Relacja:Bernard Czernecki

Z Encyklopedia Solidarności

Tylko w Internecie.

Relacja ks. Bernarda Czerneckiego

7 II 2008

Strajk rozpoczął się kilka dni wcześniej, lecz ja odnotowałem ten fakt pod datą 18 VI 1978 w niedzielę. Górnicy nie zjeżdżają do pracy w kopalni Jastrzębie i Moszczenica. Pierwsza zmiana od G14 zjeżdża do kopalni Jastrzębie, ale pracy nie podejmuje. Druga zmiana od 14.00-22.00 w ogóle nie zjeżdża tylko prowadzi rozmowę z dyrektorem kopalni. Tak samo było na kopalni Moszczenica.

Górnicy chcą mieć wolne niedziele, ponieważ są zmuszani do pracy jak się tu mówi „na okrągło” tzn. od poniedziałku do niedzieli włącznie. Noce i dnie. Niedziele i święta. I to ich potwornie męczy. Chcą w niedzielę wypocząć. Chcą niedzielę świętować z rodziną i w rodzinie. Pragną oderwać się od ściany węgla, zdjąć robocze ubranie, włożyć świąteczny garnitur i z rodziną pójść do Kościoła, który zbudowali własnymi rękami, albo na spacer. Chcą być człowiekiem, nie tylko usłużnym robotnikiem. Nie chcą młodo umierać w kopalni, ani zostawiać w niej reszty zdrowia i sił. Polska mówi „Górnik to pan”, a to trochę nie tak. Jaki to pan, co od poniedziałku do piątku za grosze pracuje, a zachęcany nieetycznymi premiami pracą w sobotę i niedzielę zarabia. Żaden mi pan, zaharowany do końca, umiera przed sześćdziesiątką. Górnicy pracują i żyją pod ziemią, najciemniej jak można. Nic więc dziwnego, że dla nich to co jasne jest w kościele. I tęsknią za ciepłym, niedzielnym słońcem.

Na „bezczelny” protest górników, dyrektorzy kopalni „Jastrzębie” i „Moszczenica” odpowiadają represjami i szykaną. Górnicy przypominający katorżników podnoszą głowę, prostują plecy i mówią „nie”. Jeden wolny dzień w miesiącu, „nie”. Tak dalej być nie może. Głośniejszych w tym proteście przenosi się do gorzej płatnej pracy, z akordowej na dniówkową. 41 górników kopalni „Jastrzębie” znajduje się na liście wyrzuconych z pracy. Pięciu górnikom, uznanym za przywódców wręcza się dyscyplinarne zwolnienia „za nie zjechanie do pracy w niedzielę 18 czerwca 1978 roku i naruszenie w ten sposób podstawowych obowiązków pracy”.

Pokrzywdzeni szukają obrony i pomocy w Związku Zawodowym, ale okazuje się, to co wszyscy wiedzą: OPZZ to przedłużone ramię PZPR gotowe odcinać ręce robotników „podniesione na władzę ludową”. Nie znajdują zrozumienia u radców prawnych. Adwokaci nie podejmują się ich obrony; mówią, że „to sprawa polityczna”. Umywają ręce. Marksistowska teoria nakazuje nie wychylać się. Wobec tego przychodzą do księdza. Do kościoła. Czy stawanie w obronie pokrzywdzonych robotników jest polityką? Niektórzy tak sądzą. Ja nie. Jest to mój święty, duszpasterski obowiązek. Mogę to przypłacić więzieniem, może życiem? Św. Jadwiga, Św. Kazimierz byli z urzędu politykami i to nie przeszkadzało im w świętości. Nie wolno pozostawić, ani zdradzić biednych i pokrzywdzonych. A więc w Imię Boże!

Dzisiaj, w dniu 29.06.1978 r. mamy uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła. W ramach ogłoszeń duszpasterskich powiedziałem do parafian: „Po Jastrzębiu rozchodzi się wiadomość, że niektóre kopalnie zwalniają górników za to, że nie podjęli pracy w niedziele. Nie zjechali do kopalni na znak protestu. Są zmęczeni. To grozi wypadkiem. Chcą wypoczywać w niedzielę. Chcemy wiedzieć czy to jest skandaliczna prawda czy tylko plotka. Dlatego prosimy, aby zwolnieni zgłosili się na probostwo. Musimy wiedzieć ilu jest zwolnionych i za co. Jeśli to co pracownicy górnictwa mówią okaże się prawdą, poinformuję o tym ks. Biskupa Ordynariusza Herberta Bednorza, sekretariat Prymasa Polski ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego i sprawa pójdzie na szczebel rozmów Watykan-PRL. A gdy zajdzie taka potrzeba, to w jedną niedzielę w całym Jastrzębiu ogłosimy kolektę jako pomoc dla skrzywdzonych górników. Na każdej Mszy Św. niedzielnej i świątecznej jest szpicel. Nakazuje mu, by moje słowa, wszystko i dokładnie powtórzył tym, którzy go przysłali. Tam gdzie trzeba.

W poniedziałek 03.07 1978r. zwolnieni górnicy nadal pozostają bez pracy. Pięciu górnikom kopalni „Jastrzębie” i trzem górnikom kopalni „Moszczenica” nie cofnięto dyscyplinarnego zwolnienia. W niedzielę 9 lipca na wszystkich Mszach Świętych głosiłem Słowo Boże na temat: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście utrudzeni, a Ja was pokrzepię”. Było to słowo o górnikach, szczególnie tych pozbawionych pracy. Zaskakują nas te słowa Pana Jezusa skierowane do świata pracy; „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie”. Bo już przyzwyczailiśmy się, do słuchania innych słów” Po co ludziom potrzebny jest Chrystus? Po co kościoły, kiedy ludzie w niedzielę wolą pójść do pracy i zarobić. Po co komu dzwonią dzwony? Raczej ludziom potrzebne są fabryczne syreny! A tu Pan Jezus mówi do ludzi pracy: „Przyjdźcie do mnie”. Po każdym kazaniu miała miejsce scena wzruszająca do łez. Mam 24 lata kapłaństwa, ale coś podobnego nigdy mnie nie spotkało. Mężczyźni w długiej kolejce przychodzili do ambonki aby uścisnąć moją dłoń i dziękować za usłyszane Słowa. Następnego dnia wszystkich górników przyjęto z powrotem do pracy na starych warunkach. Dni zwolnienia zaliczono do bezpłatnego urlopu. Zwolnienia dyscyplinarne anulowano. Zwyciężył Cieśla z Nazaretu. A miejscowe władze zaczęły się liczyć z prostym klechą bez tytułów i kościelnych godności.

11 lipca we wtorek, pojechałem do Księdza Biskupa Herberta Bednorza przekazać mu wiadomości o wydarzeniach z ostatnich dni w Jastrzębiu. Wyszliśmy na ogród, gdyż Ksiądz Biskup jest świadom tego, iż w mieszkaniu ma założony podsłuch. Była godzina południowa. Gorące słońce schowało się za chmurę. Mówiłem Biskupowi o bogactwie wiary górników. Ich walce o wolną niedzielę i mojej posłudze względem nich. Biskup uważnie słuchał. Zatrzymał się i spytał: „A co górnicy mówią na to?” Odpowiedziałem mu na to: górnicy mówią o mnie „Mamy proboszcza z jajami”. Myślałem, że Biskup mnie zruga, tymczasem Ordynariusz wpadł w uniesienie i powiedział: „Ty, powtórz to jeszcze raz”. Moje słowa serdecznie go ubawiły. „To jak oni to mówią?” Odpowiedziałem: Mówią, „nasz proboszcz to jest chłop z jajami”. Biskup ściągnął brwi, ale twarz miał ciągle uśmiechniętą i zaczął mnie uspokajać. Mówił: „Ty nie możesz się tym gorszyć. Tak górnicy rozmawiają ze sobą. Ty ich możesz zrozumieć. To jest ich język.” Nagle spoważniał i spytał mnie jeszcze raz: „Ty , ale oni naprawdę tak mówią?”. Odpowiedziałem trzeci raz, że naprawdę tak mówią. Wtedy Biskup z całą energią rzekł: „To wiesz co ci powiem? W ich języku to znaczy więcej, niż honorowy górnik”. I to jest dla mnie najlepsze podziękowanie. Teraz wiem, że górnicy mają mnie za swojego.

17 lipca do Jastrzębia przybył Premier Jaroszewicz. Na kopalni „Borynia” rozmawiał z dyrektorami kopalń naszego okręgu, ich zastępcami i I sekretarzami partii. Rozmowa była krótka: dobrze obchodzić się z górnikami i nie prowadzić zajść. Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy jeszcze jeden owoc otwartego, odważnego mocnego głoszenia tego, co słuszne. Nigdy nie będę najemnikiem. Nigdy nie będę zasłaniał się milczeniem. Nie będę się lękał głosić Prawdy. Prawdą jest słowo Boże.

Różni mówcy z trybun i mównic wołają: „Kto ma prawo przemawiać w imieniu robotników?” I zaraz odpowiadają: „Tylko my. Sekretarze, dyrektorzy. Tymczasem Pan Jezus wszystkich robotników wzywa do siebie. Do nich przemawia. Bierze w obronę utrudzony lud i stwierdza: „Tylko we Mnie znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Czy Pan Jezus ma prawo tak przemawiać? Jezus może tak przemawiać, bo nie miał dyrektorskich dłoni, bo nie nosił w rękawiczkach rąk funkcjonariusza, ale miał ręce cieśli. Jego ręce były podobne do twoich rąk, bardzo spracowane, stwardniałe, sękate jak drewno. Jezus może przemawiać w imieniu Ludzi Pracy, gdyż znosił wszystkie ciężary wyrobników. Dla ludzi pracy Jego ręce zawsze są braterskie. Żeby Ludziom Pracy uświadomić ich wielką godność i wartość bez względu na to jaką pracę wykonują, On, Boży Syn, Bóg, klęka przed człowiekiem i nogi mu obmywa.

Jezus ma prawo w imieniu robotników przemawiać i Jezus może wzywać Ludzi Pracy do Siebie, gdyż był - jak to dzisiaj mówią - pracownikiem fizycznym, to znaczy był człowiekiem, który w pocie czoła zdobywa chleb. Ciężko pracuje, a za to otrzymuje dla siebie tyle, by nie umrzeć. Inni, otrzymują tyle, by mogli dobrze żyć. Przez egoizm, pychę, przemoc, niektórzy ludzie zdołali ujarzmić swoich współbraci i wyzyskują pracę ich rąk w imię szumnych, papierowych haseł. Wczoraj, były to ręce niewolników, wyrobników, pańszczyźnianych chłopów. Dzisiaj, są to ręce niewolników PGRów, wyrobników górników. Muszą zapracować na wszystkich funkcyjnych, którzy nie wykonują żadnej pracy. Wszystko to w imię papierowych haseł. W imię patriotyzmu, ale jakiego? W imię dobra ludzkości. W imię postępu i dobrobytu. Jak się to pięknie nazywa: Niedziela Planowa. Niedziela Czynu Społecznego. Niedziela Obywatelska. Niedziela Wydobywcza. Tylko nikt głośno nie powie, że panowie dyrektorzy i możni tego świata jeszcze raz podnieśli rękę na swoich braci, jak Kain na Abla. Praca dla innych jest jedną z najczęstszych form wyzysku człowieka przez człowieka. Górnicy dla kogo pracują? Dla Polski? Dla siebie? Czy dla brata? Zanim Cieśla z Nazaretu został sprzedany za trzydzieści srebrników, kupowano go za niską cenę pracy. A musiał na to się godzić, gdyż nie miał ziemi, która by go wyżywiła.

Z wami górnicy, robotnicy, postąpiono podobnie. Zabrano ci ziemię. Następnie zwerbowano cię do pracy w kopalni. Dano ci pracę i mieszkanie. Czy po to by tobie łatwiej było żyć? Okazuje się, iż po to, by zrobić z ciebie niewolnika i nad tobą zapanować. Bo tylko niewolnik musi pracować w niedzielę i święta. Bo tylko niewolnik musi stawać na baczność przed panem. Tylko niewolnik pozbawiony jest głosu, nie ma prawa. Tylko za niewolnikiem nikt się nie ujmie. Nie jestem gołosłowny, gdyż się okazuje, że niektórzy górnicy zostali dyscyplinarnie pozbawieni pracy dlatego, że zdobyli się na odwagę i nieśmiało powiedzieli, że chcą mieć wolną niedzielę dla dzieci, dla żony, popatrzeć na niebo, na kwiaty posiadane na działce. Za to dyrektor przykładnie ich ukarał i wypędził za bramę. By inni górnicy nie mieli odwagi mówić. By wszystkim zamknąć usta! My to skądś znamy. Wiemy kto dla przykładu kopał, bił, usta gipsował, wieszał i rozstrzeliwał, zakładał lokale i sklepy tylko dla Niemców.

Czy ja się nie boję tak mówić, czy mam prawo tak mówić? Nie boję się. I mam prawo tak mówić, gdyż jestem synem górnika. Mój ojciec 40 lat pracował w kopalni. Pod ziemią. W przodku. Na ścianie. Nie był urzędnikiem, ale górnikiem strzałowym, pracownikiem fizycznym i gdy trzeba było, brał udział w strajku okupacyjnym, głodowym. Zjechał do kopalni i tam podjął z innymi głodówkę. Nie robił tego tylko dla siedmiorga swoich dzieci, dla żony. Robił to dla dobra wszystkich ludzi pracy. Gdy była potrzeba nie milczał, lecz głośno mówił, a nawet swoją wolę z innymi manifestował. I żaden dyrektor kapitalista nie wyrzucił go za bramę.

Nie boję się tak mówić, bo Kościół na Śląsku to zna, że kapelan jest zawsze z robotnikami. Jest zawsze z ludem. Nigdy robotnika nie zdradził. Z robotnikiem cierpiał. Brał go w obronę. Dlatego na Śląsku robotnik nie odszedł od kościoła, ani od Pana Boga, ani od kapłana. Chociaż za takie przemówienia na rozkaz władz pruskich księża byli wysyłani na brandenburskie piaski, nie ulęknie się. Nie tylko się nie boję, ale myślę, że za to co mówię otrzymam pochwałę. Nasza prasa jest pełna pochwał dla księży, występujących w obronie zwalnianych z pracy robotników w Brazylii, Chile, Portugalii, Hiszpanii. A ja staję w obronie górników zwalnianych z pracy u nas, w Jastrzębiu i czekam na pochwałę. A może odznaczenie? Nadszedł dzień, gdy Cieśla z Nazaretu, okazał się obrońcą uciśnionych i nie mówił ale wołał: „Biada wam panom, bo macie już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz się śmiejecie, bo będziecie narzekać i płakać.” A jego słowa nie są potępieniem możnych, są wezwaniem do nawrócenia. Myślę, że pan dyrektor zrozumie. Zreflektuje się i zmieni decyzję, bo nie będzie chciał ściągać na siebie gniewu robotników. Chyba nie chce złej sławy.

Jezus objął miłością i błogosławieństwem zmęczonych przymusową pracą, wyzyskiwanych, źle opłacanych. Wszystkie rany i blizny pracujących braci, wypadki przy pracy, upokorzenia. Żony, dzieci i matki. I mówi: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście utrudzeni, umęczeni a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Amen.”

Pod datą 2 czerwca 1979 roku, a było to podczas pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II w Ojczyźnie, odnotowałem: „Wigilia Zstąpienia Ducha Świętego. O godzinie 10.07 samolot włoskich linii lotniczych jak wielki biały ptak siada na lotnisko w Warszawie. Ojciec Święty Jan Paweł II w Polsce. Łzy radości. W drzwiach samolotu ukazuje się Papież – Pielgrzym. W całej Polsce rozkołysały się dzwony i przekazują sobie tę historyczną chwilę. Namiestnik Chrystusa stanął na polskiej ziemi. Piotr naszych czasów schodzi po schodach samolotu, klęka, pochyla się i całuje ojczystą ziemię jak matkę. Biało-czerwone kwiaty przyjmuje ze czcią. Dzień jest upalny, piękny, pogodny. W Polsce dzisiejszy dzień jest wolny od pracy. Tylko nie na Śląsku. Śląsk musiał pracować. Tak zarządził I sekretarz komunistycznej partii w Katowicach, Zdzisław Grudzień. Urlopy zostały zawieszone. Tylko Śląsk został potraktowany tak, jakby nie był polski. W czasie powitania Ojca Świętego na Okęciu, Śląsk był pozbawiony prądu i nie mógł oglądać tej historycznej godziny na żywo w telewizji. Jakby tego było mało, aktyw partyjny w imieniu załóg kopalni, hut, fabryk, zakładów pracy, szkół, biur wysłał telegramy i listy do Ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, do Episkopatu, do bpa Herberta Bednorza, że robotnicy i mieszkańcy Śląska, nie chcą u siebie Papieża. To jest obelgą. Okrutnym kłamstwem i nadużyciem. Następnego dnia, w Niedzielę Zstąpienia Ducha Świętego, 3 czerwca 1979 r wygłosiłem w kościele odpowiednie słowo... Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Słowa wygłoszone w kościele w ramach ogłoszeń – fragmenty.

„Człowieku ciężkiej pracy! Co z tego, że partia komunistyczna ma w tytule robotnicza? Co partia z ciebie zrobiła? Nieboraka. Traktuje cię jak najtańszą siłę roboczą. Zrobiła z ciebie niewolnika. Dała ci mieszkanie i pracę, ale odebrała ci godność i sięga po twoją duszę. Nikt nie pyta ciebie o zdanie, tylko w twoim imieniu podpisuje się najhaniebniejsze telegramy i listy protestacyjne. Skompromitowano twoje dobre imię przed Polską i światem. Ojczyzna już wie, a świat się dowiaduje, że mieszkańcy Śląska nie chcą u siebie Papieża-Polaka. Kto ma prawo tak okrutnie kłamać. Tak boleśnie ranić i zniesławiać Śląsk i jego mieszkańców, którzy jedenaście lat tak serdecznie jak nikt i entuzjastycznie witali księdza kard. Karola Wojtyłę na pielgrzymkach Ludzi Pracy w Piekarach.

Ludzie ciężkiej pracy! To w waszym imieniu wysyłano telegramy do Episkopatu. Do ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, do ks. bpa Herberta Bednorza o treści: „Nie chcemy Papieża na Śląsku”. Nie chcesz Papieża? Naprawdę? Nie chcesz przyjąć Największego Syna Polski, który wprawia w podziw cały świat? O którym brat Roger powiedział: „Przez tego Wielkiego Papieża, Polska stałą się światłością dla świata. Przez tego Wielkiego Polaka, idzie odrodzenie świata i Kościoła.”

Teraz zwracam się do aktywistów: „I ty aktywisto złożyłeś swój podpis pod słowami: „Nie chcemy Papieża na Śląsku” i nie uschła ci ręka? Tłumaczysz się, że ci kazano, a ty jesteś w dozorze i bałeś się, że człowiek z legitymacją będzie na ciebie patrzył złym okiem? I ze zwieszoną głową to podpisałeś. Bo jesteś nauczycielem i przyzwyczaiłeś się do dyktanda? A gdzie sumienie? „Nie chcę Papieża”. Ale wyciągnięty z zakładu pracy, Chruszczowa, Breżniewa, Święto Trybuny Robotniczej będziesz witał! Z Coca Colą, bułką i kiełbasą w ręce. Coś ty pozwolił z siebie zrobić?

Nikt nie szanuje twojej godności. W oczach czerwonej burżuazji już przestałeś być człowiekiem. Jesteś tylko kopidołem, kopiącym własny grób. Jastrzębie to jedna, wielka, górnicza rodzina. Zwróciłem się z prośbą do kopalni by ich autobusy, za opłatą przewiozły górników na spotkanie z Papieżem Robotników. Z Papieżem, którego okupant zmusił do niewolniczej pracy w kamieniołomach. Nie otrzymałem zgody ponieważ ucierpiałaby produkcja. Już w Starym Testamencie czytamy, że zwierzęta wół i osioł miały prawo do odpoczynku, do dni wolnych od pracy. Ty nie zasługujesz na dzień urlopu by się spotkać z Papieżem Polakiem bo ucierpi produkcja. Człowiek się nie liczy, tylko norma. Ta produkcja, która pali się na hałdach. Ciebie nie stać aby za trzydzieści tysięcy złotych pojechać do Rzymu na spotkanie z Janem Pawłem II. Tymczasem zachodnia prasa podaje wiadomość pod tytułem: „Czerwony hrabia bawi się w Paryżu”, że syn polskiego wysokiego urzędnika państwowego dwa dni hulał w hotelu w Paryżu, za co zapłacił trzydzieści osiem tysięcy dolarów. Twoi partyjni przełożeni uznali, że jesteś niegodny oglądać przybycia Ojca Świętego do Ojczyzny nawet w telewizji i wyłączyli prąd. Nas wszystkich potraktowano jak dziurawy garnek wyrzucony na śmietnik.

Ty jesteś przeznaczony do ciężkiej, niewolniczej pracy. Stoisz nie jak człowiek w beznadziejnych kolejkach i upokorzeniach po wolną niedzielę. Po nadrobiony wolny dzień. Po przysługujący urlop. A wszystko po to, byś się zmęczył, zniechęcił i przestał upominać się o własne prawa. Na kopalni widzisz zdemoralizowanie tych, którzy cię uczą socjalistycznej pracy i moralności oraz kryminalne marnotrawstwo.

Dzisiaj obchodzimy uroczystość Narodzin Kościoła. Duch Święty zstępuje na Kościół, Jezus nazywa go Duchem Prawdy i Pocieszycielem. Zapewnia nas, iż Duch Święty zostaje z nami do końca wieków. Z chwilą przybycia Jana Pawła II do Ojczyzny jesteśmy świadkami narodzin nowego Kościoła w Polsce. Anieli grają i śpiewają. Czerwone króle witają. Bydlęta klękają. Cuda się dzieją. Trzydzieści pięć lat czekaliśmy, aby na Placu Zwycięstwa stanął krzyż. A pod krzyżem, obok Matki Bożej stanął Papież Polak i wołał do Pana w imieniu Narodu: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.” (koniec cytatu)

Spotkanie Ojca Świętego z Ludem Bożym Śląska i Zagłębia miało miejsce w piątym dniu papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny, 6 czerwca 1979 roku w Częstochowie. To było oblężenie Jasnej Góry. Ślązacy przyszli z pieśnią i orkiestrami. Chociaż tłum był niezliczony, wszędzie panowała dyscyplina, pobożność i radosna powaga. Najbardziej cieszyli się górnicy w galowych mundurach i kolorowych pióropuszach. Bp katowicki Herbert Bednorz przypomniał związki Ojca Świętego z mieszkańcami Śląska i Zagłębia i jego kazania głoszone na pielgrzymkach w Piekarach Śl. Biskup ze zgromadzonym Ludem Bożym, pozdrowił też Papieża śląskim zwyczajem, trzykrotnym Szczęść Boże.

W czasie Mszy Świętej dla wiernych Śląska i Zagłębia w procesji z darami branżę górniczą reprezentowali górnicy z Jastrzębia, z naszej parafii. Delegację stanowili wybrani górnicy – sztygarzy. Przed wyjazdem na Jasną Górę odbyłem z nimi spotkanie, jak się odnosić do Ojca Świętego, jak się w jego obecności zachować. Byli naprawdę eleganccy. Przystojne chłopy. Ojciec Święty patrzył na nich z ciekawością. Widać było, że sprawiają mu dużą radość. Przyjmował dary w milczeniu. Z nikim nie rozmawiał, ale bardzo uważnie przyglądał się każdej delegacji. Po skończonej Mszy Świętej przed odlotem do Krakowa, Ojciec Święty prosił zgromadzonych, aby pozostali na swoich miejscach, bo z góry, z helikoptera chce zobaczyć oblężenie Jasnej Góry.

Niedziela 10 czerwca 1979 roku. Dziewiąty dzień pielgrzymki Jana Pawła II. Kraków . Błonia krakowskie. Spodobali się Ojcu Świętemu nasi rasowi górnicy i na Jego prośbę uczestniczyli w pontyfikalnej Mszy Świętej na Krakowskich Błoniach. W procesji z darami ofiarnymi znów reprezentowali cała górniczą brać. Ponieważ w Częstochowie Papież z delegacjami nie rozmawiał, tym razem w delegacji byli prości, dołowi górnicy, wyjątkowo zasłużeni dla naszego kościoła, który jest w budowie. Wśród nich był Jasiu Czerwionka, silny i wyjątkowo pracowity. Ma brzydką wadę. Wszyscy o tym wiedzą. Nawet Biskup Bednorz. Jasiu mówi kuchenną łaciną, seriami. Po ludzku mówi gdy się pomyli.

Rozpoczęła się Msza Święta, a gdy zbliżyło składanie darów ofiarnych górnicy podeszli do Ojca Świętego. Prezentowali się wspaniale. Tu czekała mnie niespodzianka. Nie wierzę własnym oczom, krew uderza mi do głowy, na czole czuję zimny pot! Ojciec Święty przygarnął do siebie Jasia i długo rozmawia. Potwornie się bałem, że jak Jasiu wyjdzie z wiązanką do Papieża to skompromituje górników a Ojcu Świętemu przestanie smakować modlitwa tej Mszy Św. Serce waliło jak młot, myślenie trzeszczało. Nie mogłem doczekać się końca wspaniałej uroczystości. Wreszcie jest Jasiu, uśmiechnięty, radosny, niezwykle zadowolony. Rozkłada ręce i z daleka do mnie woła: „Szefie! Nie zabluźniłem, ani jeden raz. Ale szef nie wie, ile mnie to kosztowało”. Od razu pytam: Ja”siu, możesz mi powiedzieć o czym rozmawiałeś z Papieżem?” Odpowiedział” „Jasne, że mogę. No co jo se z Ojcem Świętym pogodoł! Jo żech Mu pedzioł tak: Ojcze Święty! Wy wiecie, jak my Wos kochomy. Życie za Wos domy. Tak my Wos serdecznie w Piekarach zawsze przyjmowali. I teraz bardzo my Wos chcieli witać i gościć na Śląsku i zaś razem się cieszyć. Ale wiecie kto Wos nie chciał? Ten strzyżony na jeża December Palas. No, ten Grudzień. I za nos wysyłał telegramy przez swoich pachołków, że my na Śląsku Wos nie chcemy. To nie jest prowda. To jest cygaństwo i my Wos za to przeproszomy.” Od prostego górnika Jasia Ojciec Święty dowiedział się nagiej prawdy. Dziękujemy ci Jasiu. Jeżeli Jasiu będzie modlił się na różańcu, który otrzymał od Papieża, to w niebie otrzyma nagrodę większą niż denara.

W czwartek 28 sierpnia 1980 r. odbyła się pielgrzymka wszystkich kapłanów i kleryków diecezji katowickiej do kościoła Św. Jana Nepomucena dla uczczenia 250 rocznicy kanonizacji Św. Jana. Zaproszono całą parafię. Uroczystość zaczęła się o godzinie 10.00. Obecnych było 500 kapłanów, z tego 350 brało udział w koncelebrze. Wszyscy biskupi katowiccy oraz 200 kleryków. Byli to pierwsi pielgrzymi w naszym kościele. Od godz. 8.00 na ulicach miasta rozstawiono ministrantów, którzy trzymali kierunkowskazy pokazując drogę do kościoła. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu milicja przygotowała parkingi w pobliżu kościoła i bardzo sprawnie kierowała ruchem w czasie przybywania pielgrzymów.

Uroczystość zaczęła się przed kościołem, przy kapliczce Św. Jana Nepomucena. Kapłani na swoje ramiona wzięli figurę Świętego Nepomucena i z modlitwą różańcową w procesji przeszli dookoła całego obiektu. Słowa powitania wygłosiłem ja, jako proboszcz parafii. Konferencję ascetyczną wygłosił Ks. Bp. Ordynariusz Herbert Bednorz. Rozważania-referat skierował do pielgrzymów Ks. dr Edward Wieczorek, proboszcz parafii Olza, który napisał pracę doktorską na temat Św. Jana Nepomucena i jego okrutnej, męczeńskiej śmierci. Po Mszy Św. księża dziekani i proboszczowie przedstawili obecnym rozmowy jakie przeprowadzili z dyrektorami wielu kopalń, wstawiając się za górnikami. Bo górnicy stali się niewolnikami pracy. Nie mają wolnych nawet niedziel. Cała ostatnia część pielgrzymki była poświęcona duszpasterstwu robotników, szczególnie pracy górników.

Przytoczę tekst mojego powitalnego przemówienia: „W imieniu całej parafialnej wspólnoty z wielką radością witam pierwszych pielgrzymów w naszym kościele, poświęconym Św. Janowi Nepomucenowi. Witam pierwszego pielgrzyma ks. bpa Ordynariusza Herberta Bednorza, który od samego początku niestrudzenie z naszymi górnikami to Boże dzieło dźwiga. Witam księży Biskupów Pomocniczych, Waszej wspólnocie są dobrze znani, choćby ze sprawowanych pasterek. Prawdziwych pasterek, bo w polu, pod gołym niebem, na mrozie, pod gwiazdami. Tym, którym liczba naszych dzieci nie raz dała się we znaki przy udzielaniu sakramentu bierzmowania. Witam wszystkich kapłanów i kleryków. W tych szeregach wyróżniam i z wdzięcznością wspominam tych kapłanów, którzy jeszcze jako dziekani Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego odwiedzali rodziny naszego miasta w okresie kolędy i w mieszkańcach budzili zapał oraz entuzjazm dla pracy przy wznoszeniu tej świątyni i pomagali budować parafię. Witam cały zgromadzony tu Boży Lud stanowiący wspólnotę Jastrzębia. Kościół, w którym się znajdujemy jest poświęcony świętemu kapłanowi, męczennikowi Janowi Nepomucenowi, od którego i przez którego w Jastrzębiu wszystko się zaczęło.

Spotkanie całego prezbiterium kościoła katowickiego w tym miejscu, stanowi wielką chwilę dla górniczego Jastrzębia, dla naszej tworzącej się wspólnoty. Jest to dla nas wielka chwila, gdyż uświadamia nam przebytą drogę. Długą, daleką drogę, przebytą w krótkim czasie. Jeszcze cztery lata temu było to duszpasterstwo uliczne. Na niedzielną eucharystię gromadziliśmy się w szczerym polu. A dzisiaj w tych surowych, ale nienajgorszych warunkach możemy już gościć pielgrzymkę tak liczną i kapłanów i kleryków na czele z księżmi biskupami. Spotkanie księży w tym kościele jest ważną i wielką chwilą dla wszystkich obecnych tu kapłanów. Wielką ze względu na postać świętego kapłana męczennika Jana Nepomucena. Wielką, gdyż w historię naszego kościoła i parafii, w historię tych murów wpisało się wielu kapłanów, często emerytów i liczne parafie całej diecezji. Jest to okazja, by Wszystkim Wam wyrazić wdzięczność i pokazać, że nie zmarnowaliśmy Waszych ofiar. Ale wielką przede wszystkim dlatego, że tu można naocznie się przekonać, iż na mieszkańców nowych miast, osiedli i bloków, że na braci górników i robotników, także tych górników w pierwszym pokoleniu, Kościół może liczyć i kapłani mogą liczyć. Oni są z nami. I my musimy być z nimi. Braci robotników, górników żaden kapłan nie może zdradzić w walce o należne im prawa. Proszę dobrze przyglądnąć się tym murom, ponieważ w tych murach, betonach jest zawarty pot czoła i wielki trud naszych górników, ich żon, a czasem nawet dzieci. Wszystko, co tu widziały oczy Wasze i co oglądają, wykonali sami górnicy, po ciężkiej pracy w kopalni. Społecznie. Z miłością. Nie otrzymali za to ani grosza. I w tym tkwi wartość tego dzieła. Na tym miejscu łatwiej Wam uświadomić sobie, że tak buduje się wszystkie kościoły w naszej diecezji. Ten kościół jest autentycznym symbolem pracy i wiary polskiego górnika, który wydobywając skarby ziemi, nie zapomina o ważniejszych skarbach ducha. Ten kościół jest darem Boga, który jest Ojcem wszystkich ludzi. Jest darem dla Chrystusa, który w Jastrzębiu był bezdomny. Jest darem dla Matki Kościoła. Bo człowiek wyrwany z własnego środowiska i rzucony w tę pustynię betonu, potrzebuje ciepła serca Matki. Jest darem dla Kościoła, dla św. Kapłana Jana Nepomucena. Cieszymy się bardzo, że w tych chłodnych betonach, możemy zapewnić pielgrzymce kapłanów, parę godzin spokojnej modlitwy. A gdy już nasze ciało osłabnie, wtenczas zapraszamy wszystkich kapłanów i kleryków do stołu na probostwie i w salkach katechetycznych. Bo górnicy to ludzie nie tylko twardych rąk i twardej wiary. To ludzie wielkiej dobroci. Wielkiego, czystego serca. Wielkiej miłej gościnności.”

Po pielgrzymce wszyscy uczestnicy zostali nakarmieni doskonałym bigosem i świeżym, pachnącym chlebem z prywatnej piekarni. Ciastka i lody dla uczestników były darem serca, który ofiarował nam Jerzy Mańka z Jastrzębia wraz z rodziną. Obsługę stanowiły nasze parafianki. Bigos przygotowała kuchnia Ogródków Działkowych.

Tego samego dnia o godzinie 22.00 zaczął się strajk. Jest to wiadomość nie do wiary. Jaki wpływ na to wydarzenie miała pielgrzymka kapłanów i w jakim stopniu przyczyniła się do przełamania bariery strachu, trudno powiedzieć. Pierwsza stanęła Kopalnia Węgla Kamiennego „Zofiówka”, teraz nazwana „Manifest Lipcowy”. Górników do strajku poderwał Stefan Pałka. Ciekawe, jaka będzie odpowiedź władz? Zaczynają się dramatyczne dni. Czy zakończą się masakrą jak w Poznaniu, na Wybrzeżu czy na Węgrzech?

Jest czwartek. Jeszcze nie ochłonęliśmy z pielgrzymkowych wrażeń a już nowa , paraliżująca wiadomość. Strajk. W państwie socjalistycznym. W ludowej demokracji. Już wczoraj i dzisiaj stanęła autobusowa komunikacja w naszym mieście. Do pracy nie przyjechali górnicy dowożeni z dalszych miejscowości. Młodzież nie miała czym udać się do szkół. Wiedzieliśmy, że coś się dzieje. Jednak nikt nie przypuszczał, iż jest to wstęp do strajku na kopalniach.

Wybrzeże strajkuje już dwa tygodnie i komunistyczne władze nie chcą rozmawiać ze stoczniowcami. Górnicy zrozumieli, że jeżeli nie wesprą braci robotników z Wybrzeża, władze są gotowe krwawo ich stłumić. Są przecież zamknięci w jednej stoczni. Pacyfikować siedemdziesiąt kopalni to już całkiem inny problem. Górnicy zdecydowali solidaryzować się ze stoczniowcami. Na szybach, wieżach i bramach kopalni powiewają biało-czerwone flagi. Ludzie z biało-czerwonymi opaskami na rękawach strzegą wejść. W mieście obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu.

Następnego dnia - to był piątek - na kopalnię „Manifest Lipcowy” przyjechał wiceminister Aleksander Kopeć. Jest godzina 8.30. Trwają rozmowy dyrektora kopalni z górnikami. Wszystko słychać przez głośnik. Najwięcej mówi Stefan Pałka. Stawia sprawy zdecydowanie i ostro. Dyrektor Duda twierdzi, że tylko „Manifest Lipcowy” strajkuje. Inne kopalnie fedrują. W tym momencie na cechownię weszła delegacja kopalni „Borynia”. Okazuje się, że i tam strajkują już od godziny 24. Przez głośnik słychać radosne „hura!” Górnicy i ludzie pod bramą śpiewają: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Rozmowy zostały zerwane.

Około godziny 11.00 na „Manifest Lipcowy” przybyła delegacja kopalni „ZMP Żory”. Pada propozycja by utworzyć Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. W strajku są już wszystkie kopalnie Jastrzębia: 1 Maja, Moszczenica, Jastrzębie, Pniówek. Górnicy sporządzają czarną listę ludzi, których należy usunąć z kopalń. Najbardziej nielubiany przez górników jest dyrektor kopalni Manifest Lipcowy p. Duda. Partyjny karierowicz, czerwony charakter. Po prostu zły człowiek. Poniewiera ludźmi. Dla niego górnik to nie człowiek, to nierób, to kopidół, z którym nie należy się liczyć, warchoł. To jest opinia górników o nim, a nie moja. Sztygarów i inżynierów nazwał osłami. Kazał im zamówić wagon siana, będzie ich karmił. Jest bezgranicznie ordynarny.

30 sierpnia do Jastrzębia nawieźli bardzo dużo milicji. Gdzie tylko spojrzeć, na wszystkich skrzyżowaniach i ważniejszych punktach miast, a także wokół kopalń rozmieszczono radiowozy. Radio mówi, a telewizja też pokazuje fedrujących górników, wykonujących plany. Nic o strajku. Tego górnicy domagali się najbardziej - żeby w Dzienniku Telewizyjnym na całą Polskę dać informację, że górnicy solidaryzują się ze stoczniowcami i podjęli strajk. Nie udało się tego uzyskać, bo takiej informacji władze bały się jak diabeł święconej wody. Chyba wciąż jeszcze myślano o rozgromieniu siłą strajków na Wybrzeżu. Na mieście jest dużo ulotek przeciwko strajkowi. Apel do żon, aby wyciągały mężów ze strajku. Jest w nich mowa o surowych konsekwencjach. Podpisał je I sekretarz Malik. Dyrektor kopalni Manifest Lipcowy Duda nakazał dziewięćset porcji zupy wylać do kanału. Kobiety pracujące w kuchni tego rozkazu nie wykonały i powiadomiły o tym Komitet Strajkowy.

W niedzielę 31 sierpnia już wychodziłem z Mszą Świętą do ołtarza, gdy przybiegli posłańcy, wśród nich Jan Bożek, z pytaniem, co mają robić. Strajk się łamie. Ludzie siedzą i nic nie robią. Są coraz bardziej rozdrażnieni. Zagranica milczy o strajkach górników. Radio i telewizja nawet jednym słowem nie wspominają, że stoją kopalnie. Na kopalniach coraz więcej prowokatorów i szpiclów. Na znak, iż nie są prowokatorami, z butów wyciągnęli biało-czerwone opaski z pieczątką Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Odpowiedziałem krótko z natchnieniem Ducha Świętego, że należy od zaraz przejść na strajk okupacyjny. Zamknąć kopalnię przed ludźmi niepożądanymi.

Po Mszy Św., którą koncelebrowałem z ks. Adamem Drożdżem powiedziałem do ludzi, dlaczego górnicy strajkują, że nie chodzi o pieniądze, o poprawę zarobków, bo górnicy nieźle zarabiają. Za to inni Polacy nie mają co jeść. Rolnicy godzinami stoją w kolejkach po własny chleb. Robotnicy poza górnictwem mają bardzo słabe zarobki, a żywność drożeje. Górnicy mają też swoje powody do strajku. Nie chcą być niewolnikami pracy. Mają swoją godność. Chcą wyprostować zgięte plecy. Chcą, aby szanowano ich samych oraz ich pracę. Aby nie marnowano ich dorobku. Upominają się o wolne od pracy niedziele i święta. Za czyje grzechy górników zmusza się do pracy w piątek i świątek? Pracują w dzień i w nocy bez wytchnienia. Na bramach kopalni brakuje tylko napisu „Arbeit Macht Frei” – praca czyni człowieka wolnym. W innych krajach socjalistycznych robotnicy mają wolne soboty i niedziele. Górnicy nie chcą, by ich jak niewolników kupowano za pieniądze. Chcą sumiennie pracować od poniedziałku do piątku za uczciwe wynagrodzenie. Dziękują za wysokie premie za pracę w niedziele. Nie chcą ich. Dotąd górnik nie otrzymywał wolnej niedzieli na własny jubileusz małżeństwa, na chrzest dziecka, bądź na uroczystość I Komunii. Śląsk nie może czekać z założonymi rękami, aż Wybrzeże wywalczy ludzkie warunki pracy i życia. Co, niech oni tam się narażają, a my będziemy korzystać? To nie jest chrześcijańska postawa. To nie jest postawa patriotyczna. Moje słowa raz po raz nagradzano burzliwymi oklaskami. Następnie poinformowałem zebranych, że kopalnie od dzisiaj przechodzą na strajk okupacyjny. To znaczy, że nie wrócą do domu. Zastaną na kopalni, ponieważ mnożą się prowokacje. Jest chłodno. W tej sytuacji strajkującym należy podać ciepłą odzież i ciepły posiłek. Dodałem też, że jeżeli górnicy poproszą, jestem gotów na każdej kopalni odprawić Mszę Św. A jeżeli zechcą, zostanę z nimi na kopalni. Podobne słowa wygłaszałem po każdej Mszy Św. a wikariusze ubrani w komże i stuły otaczali ołtarz na znak solidarności ze strajkującymi i ze mną.

Od razu na kopalnie ruszyły procesje. Wyruszały żony z dziecięcymi wózkami, dzieci z mamtkami. Wszyscy nieśli ciepłą odzież, koce, strawę. Informowali o tym, co przeżyli w kościele. Już po południu zgłaszali się górnicy z prośbą o obraz lub figurę Św.Barbary, i Mszę Św. Jeszcze dzisiaj były Msze Św. Na kopalni „Borynia, „Manifest Lipcowy”, „1 Maja”. Tego duchowego wsparcia, nie wolno nam było odmówić. Górnicy nas nie opuścili w walce o budowę kościoła. Teraz my kapłani nie możemy pozostawić ich samych w walce o ich prawa i przemiany w Polsce. To byłaby zdrada. Tym bardziej, że sytuacja strajkujących była bardzo trudna. Ludzie bali się represji. Czuli też ciężar odpowiedzialności za strajk obejmujący wciąż następne kopalnie. Ogarniał ich lęk, że bez religijno-moralnego wsparcia Kościoła ich słuszne żądania słuszne żądania jeszcze raz nie zostaną wysłuchane do końca, a ich zbiorowy protest kolejny raz zakończy się niepowodzeniem. Środki przekazu dalej milczą o strajkach w kopalniach. Zagranica tez milczy. Oczy Polski i świata wciąż są skierowane w stronę Wybrzeża. Górnikom pozostał tylko „kościół na górce”.

Mimo usilnej prośby górników, nie wpuszczono księży na kopalnię „Jastrzębie” i „Moszczenica” i tam dzisiaj nie było Mszy Św. Powołano się na rzekome głosowanie załogi. Jak się wkrótce okazało, w tym głosowaniu nie uczestniczyli zainteresowani górnicy, tylko tak zwany „aktyw”, czując, iż na tych kopalniach strajk jest bliski załamania. Nadeszła też bardzo smutna wiadomość. Na kopalni „Halemba” zginęło ośmiu górników w tragicznym wypadku pod ziemią. Ludzie są bardzo zmęczeni. Pracują nawet w niedzielę i święta. Tam jeszcze nie strajkują.

Przybywający na kopalnie księża, byli witani oklaskami i okrzykami radości: „Księża z nami”, „Kościół z nami”. Nie sposób tak na gorąco opisać ołtarzy polowych w kwiatach jak na Boże Ciało. Oświetlonych i nagłośnionych. Dużo spowiedzi. Górnicy spowiadają się klęcząc na gołej ziemi. Załogi są niesłychanie zdyscyplinowane. Niesamowity widok stanowiły zwarte szeregi górników, w czarnych roboczych ubraniach. Potężna, czarna ściana, której nikt nie da rady ruszyć, rozbić, obalić, wywrócić. Wielka chwila. Na naszych kopalniach dotąd nigdy Mszy Św. nie było. Wstrząsające wrażenie. Nie ma twardzieli. Wszyscy płaczą i nikt się tego nie wstydzi. Tylko dzisiaj rozdaliśmy górnikom 1.700 różańców już przygotowanych dla dzieci pierwszokomunijnych, by w październiku je poświęcić i wręczyć. Otrzymali je strajkujący. Oczywiście była to kropla w morzu potrzeb Wiele tych różańców z własnoręcznie wygrawerowaną datą Mszy Św. strajkowej, stało się dla szczęśliwych posiadaczy najdroższą pamiątką. Ponadto strajkujący otrzymali tysiące obrazków Matki Boskiej Częstochowskiej i obrazki z wizerunkiem Jana Pawła II. Późnym wieczorem na probostwo przybyli górnicy kopani „Moszczenica”. Jutro rano chcą mieć Mszę Św. u siebie. Komitet Strajkowy zwrócił się do górników, by każdy osobiście się wypowiedział czy chce mieć Mszę Św. na kopalni. Okazało się, iż przeciwników nie ma.

1 września w poniedziałek odprawiłem Mszę Św. na Szybach Zachodnich kopalni „Moszczenica”. Na wejście górnicy śpiewali „Boże, coś Polskę”. W homilii nawiązałem do słów Ewangelii Św. Mateusza 11.25-30. „Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Jezus stwierdza, że to co ma do powiedzenia, bardziej będzie zrozumiałe dla ludzi prostych, niż uczonych. Zgodnie z takim poglądem swoimi uczniami uczynił Jezus rybaków, którzy choć mieli dobrą pracę, nie byli wykształceni. Przez trzydzieści lat Jezus z Nazaretu stawał przy warsztacie cieśli i doświadczał trudu zarabiania na życie i troski o chleb na dzisiaj. Idąc po tej samej linii, dzisiaj wybrał Jezus na swoich uczniów Was, górników, stoczniowców, polskich robotników. Was, którzy jesteście poniżani do samej ziemi. Wam zleca gigantyczne zadanie: zmienić ten zmurszały świat. Macie odrzucić walkę klas. Przypomnieć ludziom, że jesteśmy braćmi, bo Bóg jest naszym Ojcem. Jezus dzisiaj do Was mówi: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja Was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili, aby owoc Wasz trwał”. W ubiegłym roku na Placu Zwycięstwa w Warszawie przeżyliśmy takie chwile jak dziś na kopalni. Wtedy Ojciec Święty się modlił: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.” Dziś Pan Bóg spełnia to wołanie. Dziś przez Was odmienia się oblicze tej ziemi. Śpiewajmy tak, jak na Placu Zwycięstwa śpiewał lud: „My chcemy Boga”. Dzisiaj oczy świata są znów zwrócone na Polskę. A cieśla z Nazaretu wybrał właśnie Was, poniżanych, których nikt nie chciał słuchać i wywyższył pod niebo. Na składaniu darów ofiarnych rozległ się śpiew: „Pod Twą obronę Ojcze na niebie”.

We Mszy Św. uczestniczyli górnicy, którzy jeszcze przed tą podniosłą celebrą, byli do siebie bardzo źle nastawieni. Potwornie zmęczeni. Zdenerwowani. Źli na swoich gnębicieli. Jednak na wezwanie kapłana „przekażcie sobie znak pokoju” wyciągnęli do siebie ręce. Wypowiadali słowa przebaczenia i pojednania. Ofiara Mszy Św. zjednoczyła wszystkich. I tym razem stała się źródłem miłości i zgody. Dzięki niej dokonała się przemiana w sercach wielu. Na Komunii w niebo wzbiła się pieśń: „Pójdź do Jezusa”. Po Mszy Św. zabrzmiał Hymn Narodowy: „Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy”. Potem jeszcze kilka godzin spowiadałem.

Msze Św. były sprawowane na wszystkich jastrzębskich kopalniach poza kopalnią „Jastrzębie”. Na „Boryni”, „Manifeście Lipcowym”, „Moszczenicy”, na kopalni „1 Maja”, „XXX-lecia PRL”, „ZMP”. Sprawowaliśmy je razem: ja, ks. Henryk Białas, ks. Stefan Rommer, ks. Adam Dróżdż, ks. Henryk Jośko, ks. Stanisław Sojka, ks. Antoni Stych. Gdy wróciłem około godziny piętnastej z KWK „Moszczenica” przekazano mi, że dwukrotnie na probostwie poszukiwał mnie wicewojewoda p. Gorczyca usilnie prosząc o spotkanie. Będzie na mnie czekał w Urzędzie Miasta w gabinecie prezydenta. Pan Gorczyca jest lektorem marksistowskim w Urzędzie Wojewódzkim. Udałem się do niego z ks. Henrykiem Jośką. Pan wicewojewoda od spraw ideologicznych błagał, prosił, żebym jako duszpasterz robotników przekonał górników do rozmów z Rządową Komisją i zawarcia porozumienia. Komisja Rządowa już od rana jest w Jastrzębiu, a górnicy nie chcą przystąpić do rozmów. Komisja wszystko podpisze. Od niego się dowiedziałem, że już czterdzieści dziewięć kopalni podjęło strajk. Za kilka dni może stanąć cały przemysł węglowy. Elektrownie mają zapasu węgla tylko na trzy dni. Gospodarka Polski oparta jest na węglu. Grozi paraliż, nie tylko Polsce. Bardzo prosił, bym swoim autorytetem wpłynął na górników, by zgodzili się na rozmowę. Wpłynąć na nich przez żony, może dzieci. Zresztą ja wiem jak to zrobić, do kogo się zwrócić – tak mówił. Nie mam już żadnej wątpliwości. Z chwilą gdy górnicy poparli strajk stoczniowców, przeważyli szalę na stronę Solidarności. Dom niewoli zaczyna się walić. „Zabraknie węgla i nastąpi paraliż całej gospodarki, która na węglu jest oparta”. Ugięła się komunistyczna władza. Już chyba nie myślą o zgnieceniu siłą Stoczni Gdańskiej. A rozgromić pięćdziesiąt kopalń to już całkiem inny problem. Dobrze, że jak trwoga to nawet komuniści potrafią znaleźć drogę do Boga. Odpowiedziałem mu w tych słowach: „Jak pan wie, wróciłem z kopalni „Moszczenica”. Mogę pana uspokoić. Górnicy przystąpią do rozmów. Byłoby dobrze trochę zmienić skład komisji, aby górnicy nie musieli patrzeć na tych, którzy ich gnębili. Nie mają do nich zaufania. Teraz ksiądz ma ratować sytuację. Gdy pukałem do dyrektorskich gabinetów i przestrzegałem i prosiłem, że górnicy są u kresu wytrzymałości, odpowiedź była jedna: „Po co ten czarny pieron tu przychodzi. Zawracać głowę”. Nie spotkałem się, aby pan dyrektor stanął w obronie ludzi. Zawsze bronili wydobycia, plany, produkcji, eksportu. Nigdy nie bronili człowieka”. Przed wieczorem na probostwo przybyła delegacja z „Manifestu”. Na twarzach górników widać było duże zmęczenie i zmartwienie. Mówili: „Za chwilę rozpoczną się rozmowy z Komisją Rządową. Jak my, prości robotnicy, będziemy rozmawiać z tymi grubymi rybami? Czujemy lęk. Co innego strajk a co innego negocjacje. Czy udźwigniemy ten ciężar? Dużo chcielibyśmy powiedzieć, ale brakuje nam słów”. Uspokajałem: „Mówicie prosto. Mówcie po swojemu. Jak robotnicy, bez kompleksu. Oni mają tylko piękne słowa. Wy macie fakty i argumenty. Nie musicie pięknie mówić, tego się po Was nikt nie spodziewa. Unikajcie krasomówstwa. To by was ośmieszyło. Mówcie po naszemu, po robociarsku. Wracajcie z błogosławieństwem.”

Od pierwszego dnia strajku w naszym kościele codziennie o godz. 17.00 przy wypełnionym po brzegi kościele trwa nabożeństwo dla strajkujących górników. O pomyślne jego zakończenie i szczęśliwy powrót do domu mężów, ojców, żon i matek. W kościele przekazujemy informacje o strajkujących. Podtrzymujemy ducha słusznego protestu. Pilnujemy, aby żony nie wyciągnęły ze strajku swoich mężów, z obawy przed represjami. Rozmowy się zaczęły i natychmiast zostały przerwane, gdy stwierdzono, iż przewodniczący Komisji Rządowej, wiceminister Aleksander Kopeć, nie ma pełnomocnictw rządu na rozmowy i porozumienie z górnikami.

2 września o godzinie 17.00 negocjacje zaczęły się na dobre. Komisji Rządowej przewodniczy wicepremier Aleksander Kopeć. Międzyzakładowemu Komitetowi Strajkowemu MKS przewodniczy Jarosław Sienkiewicz. Członkowie Prezydium MKS: Jarosław Sienkiewicz, Stefan Pałka, Tadeusz Jedynak, Jan Jarliński, Piotr Musioł, Andrzej Winczewski, Marian Kosiński, Roman Kempiński, Mieczysław Sawicki, Kazimierz Stolarski, Ryszard Kuś, Wacław Kołodziński, Grzegorz Stawski. Skład Komisji Rządowej: Aleksander Kopeć V-ce Prezes Rady Ministrów, Andrzej Żabiński sekretarz KC PZPR – Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Włodzimierz Lejczak minister górnictwa, Wiesław Kiczan sekretarz KW PZPR – Komitet Wojewódzki, Mieczysław Glanowski podsekretarz stanu w Ministerstwie Górnictwa, Zdzisław Gorczyca I z-ca wojewody katowickiego, Jerzy Nawrocki rektor Politechniki Śląskiej. Negocjacje są prowadzone na cechowni KWK „Manifest Lipcowy”, która jest specjalnie przygotowana. Ustawione krzesła, dziennikarze czekają. Dylemat: rządową delegację przyjąć grobową ciszą czy oklaskami? Skromne oklaski. Rozmowy trwają całą noc, a wszystko słychać przez głośniki. W środę trzeciego września o godz. 5.40, na Kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu podpisano Umowę Społeczną „Porozumienie Jastrzębskie” pomiędzy rządem a górnikami, robotnikami.

Na początkowe postulaty załóg górniczych Komisja się zgadza niemal bez dyskusji. Tylko małe poprawki, zgoda i dalej. Trochę dłużej zatrzymano się przy postulacie o Niezależnych, Samorządnych Związkach Zawodowych. I nagle stop, przy wolnych sobotach. Rządowi nie chcą się zgodzić. Twierdzą, że to niemożliwe. Kraj na tym ucierpi. Górnicy tez się uparli. Wszystkie soboty, bez wyjątku muszą być wolne. Dyskusja jest długa. Już dwa razy śpiewano Hymn Narodowy i Międzynarodówkę. Górnicy mają świadomość swych żądań. Jeżeli wszyscy pracownicy przemysłu węglowego, wydobywczego, górniczego mają mieć wolną niedzielę - a muszą ją mieć, mają do tego niepodważalne prawo - to sobota musi być wolna, aby brygady przygotowawcze i naprawcze przygotowały front robót na nadchodzący tydzień. Ogłoszono przerwę. Po przerwie, jeden z górników stwierdza stanowczo, że kopalnie nie podejmą pracy, dopóki nie będą zagwarantowane wolne soboty. O wolne soboty dzielnie walczyły też kobiety pracujące w górnictwie. Nastała cisza. Przedstawiciel rządu pyta czy jeżeli będą wolne soboty, to czy do końca roku górnicy nadrobią zaległości strajkowe? „Nadrobimy” - padła odpowiedź. I podpisano wolne soboty. Wybuchła wielka radość. Po prostu szał, ludzie naprawdę się cieszą. I znów rozlega się śpiew: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Aby nie było wątpliwości pracownica kopalni „Anna” w Pszowie pyta: „Panie premierze, wolne soboty są tylko dla górników, czy dla wszystkich?” Pan v-ce premier odpowiada: „Przecież śpiewaliśmy Hymn Narodowy. Słowo się rzekło. Dla wszystkich.”

Następny postulat: Zniesienie czterobrygadowego systemu. Ten system jest znienawidzony gdyż rozbija rodziny górnicze. W tym systemie zniknęła niedziela, stała się powszednim dniem pracy. Kiedy ojciec był w domu, to dzieci w szkole a żona w kolejkach lub pracy zawodowej. W takiej sytuacji ojciec będąc sam, szukał towarzystwa w knajpie. Dalszy punkt to przyznanie pełnej emerytury górnikom, którzy na dole przepracowali 25 lat, bez względu na wiek. Skrócenie wieku emerytalnego dla pracowników dołowych do lat pięćdziesięciu.

„Porozumienie Jastrzębskie” podpisano w obecności przedstawicieli ponad pięćdziesięciu zakładów pracy, kopalń, hut, uczelni i innych. Także z województw bielskiego i częstochowskiego. Wątpliwości, czy władza dotrzyma słowa? Czy będzie respektować podpisanie Porozumienia? Podobno, kto uwierzy chociaż jednemu słowu komunisty, jest stracony na całe życie. Na razie koniec strajku. Komuniści lubią wracać do starych metod. Nawet tych najbardziej skompromitowanych. Wiadomość o zakończeniu protestu i podpisaniu Umowy rozeszła się i zajaśniała przed nami jak błyskawica. W kościele na górce, z górnikami z biało-czerwonymi opaskami na rękawach oraz z ich rodzinami, odprawiłem Mszę dziękczynną. Były łzy skrywane. Ale były też płynące po twarzy strumieniem. Mówiłem do górników, że Jezus głosi: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię”. I chcę aby ten ogień płonął. Aby go nie zgasiły żadne trudności, żadne zawirowania. Niech ten ogień przemian, zapoczątkowany przez Was w dniach protestu, płonie pełnym żarem i blaskiem nadal w każdym z nas. Niech powstanie nowa ziemia.

4 września 1980. Kopalnie podjęły pracę. Następnego dnia od Międzyzakładowej Komisji Robotniczej otrzymaliśmy podziękowanie następującej treści: „My górnicy i przedstawiciele innych zakładów ROW i Śląska – sól tej ziemi, z całego serca dziękujemy duchowieństwu Miasta Jastrzębie, w szczególności księżom: Ks. Proboszczowi Bernardowi Czerneckiemu Ks. Antoniemu Stych Ks. Henrykowi Białas Ks. Henrykowi Jośko Ks. Stanisławowi Sojka Ks. Stefanowi Brommer Ks. Adamowi Dróżdż, że w tak trudnych chwilach przyszli do nas z duchowym wsparciem, co nam pozwoliło przetrwać w trudnych dniach dziejowych w naszej kochanej Ojczyźnie, za to jeszcze raz gorąco składamy serdeczne Bóg Zapłać. Na podziękowaniu jest 36 podpisów i pieczęć Komitetu Strajkowego.”

Rola Kościoła była i jest ogromna. Posługa kapłanów humanizowała strajk. Nie pozwalała na nienawiść czy chęć zemsty. Na chęć odwetu w odniesieniu do tych, których robotnicy określali, uznawali jako swoich prześladowców. Obecność kapłanów dawała strajkującym górnikom siłę do przyjęcia nawet śmierci. Zapatrzeni w Jezusa i Jego Matkę, górnicy,liczyli się z możliwością krwawego stłumienia buntu. To wynikało z ich spowiedzi i rozmów. Przecież domagali się Boga, chleba, prawdy, wolności słowa, wolnych związków zawodowych, wolności, niepodległości.

Dobrze pamiętali Poznań, protesty studentów, Gdańsk 1970, Radom i rok 1976. Pamiętali też słowa, że każda ręka, która podniesie się przeciw władzy, będzie odcięta. Nie sposób zrozumieć dzielnej postawy będących w strajku górników bez czynnika duchowego. To był duch wielkich powstań. W moich oczach był mój ojciec w górniczym mundurze, opowiadający o powstaniach śląskich. To był bój o Polskę naszych ojców. O cywilizację chrześcijaństwa. A może się okaże, iż był to krzyk o nową Europę. Zbyt długo trwała okupacja sowiecka i strajk był też przejawem pamięci narodowej. Pamięci Narodu, który Jan Paweł II obudził z odrętwienia i zniewolenia.

Strajk, to czas żywej modlitwy. Czas spowiedzi i Komunii Świętej. Górnicy modlili się z wiarą małych dzieci. Na kolanach. Na gołej ziemi. Z różańcem w dłoniach. Górnicy z obecnymi kapłanami wołali do Matki Bożej, do Matki Dobrej Rady, do Matki Wspomożycielki o opiekę i pomoc. Strajk był oparty o modlitwę. Nie tylko ci pobożni, lecz także ci zdawałoby się obojętni, wpatrzeni w obraz Matki Bożej, w Krzyż, w ołtarz powtarzali: „Królowo Polski, módl się za nami”, czy „Pod Twoją obronę”. Śpiewali „Przemień o Jezu smutny ten czas” oraz „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie”. Nie było twardzieli. Dzięki ofiarnym kapłanom, protestujący górnicy mogli brać udział we Mszach Świętych. Te Msze Św. były wielkim, wzruszającym, podniosłym wydarzeniem. One najbardziej krzepiły ducha. Dodawały siły. Na kawałku naprawdę wolnej Ojczyzny, mogliśmy prawdziwie po katolicku, z Bogiem przeżywać już pierwszą niedzielę strajku. Księża pomagali załogom uświadomić sobie ważność tego protestu dla całej Polski. Dla każdego kto tego potrzebował były słowa otuchy i nadziei. Z kapłanem, strajkującym było lżej. Czuli się pewniej. Bezpieczniej. Obecność księdza umacniała wiarę górników w słuszność protestu. „Księżą z nami”. Bóg jest z nami w strajku. A jeżeli Bóg jest z nami, to kto przeciwko nam? Z Bogiem górnicy mieli odwagę przed tym co ich mogło spotkać. Strajkujący stanowili jedną, wielką rodzinę walczącą o godność, wolność, niepodległość. Byli niesłychanie zdyscyplinowani. Zdolni do wielkich wyrzeczeń. Odpowiedzialni za majątek narodowy. Czas, by świat zobaczył, że zdradzona i wzgardzona przez sojuszników Polska sprzedana Sowietom nie zginęła. Przeciwnie, żyje i ma się dobrze! Potrafi się upomnieć o wolność i niepodległość. A ma do tego prawo, gdyż tego domaga się sprawiedliwość. W ten sposób spełniliśmy święty obowiązek kapłański.

Strajk uświadomił nam coś bardzo ważnego. „Jeden tylko, jeden cud, z szlachta polską, polski lud”. To święte słowa Stanisława Wyspiańskiego. W czasie strajku, górnicy dotkliwie odczuli brak intelektualnego zaplecza. Brak ekspertów, doradców. Strajk robili przede wszystkim robotnicy. Ludzie ciężkiej pracy. Pion techniczny kopalń przyjął postawę kibica. Górnicy znają swoją pracę, ale nie są intelektualistami, uczonymi, ludźmi gabinetów i salonów. Swoje postulaty wypowiadali spontanicznie. Sercem. I tego nie miał kto przetłumaczyć na język prawa i ekonomii. Przy podpisywaniu „Porozumień” dyskutowano postulaty. Stoczniowcy mieli szerokie zaplecze intelektualne. Górnicy nie mieli nikogo. „Kopidołom” nawet Kluby Inteligencji Katolickiej odmówiły wsparcia. Górnikom został tylko „kościół na górce” w Jastrzębiu. Wciskał się do nas Pan Przewodniczący Jarosław Sienkiewicz, był za. Ale ja nie mogłem do tego dopuścić. Zgłosiłem stanowczy protest.

Górników czekają jeszcze różne negocjacje. Trzeba natychmiast przystąpić do szukania własnych ekspertów i poznać ich z nauką społeczną Kościoła. Różni mądrale przychodzą do mnie i pytają, dlaczego Śląsk przyłączył się do strajków dopiero dwa tygodnie po Gdańsku? Na Śląsku praca w kopalni, w hucie zawsze była podstawą utrzymania rodziny. Nie było chłoporobotników. Dla górnika czy hutnika utracić pracę to klęska całej rodziny. W kopalni dla bezpieczeństwa życia swojego i kolegów obowiązuje surowa dyscyplina. Trzeba słuchać sztygara, a nie wymądrzać się. Jest coś takiego jak „śląski etos pracy”. To znaczy: „Dobra robota”. Tego osoby spoza Śląska często nie rozumieją. To nie ma nic wspólnego z bojaźnią ale z odpowiedzialnością.

Górnicy nie ulegają agitacji. Musieli samych siebie przekonać, a Kościół im w tym pomógł, że ten strajk jest dla dobra robotników i Polski. Nie służy tylko politycznym elitom do przetasowania na górze. Z każdym dniem przekonywaliśmy się o słuszności protestów na Wybrzeżu. Poparli stoczniowców i przeważyli szalę na korzyść solidarności strajkujących. Dopiero wtedy władza się ugięła.

Już kilka lat górnicy pracowali we wszystkie niedziele. Kto im współczuł? Była tylko zazdrość o lepszy kotlet. Przepisy BHP łamane. Nie przestrzegane. Kombajny i narzędzia nie były konserwowane. Nie było na to czasu. Nie tylko granice wytrzymałości ludzkiej zostały przekroczone, ale i sprzętu i żywiołów. Wypadków było dużo ale o nich nie informowano, aby nie odstraszać od zawodu górniczego, bo „węgiel jest twardą, polską walutą”. Przecież to nie górnicy popisywali się rekordomanią i nie oni dążą do imponowania wielkimi liczbami wydobycia. Nie bojaźń, nie dobrobyt, nie służalczość, ale rozwaga, dyscyplina, poczucie odpowiedzialności opóźniły przyłączenie się do strajku. Na pewno Ślązakom jest obcy partiotyzm lizusa. Górnicy mieli świadomość, że na kopalniach może dojść do masakry. To wynikało z rozmów i spowiedzi. Rozgrzeszenia udzielano „na ostatnią drogę”. Nie jest aż tak ważne kiedy górnicy weszli w strajk. Ważniejsze, że pod ich protestem dom niewoli i ucisku zaczął się rozpadać. Przeważyli szalę. Władza uległa. Na jak długo? To jest pytanie. Zależy od tego, jak zachowa się brat ze wschodu. Strajk jest znakiem dla czerwonych, że Polska jest nieujarzmiona. I nigdy nie będzie Polską Lenina, Stalina czy Breżniewa. Na podstawie wiadomości z kraju i ze świata, strajki budziły nadzieję w sercach chyba wszystkich Polaków, w mieszkańcach Europy i świata. Tylko taka Polska, o jaką upominali się robotnicy może być wolna i niepodległa. Polska silna wiarą i miłością. Polska sprawiedliwa i szanująca godność każdego człowieka, bez względu na przekonania. Polska katolicka i patriotyczna. Koniec wielkich strajków. Podpisane Umowy Społeczne pomiędzy robotnikami a rządem w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu pozostaną patriotycznym i chwalebnym czynem najnowszej historii Polski, osiągniętym bez rozlewu krwi. Chwała Bogu.

Związek Zawodowy „Solidarność” górników zrodził się na naszym probostwie w salonie telewizyjnym. Związkowcy będą teraz czuwać, aby chleb jako Boży dar, a nie dar polityków trafiał do ludzi głodnych, a nie był przedmiotem przetargu w rękach dyplomatów, ekonomistów, polityków. Dotąd ręce dzielące chleb, kierowały się tylko interesem partyjnym. Teraz do potrzebującego, a nawet głodnego, bo tacy są, mają trafiać nie okruchy, ale bochenki. Będzie ostra walka. Podobnie region Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności w oczekiwaniu na własny lokal ma swoją siedzibę przy naszej parafii, przy Matce Kościoła w Jastrzębiu. Przewodniczącym Regionu jest nasz parafianin Jarosław Sienkiewicz. W kartotece duszpasterskiej ma adnotację: aktywny członek partii. Lektor marksistowski. Ateista. Ślub cywilny bez przeszkody. Inżynier. Ale to nikomu nie przeszkadzało. Odnosiliśmy się do niego z szacunkiem. On tez przyjął od nas piękny, ozdobny różaniec. Zaraz nieszczęsny poszedł do jubilera aby go wycenił. Myślę, że nie na trzydzieści srebrników. Od nas region przeniósł się do swojego pomieszczenia przy ul. 1 Maja, potem przy Średnicowej. Jarek lubił alkohol. Najpierw się krępował, ale potem pił coraz więcej. Jak był pijany, powtarzał: „Będzie stan wojenny. Wjadą radzieckie czołgi. Wy wszyscy - kula w łeb. Ja już mam przygotowane biurko.” Przyjmowaliśmy to jako pijacki bełkot, ale wciąż się powtarzało. Jarek chodził zamyślony, myślami był gdzieś daleko, jakby bliski zdrady. Niepokoją nas jego częste kontakty z ambasadą sowiecką i stałe kontakty z betonem partyjnym, Andrzejem Żabińskim I Sekretarzem KW PZPR w Katowicach. Jarek nie zgadza się na świadka jego rozmów z komunistami. Twierdzi, iż sam wszystko załatwi lepiej i prędzej. Trzeba go mieć na oku. Strajki i Umowę Społeczną upamiętnia obelisk na placu przed kopalnią „Manifest Lipcowy”. Kosze na śmieci na kopalniach są pełne czerwonych, partyjnych legitymacji.

13 listopada 1980 r. na KWK „Manifest Lipcowy” górnicy tej kopalni ogłosili strajk głodowy na znak protestu, przeciw zwołaniu zjazdu komunistycznych związków zawodowych ZZG na dzień 17 listopada 1980r. Głodówkę podjęli: Alfred Gałucha, Józef Błaut, Jan Bożek, Eugeniusz Zandler, Jerzy Mnich. Odwiedziłem ich. Leżą na materacach. Piją jedynie wodę. Wręczyłem im modlitewniki. Są w maleńkim pomieszczeniu znajdującym się w budynku stacji ratowniczej tej kopalni. Klucz do tego pomieszczenia ma jedynie lekarz Jerzy Madejczyk. Głodówkę zaczęli też górnicy w „Makoszowach”, „Zabrzu”, „Knurowie”, „Ziemowicie”, „Pstrowskim”. 16 listopada przerwano akcję głodową. Strajk zakończył się sukcesem. Wzrosty szeregi „Solidarności”. Przez cały czas załogi w pełni popierały głodujących górników.

W tym roku dzień Świętej Barbary, Patronki Śląska i Górników ma swoje szczególne znaczenie ze względu na triumfalny powrót Św. Barbary na kopalnie i na wydarzenia ostatnich miesięcy. Msza Św. za górników była sprawowana o godz. 9.00. Ks. bp Czesław Domin doprawiał Msze Św. za górników o godz. 8.30 na KWK „Manifest Lipcowy” i o godz. 10.30 na KWK „Borynia”.

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO I POZDROWIENIE JANA PAWŁA II. Drodzy górnicy!

Łączę się z Wami w dniu Świętej Barbary, która jest Waszą umiłowaną patronką, a dzień 4 grudnia – Jej święto jest także i Waszym świętem.

Polecam Bogu w tym dniu za wstawiennictwem Św. Barbary Was Wszystkich, Waszą ciężką pracę, Wasze Rodziny oraz całą umiłowaną Ojczyznę. Waszą i moją, ażeby w tej Waszej trudnej pracy rosło w niej nowe Zycie i umacniało się wspólne dobro Wszystkich Rodaków. Niech Opatrzność Boża strzeże Was, gdy zjeżdżacie do kopalń, czy też stajecie przy innych stanowiskach pracy. Cieszę się, że wszędzie tam niesiecie z sobą szczególną cześć dla Św. Barbary. Wszystkich Was błogosławię i pozdrawiam tym pięknym staropolskim a zarazem Waszym górniczym pozdrowieniem: Szczęść Boże!

Watykan 25 listopada 1980 r.


Słowo Boże wygłoszone do Braci Górników 4 grudnia 1980 r. Drodzy Bracia Górnicy! Wszystkich nas zdumiewało, gdy górnicy naszych kopalń postanowili poprzeć strajk stoczniowców, to pierwszą ich prośbą było: „Dajcie nam księdza. Niech nam odprawi Mszę Św.” Górnicy okazali zrozumienie, iż każdy porządek opierać się musi na prawie Bożym. Na świadomości, że człowiek jest stworzony na obraz Boży i stąd płynie jego godność. Jest nieśmiertelnym dzieckiem nieśmiertelnego Boga. Nie tony wydobytego węgla stanowią o wartości i godności człowieka. Nie praca w PGR, ilość wyprodukowanej stali, ale że człowiek ma nieśmiertelne oblicze Boga. I mówili górnicy: „Dajcie nam różaniec”. Nie dlatego , że P. Lech Wałęsa zawiesił go na szyi i ukazał się w telewizji. Ale różańcem czcimy Maryję, która głosi wyzwolenie człowieka. Wielbi Boga za to, „że ubogiego z nędzy wyprowadził i z książętami na ławie posadził”. „Łaknących napełnił dobrami, a bogaczy z niczym wypuścił”. Z wielką dumą patrzyliśmy na spracowane ręce górników, zaciskające różaniec. Ich dłonie nie zaciskały się w pięść. Składały się w modlitwie. Nikt na kopalni nie wstydził się różańca, jak się nie wstydzi narzędzi pracy. Rzeczywiście było dużo takich, co różaniec nosili na piersi jak tarczę.

Górnicy prosili o Mszę Świętą, bo nie chcieli z tymi, którzy ich poniżali, przeklinali, wyzyskiwali, pomiatali zasiadać na ławie sędziowskiej. Chcieli razem z nimi zasiąść do uczty miłości, aby pracować i żyć w pokoju i prawdzie. Bo Msza Św. jest ucztą braterstwa, jedności i pokoju. Oni, ci najmniejsi i nieuczeni, chcieli powiedzieć tym, którzy rozpierali się przy biesiadnym stole narodu i ciągnęli zyski: „Przyjacielu, przesiądź się niżej”. Chcieli powiedzieć: „Przyjacielu”. Tylko tyle. I tak było. Na wezwanie: „Przekażcie sobie znak pokoju”, górnicze ręce splatały się w miłości i darzyły pokojem. Dołowy mówił do dozoru: „Przebaczam”. Gdy potem miały miejsce pertraktacje, udawano się na rozmowy, górnicy, ludzie wielkiego czynu o wszystkich pamiętali. Nikogo nie zapomnieli. Pamiętali o tych co w kopalniach nabyli kalectwa. Pamiętali o swoich rodzicach przykutych do łóżka, domagali się Mszy Świętej radiowej. Mając w sercach zawołanie z Piekar: „Niedziela Boża i nasza”, żądali wolnej soboty i wolnej niedzieli dla wszystkich Ludzi Pracy w Polsce. Kochani Bracia Górnicy! Trwajcie na drodze, na którą weszliście. Trwajcie na drodze, którą jest Chrystus. Wtedy będziecie mieć i Prawdę i Życie w obfitości. Kochani Bracia Górnicy! Dziękuję Wam za Wasze świadectwo złożone przed światem. Po wyborze syna Narodu polskiego na Stolicę Piotrową, cały świat na Was patrzy. Nas obserwuje. Chce się czegoś od nas nauczyć. Szczęść Boże!


21 grudnia 1980 poświęcenie górnego kościoła. Parafia przeżyła swój wielki dzień. O godz. 12.30 ks. bp Herbert Bednorz poświęcił nasz górny kościół pod wezwaniem NMP Matki Kościoła. To jest też tytuł naszej parafii. Błogosławiona ta niedziela. Jest to tylko zakończenie pewnego etapu prac przy wznoszeniu tej świątyni. Patrzę na ten kościół z podziwem. W jego murach są serca i umysły, imiona i nazwiska mężczyzn, kobiet, dzieci, biskupów, kapłanów i zakonnych sióstr Miłości Bożej, Salezianek, Służebniczek i Boromeuszek. Cierpienie chorych i ciężka praca górników. Miłość mojej Mamy, Taty i mojej rodziny. Całuję posadzkę tego kościoła i z czułością dotykam jego murów. To do naszego Ojca i nasza brama do nieba. Niech wieczna lampka nigdy tu nie zgaśnie. Bogu niech będą dzięki! Chwała Tobie Panie! Wielkanoc 19 kwietnia 1981 r. Zmartwychwstanie. Wszystkich zainteresowanych powstaniem w Jastrzębiu przy naszej parafii Klubu Inteligencji Katolickiej prosimy na spotkanie w salce katechetycznej we wtorek, 21.04.1981 o godz.19.00. O tej samej godzinie zapraszamy działaczy społecznych i związkowych. W ramach katechezy dorosłych chcemy utworzyć grupę interesującą się nauką społeczną kościoła. Zapraszamy mężczyzn i kobiety.

21 kwietnia dzięki dużemu wsparciu księdza Stanisława Bisty w Jastrzębiu przy parafii Matki Kościoła powstała filia Katowickiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Liczy ponad siedemdziesięciu członków. Prezesem został p. Thomas, brat ks. Oskara Thomasa, kapelana akademickiego w Katowicach. Opiekunem duchowym wybrano ks. Proboszcza Bernarda Czerneckiego.

Pierwszego Maja 1981 r. Wspomnienie Świętego Józefa Robotnika. To robotnicze święto uczciliśmy Mszą Świętą za wszystkich ludzi pracy. Msza Św. była sprawowana w jarze przy ul. Wielkopolskiej o godz. 11.00. Na prośbę górników, byłem gospodarzem tej uroczystości. W pochodzie pierwszomajowym szła garstka tych, którzy jeszcze się bali. Do jaru przyszły tłumy. Przyszły dobrowolnie. Pogoda była piękna, słoneczna, ale nasze śpiewanie „Chwalcie łąki umajone” i nasza modlitwa były jeszcze piękniejsze. W kazaniu mówiłem, że nam żadne czerwone gwiazdy nie są potrzebne. Naszą gwiazdą jest „Niewiasta obleczona w słonce, a na Jej głowie korona z dwunastu gwiazd”. Ona swoimi stopami miażdży łeb czerwonego smoka, starodawnego potwora.

13 maja 1981 miała miejsce diabelska próba zamordowania przez czerwonego smoka Namiestnika Chrystusowego w jego własnym domu na Pl. Św. Piotra w Rzymie, podczas pełnienia służby Pasterza i Ojca. Każde spotkanie z Janem Pawłem II na Pl. Św. Piotra, zamienia się w rodzinne święto. Najstarsi Rzymianie nie pamiętają takich tłumów. We Mszy Św. wielkanocnej uczestniczyło czterysta tysięcy ludzi, aż po zamek Św. Anioła. W hotelach nie ma wolnych miejsc, wszystko bez przerwy zajęte. W sklepach olbrzymi ruch. Zdjęć papieża Wojtyły w ciągu miesiąca sprzedaje się tyle, ile sprzedano w ciągu ostatnich lat zdjęć innych papieży. Od wyboru Jana Pawła II liczba pielgrzymów i turystów corocznie przekracza liczbę odwiedzających Rzym w Roku Świętym. Zainteresowanie Polską jest bardzo wielkie. Ludzie na świecie wiedzą gdzie jest Polska. Nie za Uralem, ani nie jest to Holandia. Jan Paweł II stojąc w małym, białym samochodzie z wyciągniętymi ramionami rozpoczyna przejazd wśród swoich owieczek. Plac Świętego Piotra jest podzielony na zagrody. Ale tym razem, wśród serdecznego tłumu ukrywa się Kain z piętnem na czole. Pragnie dopuścić się nowej zbrodni, Świat napełnić grozą. Stanęła mu na drodze niewiasta obleczona w słonce - Matka Boska Fatimska, która już w 1917 roku, przepowiedziała tę zbrodnię. Ona zmieniła lot kuli, najbardziej wypróbowanego i wyszkolonego demona. W telewizji wciąż oglądamy białą twarz Papieża. Jego bezwładne, słaniające się ciało, podtrzymywane przez swojego kapelana Stanisława Dziwisza. Zupełnie jakby się widziało Ciało Pana Jezusa zdjęte z krzyża w ramionach Matki. Ojciec Święty, aż do utraty przytomności powtarzał: „Maryjo Matko moja”. Cały świat poczuł się zraniony w swoich najszlachetniejszych uczuciach. Tak miał zginąć jeden z najlepszych synów Maryi. Miał być zabity przez płatnego terrorystę w czasie pełnienia najpiękniejszej pokojowej misji. A stało się to dokładnie 13 maja w „Dniu Fatimskim”. Maryja znała ten plan szatana i wiadomość o nim przekazała w 1917 r. „Ojciec Święty, będzie musiał wiele cierpieć”. Zamachowiec został schwytany. Ojciec Święty jest ciężko ranny, ale żyje. Szatan, ojciec wszystkich bezbożników, ojciec kłamstwa poniósł klęskę. Jak zawsze, gdy występuje do walki z Maryją.

28 maja w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, odszedł do Pana śp. ks. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Polski. Ta śmierć pogrążyła w żałobie wszystkich Polaków. Dziś jest jego pogrzeb o godz. 17.00 na Pl. Zwycięstwa w Warszawie. Łączymy się w modlitwie i bólu z całym Kościołem w naszej Ojczyźnie i wszystkimi rodakami. Msza Św. za śp. Prymasa Polski w naszym kościele była odprawiona o 12.30. Zapowiada się królewski pogrzeb. Radio i telewizja przeprowadzą bezpośrednią transmisję.

Klub Inteligencji Katolickiej spotyka się w pierwsze piątki miesiąca o godzinie 19.00. Spotkanie rozpoczyna Mszą Świętą. Rozrasta się katecheza działaczy związkowych i poszerza o zagadnienia historyczne, etyczne i prawnicze. Powstała jakby wyższa szkoła. Tymi spotkaniami bardzo interesuje się Służba Bezpieczeństwa.

Dzisiaj, 7 czerwca z okazji Ludowego Święta na „Jastrzębskich Błoniach” ks. bp Czesław Domin odprawił Mszę św. za robotników i chłopów. Jastrzębskie Błonia to teren pomiędzy torem kolejowym a Osiedlem III. Kiedyś mieszkały tam rodziny Urbańczyków, Walów. Organizatorem tej uroczystości był Tadeusz Jedynak. Przy kawie Jacek Kuroń mówił jasno, że jest antyklerykałem i w jego koncepcji państwa nie ma miejsca na Kościół. Piękne to było święto, bardzo słoneczne. Przystojni chłopcy ze wsi i przystojni górnicy razem się modlili i śpiewali. Przyrzekali wzajemną przyjaźń i pomoc, jak na robotników przystało. A Biskup nad nimi się modlił o szczęśliwe zbiory i szczęśliwe powroty do domu z kopalni. By ziemia wydała obfite owoce rolnikom i nie tąpała na górników. 30 sierpnia w jarze południowym o godz. 17.00 z udziałem wszystkich mieszkańców Jastrzębia była sprawowana Msza Św. z okazji odbywających się w Ojczyźnie naszej uroczystości obchodu pierwszej rocznicy „Sierpnia 80”. W Jastrzębiu Umowę Społeczną i zakończono strajk 3 września.

Fragment kazania: „Dzisiaj obchodzimy dzień chwały i męstwa polskich robotników, którzy pokazali światu, jak należy walczyć o wolność i niepodległość bez przelewania krwi. Bez broni, bez nienawiści. Tylko z imieniem Jezus, Maryja na ustach. Z różańcem w dłoniach. I z miłością Boga, bliźniego i Ojczyzny w sercu. Było to naśladowanie Ojca Niebieskiego, którego słońce wschodzi nad dobrymi i złymi. Który zrywa deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Na wierzących i niewierzących. Tym wspaniałym robotnikom obca była nienawiść. Strajki, których pierwszą rocznicę dziś obchodzimy były zrodzone z ducha i kart Ewangelii. Z tych protestów zrodziła się „Solidarność”. W tamte dni świat ze zdziwienia przecierał oczy i poznawał karność polskiego robotnika. Jego dyscyplinę. Jego odpowiedzialność za majątek narodowy. Jego fantastyczną zdolność do samoorganizacji. Te strajki budziły nadzieję w sercach Polaków, Europy i świata.”

6 września odbyła się pielgrzymka do Matki Boskiej w Pszowie. Ks. Bp Herbert Bednorz zaprosił mieszkańców okręgu Jastrzębia, Rybnika i Żor. Nasi górnicy stanowili służbę liturgiczną i witali górników.

Przemówienie górnika: ”Od kilku miesięcy robotnicy polscy, w tym także górnicy stali się widowiskiem dla tego świata. Cały świat mógł się przekonać, że robotnik polski, że naród Polski, ma w sobie coś, czego się nie da zniszczyć. Tym zwycięstwem jest nasza wiara. Polska cała, robotnicy w Polsce pozostaną zawsze wierni Bogu, Krzyżowi, Kościołowi, Ewangelii. Tego jeszcze na całym świecie nie było. Strajk z Mszą Świętą na kopalniach. Strajk robotników z różańcem na szyi. Strajk górników, wnoszeniem Św. Barbary na kopalnie. Tego jeszcze świat nie słyszał. Kiedy obca tej ziemi ideologia, zaczęła nam siłą narzucać czterobrygadowy system pracy w kopalniach i zabierać nam niedziele po to, by rozbijać polską rodzinę i niszczyć wiarę, górnik polski wołał w Piekarach, w swoich świątyniach, na kopalniach: „My chcemy Boga”,„Chrystus Królem, Chrystus Panem”, „Niedziela jest Boża i nasza”. A kiedy zaczęto fałszować i lekceważyć te wołania, górnicy odpowiedzieli strajkiem. Porozumienie z dnia 3 września podpisane przez Komisję Rządową i międzyzakładowy Komitet Strajkowy gwarantuje górnikom wszystkie niedziele wolne od pracy i odrzucenie czterobrygadowego systemu pracy na kopalniach. Tego będziemy się trzymać. Odtąd żaden górnik nie pójdzie do pracy w niedzielę. A premie będą zależeć od uczciwej pracy w dni tygodnia, a nie pracy w niedzielę. Żaden górnik nie zgodzi się na czterobrygadowy system, który rodzinę dzieli i rozbija. Ojcom wielodzietnych rodzin zagwarantowano dodatki wystarczająco duże, by nie musieli podejmować dodatkowych ciężkich prac. I tego będziemy się domagać. Od tego nie odstąpimy. Dzisiaj przyszliśmy do Matki, aby wspólnie głośno się modlić. Aby z Matką Najświętszą śpiewać Bogu dziękczynienie, że poniżonych aż do ziemi pod niebiosa wywyższył”. W sierpniu 1981 r. ks. bp Herbert Bednorz powiedział do mnie: „Zorganizuj spotkanie z przywódcami „Solidarności” naszego regionu. Spotkanie może się odbyć u mnie, tu na Francuskiej. Zależy mi na rozmowie z Tadeuszem Jedynakiem i z Grzegorzem Stawskim, ponieważ to są sztandarowe postacie”. To spotkanie odbyło się zgodnie z życzeniem ks. Biskupa. Biskup w nich wierzył. Rozmawiał z nimi o Związkach Zawodowych, o związku „Solidarność”, o górnictwie. O odpowiedzialności i o tym, że cały Naród patrzy na Solidarność. Tadeusz Jedynak zachował się poprawnie i mówił rozważnie. Grzegorz Stawski kąsał. Mówił impulsywnie. Wspomniał o pociąganiu do odpowiedzialności księży, biskupów. Coś wygadywał na Kościół. Musiałem go temperować. Z jego słów i gestów wyszła zarozumiałość. Po spotkaniu Biskup stwierdził: „To są dobre chłopaki, ale potrzebują kapelana. Mianuję cię kapelanem „Solidarności”, bo ty ich znasz, a oni Ciebie. Masz z nimi dobry kontakt.”

Dzisiaj na pielgrzymce w Pszowie ks. bp Bednorz przypomniał mi o moim zadaniu i powiedział: „Pamiętaj, nie tylko państwo, robotnicy też chcieliby posłużyć się Kościołem, aby osiągnąć swoje cele. Kościół nie może utożsamiać się z żadnym ruchem. Kościół jest ponadczasowy a wszystkie ruchy są czasowe. Kościół nie może zdradzić siebie. Służy Narodowi, gdy służy Ewangelii. Pilnuj tego”.

Od osób przekraczających granice polsko-czechosłowacką słyszę, że „Szwejki” czyli celnicy czechosłowaccy zachowują się arogancko. Obrażają Polaków nazywając ich nierobami, warchołami. Mówią: „Pracować wam się nie chce, tylko manifestować. Jak sobie sami z anarchistami nie umiecie dać rady, to my nie będziemy czekać, tylko wkraczamy”. Coś się szykuje. Przekraczający granice mówią, iż wyczuwają od służb granicznych chęć odwetu za 1968r. Z kopalń nadchodzą wiadomości, że Polskę penetrują oficerowie KGB, STASI i tajne służby Czechosłowacji. Niektórzy domagali się spisu osób przewidzianych do aresztowania, może po to, aby wokół nich zrobić złą propagandę. Solidarność i opozycja są pod stałym nadzorem Służby Bezpieczeństwa. Na Śląsku wszystkie ważne stanowiska obejmują wojskowi.

Uroczystość Św. Barbary patronki górników w 1981r. Pełna gala. Górnicza orkiestra. Poczty sztandarowe. Zielone, białe, czarne, czerwone pióropusze. Przez wstawiennictwo Św. Barbary dziękujemy Bogu za wolne niedziele i święta.

Fragment Bożego słowa: „Uroczystość Św. Barbary jest wyznaniem wiary ludzi ciężkiej pracy. Górnicy przynoszą do ołtarza swoją godność, honory społeczne i codzienny trud. Już różne siły pragnęły zawładnąć duszą górnika, jak zawładnęły jego pracą. Ale górnicy raz i na zawsze wybrali i w każdym czasie wołają: „My chcemy Boga”, „Św. Barbarę naszą patronkę”. Tegoroczna Barbórka ma w dalszym ciągu charakter wdzięczności za niedziele i święta wolne od pracy, że budujemy nowe kościoły, w radiu mamy Mszę Św., a na kopalnie wróciła cudowna patronka górników, Św. Barbara. Dziękujemy, że krzyż wrócił do szpitala górniczego i jest kaplica. Jest w biurach Solidarności. Jest na wielu stanowiskach pracy. Raz po raz ukazuje się w telewizji. Dziękujemy także za to, że górnik przestał być robotem, robotem i numerem, że zobaczono w nim człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże. Chcemy uradować patronkę Barbarę nowym, innym podejściem do pracy. Nie tylko produkcja, zarobek, norma i medal, ale niech praca stanie się dla Was rodzajem służby Bożej. Niech praca w kopalni Was uświęca. Wchodź do kopalni jak do świątyni, byś sumienną, odpowiedzialną pracą zasługiwał na zbawienie.”

Barbórka w Zjednoczeniu Węglowym miała następujący przebieg. Uroczystość odbywała się w auli Technikum Górniczego. Wręczono mi mikrofon i poproszono o głos. Drżącym ze wzruszenia głosem powiedziałem: „Proszę przyjąć serdeczne podziękowania za zaproszenie, które z radością przyjąłem. Dotychczas Kościół i kopalnia żyły obok siebie, chociaż ci sami ludzie chodzą do kopalni i do kościoła. Dla osoby duchownej kopalnia stanowiła niedostępne getto. A już Zjednoczenie, przyznam się, że to przechodziło moje marzenie. A przecież jesteśmy zawsze jedno - i w pracy, i poza pracą. Jesteśmy dziećmi tej samej matki, której na imię Ojczyzna-Polska. W naszym życiu jest czas pracy i czas świętowania oraz odpoczynku. Życzę radosnego świętowania dnia Św. Barbary z rodziną i przyjaciółmi. Życzę też świętowania Dnia Pańskiego, bo człowiek nie może się zabijać za to, aby żyć i utrzymać rodzinę. Jest czas odpoczynku. Mam na myśli tych najbardziej zasłużonych, którzy przechodzą na emeryturę. Odpoczynek, to tylko zmiana zajęć. Tym wszystkim wspaniałym ludziom, na których twarzach i rękach wypisane są dzieje kopalni, życzę, by zakłady pracy zachowały o nich wdzięczną pamięć, nie tylko dzisiaj, ale objęły ich troską do końca życia. Całemu Zjednoczeniu, wszystkim kopalniom tego Zjednoczenia, jubilatom, każdemu pracownikowi górnictwa życzę radości płynącej z pracy, aby praca była przyjemnością nie ciężarem. Niech każdy zjazd do kopalni kończy się sukcesem. Niech się nie zdarzają porażki. Szczęść Boże!” Po mnie o głos poprosił sekretarz partii. Głosu mu udzielono ale mikrofon wyłączono.

13 grudnia 1981r. Generał Wojciech Jaruzelski ogłosił stan wojenny w Polsce. Zdenerwowały się „czerwone anioły”, bo do siedemnastego grudnia Komitety Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej miały opuścić zakłady pracy, ponieważ im zostali tylko etatowi działacze. Nad Polską gaśnie światło wolności, zapalone przez Solidarność. Nastaje noc generała. Służby mundurowe tropią związkowców. Wyciągają z domów działaczy Solidarności. Mają gotowe listy kogo należy aresztować. Sporządził je płk Henryk Sikora. On tez podpisywał nakazy internowania. Milczą telefony. Na ulice wyjechały czołgi. Wszędzie wojsko, milicja, ZOMO. Blokada dróg. Kolczatki na jezdni. Obowiązuje godzina policyjna. Na polu mróz. Wojsko się grzeje przy koksownikach.

Dziś jest niedziela. Po każdej Mszy Świętej ogłaszałem, że wszystkie jastrzębskie kopalnie podjęły strajk na znak protestu przeciw aresztowaniu przywódców Solidarności i stanowi wojennemu. Zatrzymuje się ludzi udających się do Komitetu Strajkowego w kopalni „Manifest Lipcowy”, do swoich kopalń i zakładów pracy. Na moim probostwie ukrywa się kilku związkowców, którym udało się uciec przed aresztowaniem. Robotnicy, górnicy na probostwie ukrywają poświęcone sztandary i ważne dokumenty związkowe. Oryginał „Porozumień Jastrzębskich” schowano w parafii Serca Pana Jezusa, ponieważ Matce Kościoła w każdej chwili groziła rewizja. Jest totalne zaskoczenie. Osłupienie. Paraliż.

W południe na probostwo przybył pod bronią oficer wojska polskiego płk Mirosław Mirowski. Przedstawił się jako Komisarz miasta Jastrzębie Zdrój. Przyszedł, aby mnie straszyć, ostrzec, upomnieć, że należy odciąć się od ludzi pracy. Zostawić górników i Solidarność. Nie pomagać im. Prawa wojny są twarde, bezwzględne, nawet okrutne. Nie ma przywilejów. Dla Kościoła i duchowieństwa też nie. Odpowiedziałem w te słowa: „Panie Komisarzu, kto komu zagraża? Kto dla kogo jest groźny? Pan przyszedł do kościoła, do księdza pod bronią. Na ulicach czołgi i wozy opancerzone. Czekają na rozkaz. Z koszar wyprowadziliście wojsko przeciw Narodowi. Chcecie, aby syn strzelał do strajkującego ojca? Polak do Polaka? Siedzę naprzeciw pana z pustymi rękami. Kto dla kogo jest groźny? Górnicy, robotnicy są tak samo bezbronni jak ja. Górników, robotników nie opuszczę. Oni nigdy nie zdradzili Kościoła. I ja ich nie zdradzę. Jeśli ktoś będzie chciał im zrobić krzywdę, będę protestował. Pójdę w pierwszym szeregu i możecie mnie zastrzelić. Proszę o stały kontakt z panem”. Odpowiedział – „Urzęduję w gabinecie prezydenta miasta”.

Gdy pułkownik wchodził do mnie, na holu siedziało sześciu ukrywających się opozycjonistów i dwóch naszych księży. Byli przerażeni widząc wojskowego. Dobrze, iż nie rzucili się do ucieczki. Spokojnie przedstawiłem ich komisarzowi. Powiedziałem, że to są nasi księża wikarzy. Oficer pięknie im się pokłonił i wszedł do mojego mieszkania.

Opracowanie: Andrzej Kamiński