku sztandar NSZZ „S” Huty Katowice ukryłem w GSPB – Głównej Stacji zasilającej działki administracyjne. W 1983 roku delegacja pracowników HK, której byłem członkiem, zawiozła ten sztandar na Jasną Górę do Częstochowy i przekazała go o. Janowi Golonce, kustoszowi zbiorów sztuki wotywnej.

Potem nadal pracowałem w HK na E-52, wszyscy pracownicy utrzymania ruchu otrzymali karty mobilizacyjne. Zaraz po nowym roku w 1982 rozpocząłem działalność konspiracyjną. W ramach pomocy rodzinom internowanych i uwięzionych brałem udział w zbiórce pieniędzy. Jeszcze zimą, razem z Markiem Nowickim pojechaliśmy po ziemniaki do Kościoła św. Jakuba do Wisły Małej, położonej nad Zbiornikiem Goczałkowickim. Początkowo nie była to grupa zorganizowana. Wiosną w ramach już zorganizowanej grupy tzw. dąbrowskiej zaczęliśmy wydawać podziemnego „Wolnego Związkowca”. Grupę tworzyli: Marek Nowicki, Antoni Łopatka i Adam Łopatka, Ewa i Marek Linczowscy, Jerzy Kucharski, Danuta i Bartłomiej Królik. Wszyscy pisaliśmy artykuły, czasami dostarczał tekst ktoś z zewnątrz. Druk odbywał się najczęściej w mieszkaniu M. Nowickiego, drukowałem również ja i A. Łopatka. Działaliśmy w sposób dość prymitywny, taki jak w tamtym czasie stosowała większość podziemnych drukarń, tj. matryce białkowe, ramka, wałek, tusz. Były duże kłopoty z matrycami, brakowało także tuszu. Kolportażem zajmowali się wszyscy z grupy. „WZ” rozprowadzany był wśród pracowników Huty i Przedsiębiorstw wykonujących pracę na jej terenie. W Dąbrowie Górniczej na terenie mniejszych zakładów pracy i w środkach komunikacji miejskiej. Później dołączyli do nas Wiesław Żyła i Roman Kocot z Wydziału E-37. Dzisiaj wiem, że byli tajnymi współpracownikami SB: W. Żyła – TW ps. Paweł i R. Kocot – TW ps. Czesław. Grupa działała do zatrzymania i aresztowania Marka Nowickiego w sierpniu 1982 roku. Zaczęły się rewizje w domu, było ich kilka.

17 października 1982 roku po kolejnym przeszukaniu i znalezieniu nielegalnych ulotek zostałem zatrzymany i internowany. Przez dwa lub trzy dni byłem przetrzymywany w KM MO w Dąbrowie Górniczej, a następnie przewieziony do KW MO przy ul. Lompy w Katowicach. Posadzono mnie na krześle, siedziałem tam może godzinę, ale nikt się mną nie interesował. Wstałem i zacząłem spacerować. Drzwi były otwarte, postanowiłem więc uciec. Zszedłem na dół po schodach, ale zostałem zatrzymany i odprowadzony do celi, by mnie „nie kusiła ucieczka”. Wręczono mi decyzję o internowaniu. 9 grudnia dostałem decyzję o aresztowaniu na trzy miesiące. Oskarżony byłem o lżenie i wyszydzanie władz PRL. W proteście podjąłem głodówkę trwającą do wigilii Bożego Narodzenia. Byłem wtedy w KW MO przy ul. Lompy w Katowicach, a po nowym roku przeniesiono mnie do Aresztu Śledczego na ul. Mikołowską w Katowicach. W wigilię dostałem paczkę od żony. W styczniu 1983 roku zostałem zwolniony z pracy, a w marcu odbyła się rozprawa w Sądzie Garnizonowym w Katowicach. Byliśmy skuci, wożono nas po mieście by w końcu przywieźć nas na ul. Mariacką. Rozprawa trwała 3 dni. Na pytanie sędziego o co prosi oskarżony, odpowiedziałem ironicznie, że proszę o zwolnienie mnie, abym jeszcze trochę mógł popracować w ZMS. Byłem sądzony razem z: M. Nowickim, E. Wołowcem, M. Linczowskim, J. Stolarczykiem, M. Flaczyńskim i P. Sprychą (TW ps. Mateusz). 28 marca opuściłem areszt, byłem bez pracy. Po mojej interwencji i osobiście złożonej skardze do egzekutywy PZPR zostałem w kwietniu lub maju ponownie zatrudniony w Hucie Katowice. Na spotkaniu sekretarz zapytał mnie: „za co wyście siedzieli?”, odpowiedziałem mu: „za co ja siedziałem, to wy wszyscy wiecie, ale powiedz za co ty siedziałeś?” (był karany za jakiś występek, nie wiem dokładnie za co). Zostałem ponownie przyjęty do Huty, ale z zastrzeżeniem, że nie mogę w pracy kontaktować się z innymi pracownikami, gdyż moja osoba stanowi zagrożenie dla innych. Zostałem więc zatrudniony na samodzielnym stanowisku – dyżurny głównej stacji transformatorowej. W tej izolacji pracowałem do 2001.

Po wyjściu z internowania i podjęciu pracy przyłączyłem się zaraz do nielegalnej grupy, w której już byli m.in.: M. Nowicki, Mieczysław Zapora, Wiesław Bugno. Grupa zajmowała się kolportażem ulotek i prasy na terenie Huty, w blokach i na terenie całego osiedla. Materiały odbieraliśmy z piwnicy mieszczącej się przy ul. Cedlera w Dąbrowie Górniczej. Spotkania odbywały się w mieszkaniu M. Łowickiego, w Zagórzu lub w gospodzie. Planowaliśmy odbudowanie struktur związkowych i reaktywowanie „Solidarności”. W końcu w maju 1984 roku utworzyliśmy TKZ „S”. W grupie tej byli: Zygmunt Cieślicki, M. Nowicki, Aleksander Gągalski, Jan Ziętek, Jerzy Witaszczyk. W Hucie w tym samym okresie, tj. 1985-1988, działały jednocześnie dwa TKZy, drugiemu przewodniczył Janusz Ostrowski.

15 września 1988 roku na rozszerzonym zebraniu przedstawicieli NSZZ „S” Huty Katowice została wybrana Grupa Inicjatywna w składzie: Kimstacz Józef, Lorek Alojzy, Nowicki Marek, Czarnota Stanisław, Wsół Czesław, Dziadczyk Jan i ja – Kowalski Eugeniusz. Zadaniem naszej Grupy Inicjatywnej było zorganizowanie i przeprowadzenie wyborów na poszczególnych wydziałach do komisji wydziałowych oraz wybór delegatów na Walne Zebranie, na którym miał być wybrany Komitet Organizacyjny NSZZ „S” Huty Katowice. Członkowie Grupy Inicjatywnej mieli za zadanie obserwację i stwierdzenie legalności tych wyborów. Podczas tego spotkania podjęto decyzję o rozwiązaniu Tymczasowych Komisji Zakładowych „S” HK, a wszystkie sprawy związane z TKZ miały być załatwione podczas Walnego Zebrania Delegatów przez powstały Komitet Organizacyjny. Byli i tacy, którzy nie chcieli zgody i nie chcieli tego połączenia w jedną organizację, jednak zwyciężył rozsądek. 28 września 1988 roku z członkami Grupy Inicjatywnej z wyjątkiem Kimstacza przeprowadziliśmy tzw. rozmowy ostrzegawcze. Przeprowadziła je pani Kołek, wiceprokurator Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Górniczej. 12 października na moim wydziale E-52 odbyło się zebranie wyborcze, wybrano delegatów i Komisję Wydziałową. Powierzono mi funkcję przewodniczącego KW „S”. 28 listopada na Walnym Zebraniu Delegatów Huty Katowice została wybrana KZ NSZZ „S” HK w składzie: Z. Cieślicki – przewodniczący, M. Nowicki – wiceprzewodniczący, członkowie Prezydium: A. Gągalski, E. Kowalski, J. Witaszczyk, Cz. Zbroja, J. Ziętek. W skład KZ weszli również wszyscy przewodniczący Komisji Wydziałowych. 23 listopada na pierwszym zebraniu KZ zostałem szefem zespołu ds. socjalno-bytowych, później zostałem wiceprzewodniczącym KZ.

W latach 1986-1989 działałem w Klubie Inteligencji Katolickiej i współorganizowałem Duszpasterstwo Ludzi Pracy przy kościele św. Antoniego w Dąbrowie Górniczej. Uczestniczyłem w organizacji comiesięcznych mszy za Ojczyznę. Starałem się pomagać rodzinom uwięzionych pracowników Huty poprzez udział w zbiórkach pieniędzy, organizowanie pomocy żywnościowej, robieniu paczek.

W dniach 24-29 lutego 1989 roku uczestniczyłem jako delegat w II Zgromadzeniu Działaczy „S” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego w Ustroniu-Polanie. Zostałem członkiem Zarządu Regionu „S” na kadencję 1989-1993. W 1990 roku podczas III Wojewódzkiego Zjazdu Delegatów (Województwa Katowickiego) Regionu Śląsko-Dąbrowskiej „S” zostałem wybrany na delegata na II KZD w Gdańsku. Odbył się on 19-24 kwietnia 1990 roku i tam zostałem wybrany na członka Krajowej Komisji Rewizyjnej na kadencję 1990-1994.

W 1989 roku współzakładałem Dąbrowski Komitet Obywatelski i z jego listy w 1990 kandydowałem, z pozytywnym rezultatem, w wyborach samorządowych. Zostałem radnym miasta Dąbrowa Górnicza (1990-1994) i członkiem Zarządu Miasta, pełniłem też funkcje przewodniczącego Komisji Prawa i Samorządności. W tym okresie byłem jednym z inicjatorów powołania Straży Miejskiej w gminie, która jako jedna z pierwszych w województwie podjęła taką inicjatywę. Z naszej inicjatywy budynek KM PZPR został przekazany na siedzibę dla Urzędu Miasta. W 2001 roku wydział E-34 przekształcił się w odrębny zakład – Elektrociepłownię EC Nowa i od tego roku byłem elektroenergetykiem w EC Nowa. Przez cały czas jestem członkiem NSZZ „S”, w okresie 2007-2010 byłem wiceprzewodniczącym Zarządu Komisji Wydziałowej „S” w Elektrociepłowni wchodzącej w skład Międzyzakładowej Komisji MOZ „S” w ArcelorMittal Poland S.A.

Od lipca 2010 jestem już na emeryturze i wiem, że moja działalność w związku „Solidarność” będzie nadal trwała.

Dąbrowa Górnicza, 28 VII 2010

Opracowanie: Halina Żwirska